PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

Makabra bez afrodyzjaku

Janusz M. Paluch
Rekomendacje Janusz M. Paluch

Po lekturze „Gołoborza” Macieja Siembiedy.

Dawno, dawno temu – bodaj w 1976 roku, wędrowałem po Górach Świętokrzyskich i Kielecczyźnie… Rowerami i piechotą. Z wynajętej kwatery w Nowej Słupi poszliśmy szlakami turystycznymi przez Święty Krzyż, Łysicę do Świętej Katarzyny… Tam liczyliśmy na miejscowy transport, ale się przeliczyliśmy… Ostatni autobus już odjechał. Było późne popołudnie a przed nami asfaltowa droga – prawie 20 km per pedes! Ruszyliśmy, by nas noc w drodze nie zastała, licząc oczywiście na jakąś „okazję”. Było ich niewiele, a te samochody, które jechały –  po prostu – nie zatrzymywały się… No cóż połowa lat 70-tych XX wieku, do tego Kielecczyzna… Podążyliśmy zatem przez Bodzentyn, Wojciechów, Jeziórko do Nowej Słupi. Nie była to najprzyjemniejsza wędrówka, pełna zaczepek przez miejscowych, nawet wyzwisk i nie wiadomo z jakiego prześmiewania się z nas. Następnego dnia, kiedy opuszczaliśmy kwaterę w Nowej Słupi, zostaliśmy przez gospodarzy, siedzących na balkonie, obrzuceni bez powodu gnijącą  cebulą… Kolega Andrzej, nasz świętokrzyski Cicerone, w takich przypadkach powtarzał: Idziemy, nie zwracamy uwagi… Tak tu jest

Te refleksje przyszły mi na myśl podczas czytania książki Macieja Siembiedy „Gołoborze”. Autor zalicza się do grupy najbardziej znanych pisarzy polskich, a nie jest to liczne grono.  Ta kolejna powieść jego autorstwa od pierwszej strony „wciągnęła” mnie bezgranicznie i tak trwało do strony 517! Poznana w 1976 roku atmosfera grozy i poczucie obcości towarzyszyło mi podczas wędrowania z Siembiedą przez kilka wieków i obserwowania postaw ludzkich w świętokrzyskim… To ta sama okolica! Obserwujemy śmiertelną konkurencję dwóch nienawidzących się rodów – Cebrzynów i Kończaków na tle kilku wieków dziejów Polski. Prowadzą między sobą wojnę na śmierć i życie, przywódcy rodów walczą solo na noże. Zabijają się, stoją ponad prawem. We wsi panuje zmowa milczenia. Atmosfera jak z sycylijskich opowieści o porachunkach mafijnych. Nawet zakazana miłość między młodymi, którzy pragną położyć kres waśniom między rodami, kończy się tragedią. Nie pomogło schronienie się w Opolu, na ziemiach odzyskanych. Zbrodnia i tam dopadła swe ofiary…

To zdumiewające,  że na stronach powieści zło niemal zawsze pokonuje dobro. Przestępcy bywają mocniejsi i sprytniejsi! Jakiego fortelu trzeba użyć, by ich pokonać! Ale czy to będzie kresem szerzonej między nimi nienawiści? Obawiam się, że nie… Musiałby jeden z rodów wyginąć, ale wtedy pojawią się inny Kowalscy czy Wiśniewscy, którzy z byle powodu mogą stać się odwiecznymi wrogami! Gdy w Posłowiu odautorskim przeczytałem, że niemal wszystkie opisane zdarzenia mają odzwierciedlenie w rzeczywistości – resztki włosów stanęły mi dęba… Nie lubię makabry – pisze Siembieda – i jestem przeciwnikiem używania jej w powieściach jako afrodyzjaku sprzedaży książek. Stąd kategoryczna konieczność podkreślenia, że zbrodnie przywołane w Gołoborzu wydarzyły się naprawdę. W tej „bańce” Cebrzynów i Kończaków, walczących o przywództwo, jak w krzywym zwierciadle, odbija się rzeczywistość „plemienna” – podzielonej politycznie Polski, w której panuje bezmyślność, a nadrzędny interes państwa polskiego dla współczesnych Cebrzynów i Kończaków chyba przestał istnieć…

Maciej Siembieda, Gołoborze, Znak LiteraNova, Kraków 2025

Ilustracja główna: Matthew Petroff, wikipedia, Wnętrze George Peabody Library