Noty ze świata
God Bless America, czyli błogosławieństwo dla obu Ameryk
Rozmowa z dr hab. Radosławem Rybkowskim o politycznym znaczeniu występu Bad Bunny’ego na Super Bowl, sporze o tożsamość Ameryki oraz muzyce, która łączy i dzieli.
„Obraza Wielkości Ameryki” — tak Donald Trump podsumował niedzielny występ portorykańskiego rapera Bad Bunny’ego na Super Bowlu, podczas którego artysta śpiewał wyłącznie po hiszpańsku. Słowa prezydenta natychmiast zamieniły koncert w symbol wojny kulturowej o język, dziedzictwo i granice amerykańskości.
Paulina Filipiec: Główną gwiazdą Half Time Show był chłopak, który jeszcze dekadę temu pakował zakupy w supermarkecie – esencja American dream. Dlaczego w takim razie jego występ spotkał się z krytyką samego prezydenta USA?
Dr hab. Radosław Rybkowski, politolog, amerykanista: Bad Bunny od dawna wypowiada się bardzo krytycznie wobec działań administracji Donalda Trumpa, zwłaszcza w kontekście polityki migracyjnej i sposobu traktowania migrantów.
W Stanach Zjednoczonych istnieje silna tradycja muzyki rapowej, w której twórcy używają języka otwarcie krytycznego wobec establishmentu. Wynika to z poczucia wykluczenia wpisanego w sposób myślenia o Ameryce, który szczególnie w narracji prezydenta USA, uprzywilejowuje białych, anglojęzycznych obywateli.
Wybór hiszpańskiego jako środka wyrazu, stanowi policzek dla wizji amerykańskiej kultury promowanej przez władze. W tej wizji język angielski jest oczywistością, a twórczość hiszpańskojęzyczna traktowana jako gorsza, peryferyjna i niewarta najwyższego wyróżnienia, czyli występu podczas Super Bowl Halftime Show.
Na Super Bowl latynoskość od zawsze była raczej dodatkiem niż centrum przekazu. Jak duże znaczenie ma ten występ w kontekście aktualnej wojny kulturowej w Ameryce?
Decyzja o zaproszeniu Bad Bunny’ego wynikała z jego pozycji – jest dziś najbardziej rozpoznawalnym artystą hiszpańskojęzycznym na świecie – ale był to także krok symboliczny. Pokazywał, że świat sportu i kultury potrafi krytycznie odnosić się do działań amerykańskich władz, zwłaszcza do sposobu, w jaki traktują one zarówno własnych obywateli, jak i wszystkich, którzy żyją na terytorium Stanów Zjednoczonych.
Z jednej strony był to gest dowartościowania kultury tworzonej w innym języku, tym bardziej znaczący, jeśli pamiętamy, że wcześniejsi latynoscy artyści, tacy jak Shakira, funkcjonowali na tej scenie także dzięki przechodzeniu na język angielski. Z drugiej strony to oczywisty sygnał uznania dla społeczności latynoskiej, która systematycznie zwiększa swój udział w całej populacji USA.
…a teraz cały świat patrzy na kulturę Portoryko.
Jest ona wyraźnie obecna w Nowym Jorku, a jednocześnie głęboko specyficzna, wynikająca z niejednoznacznego statusu Portoryko. Wyspa należy do Stanów Zjednoczonych, ale nie jest jednym z ich stanów, a Portorykańczycy przybywający na kontynent, mimo że formalnie są obywatelami USA, funkcjonują w praktyce jako migranci.
Nie jest tak, że tylko Bad Bunny tę kulturę reprezentuje. Weźmy na przykład „West Side Story”, czyli musical opowiadający historię konfliktu dwóch gangów – białego i portorykańskiego albo twórczość Lin-Manuela Mirandy, jednego z najważniejszych współczesnych artystów wywodzących się z portorykańskiej diaspory. Jego broadwayowski musical „Hamilton” opowiada historię jednego z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych, a więc postaci historycznie utożsamianej z białą elitą. Tymczasem obsada spektaklu jest wieloetniczna: złożona z Afroamerykanów i Latynosów.
Pod koniec występu Bad Bunny wykrzyknął: „Boże, pobłogosław Amerykę”, po czym wymienił wszystkie kraje obydwu kontynentów amerykańskich. To powinno być jednoczące, a jednak podzieliło Amerykanów, co mocno widać w mediach społecznościowych.
Koncepcja Nuestra América, obecna w myśli latynoamerykańskiej od końca XIX wieku, pokazuje, że rozumienie Ameryki powinno wykraczać poza wąskie ramy państwa narodowego USA. Zresztą także w języku polskim słowo „Ameryka” funkcjonuje w dwojakim znaczeniu: mówiąc o filmie amerykańskim, mamy przecież na myśli produkcję ze Stanów Zjednoczonych, ale geograficznie i kulturowo Ameryka oznacza zdecydowanie więcej.
„God Bless America” to nie tylko: „Boże, pobłogosław Stany Zjednoczone”, ale też Kolumbię, Wenezuelę, Kubę i Kanadę oraz wszystkie inne kraje składające się na obydwie Ameryki. Nie da się ani kulturowo, ani gospodarczo funkcjonować w oderwaniu od pozostałych, choć wielu polityków używa tego hasła w rytualnych sformułowaniach mających na celu podkreślenie odrębności USA.
Podobał się Panu ten występ?
Mój kolega, dr Maciej Smółka, który zajmuje się badaniem kultury popularnej, trafnie określił ten koncert jako „instant classic” – coś, co stało się klasyką już w momencie pierwszego pokazania. Uważam, że muzycznie i ideologicznie to świetny występ.
Jak w większości zjawisk performatywnych, ważny jest kontekst istniejący wokół tego wydarzenia. Po doświadczeniach Minneapolis i Minnesoty, śmierci dwóch osób zabitych przez brutalnie działających funkcjonariuszy federalnych służb migracyjnych, ten występ nabiera zupełnie innej mocy, niż miałby w oderwaniu od tych wydarzeń.
W takim razie to show może zmienić coś w polityce?
To jest bardzo trudne pytanie [śmiech]. Jako reprezentant nauk społecznych, mógłbym powiedzieć, że na politykę wpływ ma wszystko, natomiast trudno określić do jakiego stopnia. Nie ulega wątpliwości, że przynajmniej część grupy latynoskiej poczuła, że ich głos pojawił się na absolutnie kluczowej scenie amerykańskiej kultury współczesnej. Na pewno to doda im odwagi.
Na czym polega siła kulturowa, którą niesie ze sobą chłopak spoza anglojęzycznej bańki, który staje się najczęściej streamowanym artystą na świecie?
W latach 90., kiedy studiowałem polonistykę, na zajęciach poetyki analizowaliśmy poezję. Możemy rozłożyć na czynniki pierwsze wiersze Szymborskiej, a mimo to nie będziemy w stanie powiedzieć, dlaczego wywołują w czytelnikach tyle silnych emocji. W muzyce Bad Bunny’ego oczywiście jest przesłanie, energia, połączenie wszystkich elementów, które „powinny zagrać”. Ale czy istnieje jakiś przepis? Nie.
On jest świetny. Jego muzyka, sposób wyrażania, poruszanie się na scenie. To, co robi poza sceną, buduje nam obraz człowieka niepokornego, mającego swoje własne poglądy na świat, a jednocześnie pozytywnego w odróżnieniu od wielu innych współczesnych artystów. To przesłanie, które wybrzmiało podczas występu: „Jedyną wartością, która może pokonać nienawiść, jest miłość” to dewiza jego twórczości. Nie obraża Trumpa, nie używa mediów społecznościowych, żeby brutalnie atakować, tylko śpiewa.
I w ten sposób walczy.
Kto wygra zintensyfikowane przez prezydenta starcie konserwatyzmu i liberalizmu?
Zobaczymy już w listopadzie w wyborach połówkowych.
Nie da się ciągle pozostawać w centrum uwagi, stosując te same środki. Trump sam to doskonale rozumie, choć trudno mu się z tym pogodzić. Jeżeli ktoś ciągle śpiewa tak samo, publiczność traci zainteresowanie. Tymczasem prezydent USA, skuteczny do momentu wyborów oraz tuż po nich, wciąż posługuje się tymi samymi sformułowaniami, zarzutami i formami ataku wobec wszystkich dookoła.
Mało to ciekawe, medialne czy porywające. W konsekwencji nie tyle strona liberalna czy demokratyczna „wygra”, ile konserwatywna część sceny politycznej, odwołując się ciągle do tego samego repertuaru, straci.
Czy można się spodziewać, że zachowanie Trumpa sprowokuje kolejne gwiazdy do mocnych deklaracji?
W czasie wyborów Taylor Swift otwarcie opowiedziała się po stronie Kamali Harris, a mimo to wynik był inny. Nie należy przeceniać wpływu gwiazd na politykę.
Dla wielu słuchaczy jasne deklaracje polityczne artysty bywają wręcz szkodliwe. Muzyk powinien przede wszystkim zachęcać do pozytywnego myślenia o innych ludziach, pokazywać wartość wielokulturowości i różnorodności, a nie instruować, na kogo głosować.
…czyli muzyka powinna być apolityczna?
Każdy występ jest polityczny, jednak czym innym jest otwarte opowiadanie się po jednej ze stron konfliktu. To, że portorykański raper pojawia się na Super Bowlu śpiewając po hiszpańsku, jest polityczną deklaracją, choć nie podaną wprost.
Bad Bunny próbuje pokazać, że pewne działania są nieakceptowalne, a także zwrócić uwagę na to, jak traktowana jest społeczność latynoska w Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie mówi: zobaczcie, jaką mamy fantastyczną muzykę oraz kulturę i jak dobrze możemy współistnieć razem.
Artyści powinni otwierać ludziom oczy.
Ilustracja: Levi Stadion, Santa Clara; SPC Christopher Cameron, wikipedia