Swoją drogą
Zbiorniki
A więc- stało się. Zabrakło wody.
Tydzień temu pisałam o kaloszach i zastanawiałam się, czy to moja ostatnia para w życiu. Bo po co komu kalosze jak brakuje kałuż. Dziś, tydzień później, w otoczeniu zimnych, sierpniowych poranków i braku upałów- woda się skończyła. Zbiorniki puste, rzeczki brak, w niektórych partiach gór zostały skromne resztki strumyczków, zwanych dziś raczej ciurkaczami.
W kranie już jednak nie ciurka.

Telefon do straży, straż odsyła do gminy, gmina nie ma samochodu, żeby przewieźć wodę. W miasteczku oddalonym o ok.20km, skąd jestem w stanie dojechać busem do Krakowa, braki w dostawie wody są od kilku tygodni. Dopiero jednak parę dni temu zakazano podlewania trawników i napełniania basenów. Wam w Krakowie wciąż wygodnie, możecie śpiewać pod prysznicem i medytować przy myciu naczyń, prawda? U mnie, pod lasem, trwa wzmacnianie preppersowych mięśni. Przypominam więc sobie najlepsze czasy kamperowych wojaży, w których człowiek syci się wolnością i pięknem, ale wie, ile waży każda kropla. Co można wytrzeć ręcznikiem papierowym, a co wymaga naruszenia wodnej rezerwy? Priorytety tworzą się szybko. A wodę do osiedlowego zbiornika przewiezie sąsiad, który ma busa.
Oglądałam niedawno serial ze stajni Taylora Sheridana (tego od „Yellowstone”), czyli „Ranczo Duttonów” <uwaga, będą spoilery> Nie zagłębiając się zbyt głęboko w fabułę: para bohaterów przyjeżdża do Teksasu i kupuje ranczo. Znają się na krowach i jeżeli czegoś najbardziej na świecie pragną, to wolności, którą daje życie ranczerów. Pech chciał, że krowy chorują i ze stada zostaje pusta ziemia i puste konto. I nagle pada fraza: „Nie stać nas na nasze wymarzone życie”. Zdanie oczywiste, ale zupełnie nieinstagramowe. Dziś przecież możemy wszystko, w każdej porze życia można je odmienić (na lepsze oczywiście), czas na siebie również jest zawsze.
Na określony styl życia jednak trzeba móc sobie „pozwolić”. Mieć tyle zasobów, żeby swobodnie z nich korzystać i aby jeszcze coś zostawało. Ranczerom z Teksasu się nie udało. U nas deszczu nie było od niemal dwóch tygodni. Zbiornik trzeba uzupełniać zewnętrznie. Czyli pójść na przystanek do beczkowozu. Wygląda na to, że i nas na pewien styl życia chyba już nie stać.
Ilustracja: fot. M. Banasik
