Po krakosku
W. Bonowicz. Chętnie, ale bez przesady…
24.06 – spotkanie w Lokatorze z Wojciechem Bonowiczem.
Pod takim właściwie hasłem, które uznano za doskonały blurb kolejnej książki Wojciecha Bonowicza, prowadziła z poetą rozmowę Katarzyna Kubisiowska podczas spotkania w Lokatorze – znanej księgarni na krakowskim Kazimierzu – promującego najnowszy tom poezji „Bardzo” wydany przez krakowskie Wydawnictwo a5. Kupując książkę, poprosiłem: Bardzo proszę o „Bardzo”… I nie zawiodłem się, bo w wypełnionej po brzegi księgarni temperatura rosła z minuty na minutę. Nie tylko ta realna mierzona w stopniach Celsjusza, ale też ta mierzona emocjami rozmowy… Dialogu niezwykle miłego, uśmiechniętego ale i nieprzewidywalnego… Jak to z subtelną i powściągliwą poezją Wojciecha Bonowicza bywa. Nie zabrakło wspomnień z przeszłości, bo na sali obecni byli koledzy ze szkolnej ławy. Kiedyś – może psotni – chłopcy, dzisiaj dojrzali mężczyźni tuż przed sześćdziesiątką… Tacy sami, bo przecież „młodość niczym nie różni się od starości”… – twierdzi poeta w wierszu „Modlitwa”. Opowiadano też o kotach, twierdząc, że ludzie pióra dzielą się na kociarzy i psiarzy… Wojciech Bonowicz zalicza się do miłośników niezależności, tajemniczości ale i intuicji. Kiedy jego syn kończył osiemnastkę, koledzy zaproponowali mu wybór prezentu – starego malucha, czy kota. Gdy poprosił rodziców o radę, podpowiedzieli żeby wybrał kota… To bezpieczniejsze, niż stary samochód, a poza tym kot miał się szybko znudzić, a znalezienie mu nowych opiekunów kłopotu nie miało sprawić.


Następnego dnia poeta marzył, żeby rodzinka się rozproszyła do swoich obowiązków, a on mógł sam w domu zostać z kotem… Dzisiaj w swym wierszu twierdzi, że „Powinniśmy żyć jak koty”! Katarzyna Kubisiowska zwróciła uwagę na fotografię zamieszczoną na skrzydełku książki. Poeta stoi przy oknie, na którym znajduje się napis „obok”. To niezwykle wymowne słowo w jakimś sensie sytuuje miejsce poety, ale i jego podejście do współczesności. Jest dobrym obserwatorem, nie we wszystkim ma ochotę uczestniczyć, choć nie odcina się komentowania otaczającej rzeczywistości. W dzisiejszych czasach wydaje się to niemożliwością, bo każde, nawet niewinne słowo, może wywołać burzę. Każda postawa może zostać odebrana jako polityczna. Tymczasem poeta, który nie stroni całkiem od polityki, wycofał z tomu wiersz polityczny, bowiem „był słaby”… Ale w ostatniej chwili dodał do książki wiersz „Przeglądanie”, w którym chyba każdy – ja na pewno tak – może dostrzec swą postawę… Ileż to razy stawiamy sobie pytanie: „Potrzebne? / Niepotrzebne? // Można zostawić.” Opowiadał poeta, że wyprowadził się pod Kraków z mieszkania do trzy razy większego domu i znowu na nic nie ma miejsca: „(…) Kiedy mam wyrzucić stare / pożółkłe wycinki ogarnia mnie panika / albo rezygnacja. Potem nie zaglądam do nich / miesiącami. Leżą w teczkach nieruszane / i niepotrzebne. Ale jak tylko otworzył teczkę / znowu to samo – panika albo rezygnacja.” – pisze w wierszu „Sam nie wierzę”.
Spoglądam na swoje biurko, piętrzące się teczki pełne notatek – rzeczywiście – nikomu niepotrzebnych, ale z każdą taką notką sporządzoną wieki temu wiąże się wspomnienie, jak z tym miłym liścikiem – takim szkolnym grypsem – podanym na lekcji polskiego przez nieżyjącą już Alę, która w dorosłości została dyrektorką banku… I mówiąc za poetą – jego wierszem „Bezsilność”, „Nie utrwaliłem / tej chwili. // Zapisałem ją sobie.”. Ech, trzeba byłoby coś uporządkować! Chętnie, ale bez przesady…
Ilustracje: J. Paluch
CZYTAJ DALEJ TEGO AUTORA: