PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Po krakosku

Festiwal Miłosza: Jeszcze jedno

Janusz M. Paluch
Po krakosku Janusz M. Paluch

Poetycka Rzeczpospolita Krakowska.

Jeszcze o tym spotkaniu, które odbyło się podczas Festiwalu Miłosza, muszę wspomnieć. W samo sobotnie południe w Pałacu Potockich spotkała się trójka krakowskich poetów, ale z jakże różnych światów poetyckich! Jadwiga Malina ze swą ostatnią książką „Ciemne punkty na jasnych punktach”, Marcin Baran z tomem „Pełna morfologia” i Wojciech Bonowicz z najnowszym zbiorem wierszy „Bardzo”. Rozmowę z poetami prowadziła Elżbieta Wójcik-Lesse – tłumaczka poezji polskiej na język angielski i poetka mieszkająca w Kopenhadze.

To była bardzo interesująca rozmowa na temat twórczości, sposobów pracy nad tekstem, nad książkami, czy potrzebie ingerencji redaktorskich w poetyckie teksty autorów. Problem w tej kwestii był o tyle trudny, że zarówno Wojciech Bonowicz jak i Marcin Baran są nie tylko autorami książek, ale pracują nad kształtem różnych książek jako redaktorzy. Jako autorzy doceniają i poddają się jednak sugestiom redaktorów. Z Jadwigą Maliną jest nieco inaczej, bowiem często jako poetka bywała osamotniona w nadawaniu kształtu swoim książkom, co w takich przypadkach wyraziście zwiększało nie tylko autorskość, ale i odpowiedzialność za kształt i wygląd edytorski książki. Słuchając poetów, przekonaliśmy się, jak bardzo osobiste są ich wiersze. I choć to spektrum spojrzenia, czy rażenia poetyckiego choćby u Marcina Barana wydaje się być o wiele szersze, to bodźce powodujące powstawanie tekstu literackiego są przecież tak samo bliskie, choć mogą być odległe w czasie lub przestrzeni… Jego wiersze złożone często z krótkich, bolesnych, bywa zaskakujących albo obezwładniających wersów, zainteresują, zbulwersują, zaskoczą – mogą też zniechęcić, ale i rozśmieszyć… Tak jak okładka jego tomu, na której wykorzystano ilustrację z książki Marii Ochorowicz-Monatowej „Uniwersalna książka kucharska z ilustracyami i kolorowemi tablicami” z roku 1910, pokazującą podział tuszy… baraniej. Jak powiedział poeta, ta okładka jest wyrazem tego, w jakim poważaniu ma współczesny świat oraz tego, gdzie ma to, co współczesność może mu zrobić… Daje temu swoisty wyraz w wierszu „Zarys postępu”, zadając pytania, z jakimi coraz częściej musimy się zmierzyć – „ Po której stronie jesteś? / Czy sam ją wybrałeś? / Będziesz zabijał, / czy będziesz zabity?” Podobnie jest z książką Jadwigi Maliny, której okładka, autorstwa Urszuli Łozińskiej, niezwykle konweniuje z bardzo osobistą poezją, zainspirowaną chorobą i powolnym, acz niespodziewanym odchodzeniem bliskiego sąsiada. Uderzająca jest swoista dwoistość tego tomu. Tytuły expresis verbis pokazują etapy postępującej choroby i w końcu śmierć. Treść wierszy wypełnia życie, obraz tego co dzieje się. Życie idzie swoją drogą, kochamy, wspominamy, tęsknimy i cierpimy patrząc na umieranie, ciesząc się, że nas to jeszcze nie dotyczy, ale mając też świadomość, że nas też nie ominie… Ten poruszający wiersz „Kiedy podpięli mu kroplówkę” obrazuje te nadzieje, tę ucieczkę w inny świat, bo wtedy „Patrzyłeś na gile. Czerwone miazgi szronu, / między gałęziami. Małe paluszki składały się / na pół, licząc ruch skrzydeł w karmniku, którego / rdzawy daszek przypominał chińską świątynię / z okresu Pięciu Dynastii i Dziesięciu Królestw.” Więcej dystansu w swej poezji do otoczenia wydaje się zachowywać Wojciech Bonowicz, którego okładka pokazuje wykonaną przez Macieja Bielawskiego fotografię grupy ludzi rozproszonych na zboczu wzniesienia… To samo miejsce, ale każdy kroczy w samotności we własnym tempie i kierunku… Tak jak w wierszu „Dobrze” słowami wskazuje swoje miejsce w otaczającej go rzeczywistości – „Oczywiście jestem jak najbardziej / zbędny w tym otoczeniu. Nie myślę / za wiele hałasu robię mniej / niż drzewo obejmujące konarami / spróchniały balkon. W ogóle niczego / tu nie robię. Pogrążyłem się / we wspomnieniach a to takie / łatwe i nie wymaga nikogo.”

Byłem podziwu dla prowadzącej spotkanie Elżbiety Wójcik-Lesse, która trzymała stery i starała się w ryzach utrzymać chcących oda czasu do czasu wyrwać się z ustalonych wcześniej zasad spotkania. Aczkolwiek tworzenie przypisów, bieżące odnoszenie się do wypowiedzi poetów było niesłychanie miłe i interesujące!

Ilustracja: J. Paluch