PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

Kalosze

Anna Petelenz
Rekomendacje Anna Petelenz

Czy to ostatnia para?

Niektórzy noszą birkenstocki, inni szpilki czy adidasy. Ja w zeszłym roku kupiłam kalosze. W moim ulubionym – borówkowym – kolorze. Problem tylko w tym, że rzeczka obok której jestem – w zasadzie wyschła.

A zaczęło się bardzo dobrze. Od założenia maila i zamówionej płyty w jednym z pierwszych chyba sklepów internetowych- merlin. To było ważne doświadczenie, choć dziś nie pamiętam już, co to był za soundtrack. Pamiętam za to, że w szkole na informatyce pisałam stronę fanowską Russella Crowe’a. Wszystko przy akompaniamencie brzęczącego sygnału łączenia się z internetem, co blokowało linię telefoniczną.

Potem był MySpace, Grono, NaszaKlasa. Były encyklopedie dinozaurów na płytach cd i ściąganie fotosów z „Ukrytych pragnień” Bertollucciego. Co było dalej- wiedzą wszyscy, zwłaszcza że i teraz – jesteśmy online. Kolejne platformy, wygody i zakupy. A w tym wszystkim przekonanie, że technologia jest po naszej stronie i wszyscy dzięki niej mądrzeją.

Zeszłotygodniowa fala upałów dała się wszystkim we znaki i o wizjach katastrofy klimatycznej nie donoszą już tylko profile eko-aktywistów. Jestem jednak przekonana, że wciąż są tacy, którzy i przy 45stopniach powiedzą, że drzewiej też tak bywało a nikt nie narzekał. Moje social media jednak tętnią strachem. Zdjęcia wyschniętych rzek, umierających roślin i prognozy śmierci lasów sosnowych. Kalkulowanie, co zobaczą dzieci niedawno urodzone (dożyją 2100 roku, przy obecnym tempie zmian lepiej o tej dacie nie myśleć). Profesorowie, którzy mówią, że już jest za późno, żeby coś zmienić. Do tego krowy roniące cielęta wokół centrów danych AI. To wszystko przy akompaniamencie viralowych soundtracków z „Odysei” i „Diuny”. Możemy już tylko wybrać jak bardzo będzie źle.

Do tego od kilku dni, poza kolejnymi wypowiedziami tech-bossow (przykładowo Sam Altman, pociesza, że szanse na to że AI nas-ludzi zabije są raczej niskie), mój feed zapełniają informacje jakoby Anthropic (firma AI, odpowiedzialna m.in.za Claude’a) masowo kupował stare książki, skanował je, karmił AI i potem niszczył wolumeny. Ponoć tysiące. AI pracując mamrocze już coś w języku, którego nie rozumiemy i potrafi wyjść na wolność, czyli obejść stworzone przez ludzi zabezpieczeń.

Jest więc strasznie, a podróż przez światy pojęć tworzonych w 30sekundowych rolkach bywa upiorna. Technologia przywiązuje dopaminową smyczą, na końcu której nie czeka na mnie, jak dawniej, przyjemność, a szczucie strachem przetykane reklamami. I choć jeszcze nie żyjemy w kryptach jak w „Falloucie” i nie zbieramy każdej kropli wydalanej przez własne ciało jak w „Diunie”, to wiele internetowych obrazów krąży już blisko tych pojęć. Dystopia mości się coraz wygodniej, a żeby było bardziej efektownie możemy ją oglądać na ekranach zużywających wodę, którą moglibyśmy wypić.

Ilustracja: fot. M. Banasik