Rekomendacje
Powrót historii. Pańtwo na czas niepokoju
Alfred Hitchcock zalecał tworzenie filmów wedle zasady: najpierw trzęsienie ziemi. I tak właśnie zaczyna się esej generała Krzysztofa Bondaryka, wieloletniego szefa służb specjalnych.
„Polskie państwo zostało zaprojektowane na czas „końca historii” – stabilności geopolitycznej, przewidywalnych zagrożeń i dominacji procedur nad sprawczością. Tymczasem pełnoskalowa wojna w Ukrainie oraz narastająca rywalizacja mocarstw pokazały, że „historia wróciła”, a wraz z nią konieczność działania w warunkach presji i niepewności. Powstaje pytanie, czy instytucjonalna architektura III RP jest w stanie zapewnić realną suwerenność i bezpieczeństwo w świecie, w którym wojna, szantaż i różnego rodzaju zależności znów stają się narzędziami polityki międzynarodowej”.
W największym skrócie: to wezwanie do odbudowy państwa zdolnego działać – nie tylko poprawnie funkcjonować. Bo na naszych oczach Klio, muza historii, wraca do gry.
Gdzie ta rozmowa?
Tekst ukazał się w Pomorskim Thinkletterze (2026, nr 1/24) pod znaczącym tytułem: „Państwo ‘końca historii’ nie służy już polskiej suwerenności”. Przy okazji – to jedno z tych miejsc, gdzie politykę traktuje się serio: nie jako plemienną potyczkę, lecz jako namysł nad długim trwaniem państwa i kondycją wspólnoty.
„Polska wobec geopolityki siły i technodominacji. Jaki model suwerenności dla Polski? — przyfrontowego państwa europejskiego średniej wielkości. Admin czy user — jak nawigować w nowym cyfrowym świecie? Unia Europejska jako mnożnik siły polski — jak to osiągnąć? Ostra gra o nowy podział świata — zanik reguł, rosnąca rola siły i „weaponizacja” zależności”.
Słuszne wszystko.
(Można by jedynie życzyć autorom większej czułości językowej. „Weaponizacja”? Może po prostu: zależności jako narzędzie nacisku. Bo czasem to, co najważniejsze, najlepiej brzmi najprościej).
Publikację firmują środowiska skupione wokół Kongresu Obywatelskiego i Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową – inicjatywy wyrosłe z tradycji liberalno-konserwatywnej refleksji nad państwem i gospodarką. To przestrzeń dialogu między ekonomią, polityką i myśleniem strategicznym, w której próbuje się łączyć wolnorynkową wrażliwość z odpowiedzialnością za instytucje publiczne.
Nie jest to świat bezdyskusyjnie ideowo bliski autorowi tych słów – bliżej mu do lewego skrzydła liberalizmu. A jednak coś tu zaczyna się spotykać. Być może dlatego, że rzeczywistość wymusza nowe porozumienia. W obliczu zagrożeń zewnętrznych i wewnętrznych rośnie potrzeba wspólnego języka obrony wolności.
Złudzenia
Teoria „końca historii” Francisa Fukuyamy była dzieckiem triumfu. Po upadku komunizmu wydawało się, że liberalna demokracja nie ma już realnej konkurencji. Spór ideowy został rozstrzygnięty, a przyszłość będzie raczej techniczna niż dramatyczna. Świat miał się uspokajać, państwa – współpracować, konflikty – tracić swój egzystencjalny charakter. Dziś wiemy, że była to wizja zbyt ufna. Historia nie zniknęła – tylko na chwilę ucichła.
Państwo bez właściwości
Diagnoza generała Bondaryka jest ostra i w gruncie rzeczy bezlitosna. Polska – jak wiele państw Zachodu – ukształtowała swoje instytucje w logice spokoju. A dziś musi działać w logice napięcia. Najpierw przyszło przeregulowanie. „System prawny i administracyjny, budowany od lat 90., koncentrował się na przejrzystości, procedurach i ograniczaniu nadużyć. Z czasem jednak doprowadziło to do nadmiernej biurokracji i niestabilności prawa (‘biegunka legislacyjna’), osłabienia odpowiedzialności decyzyjnej i pamięci instytucjonalnej oraz zaniku gotowości do podejmowania ryzyka w administracji.”
Państwo stało się więc poprawne – ale niekoniecznie skuteczne. Dobrze opisane, gorzej działające. Szczególnie wtedy, gdy trzeba działać szybko. A potem ujawnił się paradoks głębszy. Rozbudowane procedury nie chronią same z siebie. Można je ominąć, można je wykorzystać przeciw nim samym. I wtedy instytucje demokratyczne bywają bezradne wobec „twardej siły”, obywatele tracą poczucie związku z państwem, no i spada gotowość do jego obrony.
Państwo przestaje być wspólne – staje się obce.
Co robić?
To, co u Bondaryka najciekawsze, zaczyna się tam, gdzie diagnoza przechodzi w projekt. „Wobec ograniczeń demograficznych oraz przewagi potencjalnych przeciwników przygotowania obronne muszą opierać się na rozwoju zdolności do działania asymetrycznego i na powszechnym zaangażowaniu społeczeństwa”. To zdanie jest kluczem. Reszta jest jego rozwinięciem. Po pierwsze – zmiana logiki działania państwa. Więcej elastyczności, mniej rytuału. Szybsze decyzje, większa odpowiedzialność. Po drugie – odbudowa przemysłu obronnego. Nie jako dodatku, lecz jako fundamentu suwerenności. Bo państwo, które tylko kupuje, zawsze pozostaje zależne. Po trzecie – przestawienie myślenia na technologię. Nie wystarczy mieć sprzęt. Trzeba nad nim panować. Bo „brak kontroli nad systemami i kodem źródłowym ogranicza realną zdolność działania”. To zdanie brzmi jak techniczna uwaga, ale jest w istocie polityczne. Dotyczy władzy i naszego sojusznika największego – USA. Po czwarte – zmiana planowania. Dokumenty nie mogą być rytuałem. Muszą prowadzić do zdolności. Po piąte – rozwój zdolności asymetrycznych: drony, technologie kosmiczne, walka radioelektroniczna. Mniej efektowności, więcej skuteczności. Po szóste – społeczeństwo: rozbudowa obrony cywilnej i edukacji oraz zwiększenie odporności społeczeństwa na dezinformację.
Bez tego wszystko inne będzie tylko konstrukcją bez fundamentu.
Suwerenność – słowo na nowo
„Suwerenność nie oznacza samowystarczalności, lecz zdolność działania w warunkach zależności”. To jedno z najważniejszych zdań tego tekstu. Nie chodzi o izolację. Chodzi o podmiotowość w relacjach. O zdolność współpracy bez utraty kontroli. Ale to wymaga także odwagi: „Uzależnienie się od amerykańskiego uzbrojenia nie byłoby groźne, gdyby polska strona miała dostęp do kodów źródłowych i miała możliwość rekompilowania systemów kierowania tą (tak drogą) bronią. Należy radykalnie zmienić warunki obowiązujących umów z dostawcami i wdrożyć polonizację technologii pozyskiwanych dotychczas z zakupów zagranicznych.”
To już nie jest język dyplomacji. To język państwa, które chce być traktowane poważnie.
A jednak coś jeszcze
Z diagnozą generała trudno się nie zgodzić. Ale pozostaje pytanie o warstwę, której on tylko dotyka. O sens. Oczywiście – państwo musi się zbroić, organizować, modernizować. Ale obywatele muszą wiedzieć, po co. Można budować systemy, tworzyć strategie, rozwijać technologie. Ale bez ducha pozostaną one martwe. Ciepła woda w kranie – choć potrzebna – nie buduje gotowości do poświęceń. Potrzebna jest opowieść. Cele. Wyzwania. I tu zaczyna się rola kultury.
Bo tylko ona potrafi przełożyć abstrakcyjne „bezpieczeństwo” na doświadczenie wspólnoty. Na coś, co się przeżywa, a nie tylko rozumie.
Konkluzja
Generał Bondaryk stawia sprawę jasno: Polska stoi przed wyborem. Albo pozostanie państwem procedur – coraz doskonalszych, coraz mniej skutecznych. Albo podejmie trud przebudowy – instytucjonalnej i mentalnej. Jeśli tego nie zrobi: suwerenność pozostanie deklaracją, a bezpieczeństwo – kosztowną iluzją. Podpisuję się pod tym. Ale dodaję jedno: suwerenność ma nam służyć. A jej odbudowa nie może odbyć się kosztem wartości, które ją uzasadniają. Wolność słowa. Rządy prawa. Ochrona słabszych. Bez nich nawet najsilniejsze państwo będzie tylko dobrze zorganizowaną siłą.
A pytanie najtrudniejsze pozostaje na koniec: jak przeprowadzić tę zmianę w społeczeństwie tak głęboko podzielonym?
Być może odpowiedź zaczyna się tam, gdzie jeszcze możliwa jest rozmowa.