Felietony
Krakowskie gołębie
Pierwsze historie i obrazy mojego dzieciństwa – babka Hanka w krakowskiej kiecce.
I dziadek w kapeluszu i sztuczkowym garniturze prowadzący mnie w dzień św. Józefa Robotnika na wieczorną mszę do kościoła w podchrzanowskiej wsi, gdzie się urodziłem i wychowałem.
Opowieści dziadka Józka, górnika strzałowego, o historii i niedzielne wycieczki pociągiem do Krakowa to najpewniej pierwsze powody dumy małego chłopca. Dumy z przynależności do tajemniczego społeczeństwa Krakowiaków Zachodnich. Jak to brzmiało! A im byłem starszy, to brzmiało lepiej. Nie dość, że byłem Krakowiakiem, to jeszcze Zachodnim! Nie jakimś tam rusko-wschodnim, tylko zachodnim! Amerykańskim można by rzec.
Dziadek Józek opowiadał mi o górnikach jaworznickiej kopalni Fryderyk August, którzy brali udział w rewolucji krakowskiej, organizując dostawy broni dla oddziałów powstańczych w 1846 roku. I dwa lata później, kiedy Kraków raz jeszcze pokrył się siecią barykad w czasach Wiosny Ludów.
Kopalnia Fryderyk August, zbudowana w 1792 roku przez hrabiego Moszyńskiego, należała najpierw do Skarbu Państwa (kolejno: polskiego, austriackiego, Księstwa Warszawskiego, Wolnego Miasta Krakowa i ponownie austriackiego), od roku 1871 do prywatnego kapitału austriackiego, a od 1919 roku do wybuchu II wojny światowej do przedsiębiorstwa Jaworznickie Komunalne Kopalnie Węgla SA, którego właścicielem było konsorcjum utworzone przez miasta Kraków i Lwów oraz Polski Bank Przemysłowy.
Dziadek żartował, że choć całe życie zjeżdżał na dół tym samym szybem, gdzie pod ziemią przez czterdzieści kilka lat zakładał ładunki wybuchowe na ścianach, to pracował w czterech kopalniach. Zaczął w czasie I wojny w austriackim Friedrichu Auguście, od 1919 roku pracował na Piłsudskim, II wojnę spędził w niemieckim Friedrichu Auguście, a zakończył pracę w polskim komunizmie w kopalni Bierut.
Znajomy namawiał: – Weźże napisz, czemu ty tak kochasz ten Kraków? Co on ci zrobił? Czemu on twój? Pracowałeś dziesięć lat w Warszawie, potem na Śląsku, a tyś tylko mówił, że ci się cni do swojego miasta. Napisz.
Łatwo powiedzieć… Minął tydzień, minął drugi. I nic.
– Co robić? Może ks. Józef pomoże? – pomyślałem.
Spakowałem plecak i dawaj w sobotni poranek do Łopusznej. Tarabanimy się z Oleńką na Sumałową Polanę, po drodze od młodego Kuchty bierzemy oscypki, siadamy pod bacówką na ławeczce, na której, ho, ho!, kto tam nie przesiadywał!
Siedzę więc, patrzę na smreki, w pogotowiu mam notes. Czekam. No bo przecież zaraz mi On zacznie dyktować. A tu nic. Pustać.
I jedno tylko zdanie księdza Józefa po głowie mi się tłucze: „Świat stoi na opak. Nie jest dobrze. Ale coby miało być tak całkiem źle, to też nie powiem”. Tak to mi profesor pomógł. Więcej mi się nie należało.
Wyłączam komputer. Jeszcze rzut oka przez okno na Planty… i już wiem!
Zbiegam po schodach i szukam pierwszej wolnej ławki.
Rozsiadam się, zapalam czerwone Marlboro, po pierwszym dymku jak zwykle lekki zawrót głowy, spoglądam przed siebie i zaczynam widzieć wszystko jak na scenie albo w filmie. Krzysztof Jasiński patrzy na mnie z plakatu/okładki „Krakowa”, ja spoglądam na Szkołę, której nauczyciele i absolwenci dostarczają mi największych wzruszeń. Niedaleko Piwnica Pod Baranami, Jaszczury, filharmonia i teatry, w których pracowali i pracują ludzie pełni miłości do sztuki i ludzi.
Kocham Kraków za Wawel, coraz piękniejszy z każdym rokiem, i Katedrę, gdzie groby bohaterów wymieszane z przeciętniakami, o których lepiej zapomnieć.
Kocham Kraków, bo tu, tak jak anioł Giordano wyczarowany przez Artura „Barona” Więcka zakochał się w Romie, tak i ja spotkałem przed laty Oleńkę, dzięki której żyję.
Kocham Kraków, bo jest ten gość na Plantach, który częściej prosi o papierosa, niż jest nim w stanie poczęstować, ale jeśli tylko by go miał, na pewno by nie odmówił. I nawet kocham za tego gołębia, który jak dziesięć lat temu zostawił ślad swojej kolacji na mojej ulubionej białej koszuli, to do dzisiaj nie mogę go usunąć.
Kocham Kraków za to, że jak się na tej ławce przysiądzie, to zawsze można liczyć, że zadzwoni telefon z instrukcją prosto z Nieba.
Ilustracja: Platforma Obywatelska, wikipedia
Tekst ukazał się w numerze 9/2018, a najnowsze numery naszego magazynu znajdziesz tutaj: