PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Spotkanie

Michał Zabłocki. Wiele twarzy poety

Elżbieta Wojnarowska
Spotkanie Elżbieta Wojnarowska

Archiwalna rozmowa z Michałem Zabłockim, do niedawna prezesem krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

Elżbieta Wojnarowska: Podobno wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Skąd więc wziąłeś się w Krakowie?

Michał Zabłocki: Z Warszawy było mi bliżej do Krakowa niż do Rzymu (śmiech), a zjechałem tu w związku z podjęciem współpracy z Piwnicą Pod Baranami. Piotr Skrzynecki zaprosił mnie na wieczór autorski, a było to w 1984 roku.

Ale w końcu zostałeś w Krakowie definitywnie.

W 1998 roku. Postanowiłem wtedy zerwać z reklamą, a kręciłem filmy reklamowe i miałem tego dość. Zarabiałem na tym bardzo duże pieniądze, ale ta praca mnie wyjaławiała. Czułem, że się wypalam, bo nie było możliwości łączenia tego z pracą twórczą, nie tylko z pisaniem, ale też reżyserowaniem czegoś innego niż teledyski. Wyklikałem się stamtąd, szok w Warszawie był duży, ale moja satysfakcja długoterminowa. Szybko wszedłem we współpracę z Piwnicą, Janem Kantym Pawluśkiewiczem, Grzegorzem Turnauem i Agnieszką Chrzanowską.

Przyjechałeś tu z przylepioną „gębą prześmiewcy”, szokującego, niekonwencjonalnego.

Ja tu przyjechałem właściwie z gębą nijaką. Prześmiewcą stałem się dopiero w Piwnicy. Tam stwierdziłem, że kabaret wymaga ode mnie bardzo mocnej elektryczności, a moja twórczość nie do końca przystaje do tego miejsca. I zacząłem pisać takie rzeczy, które pewnie trochę dziwnie wyglądają potem w książkach, bo są mocno prowokujące.

Obcy na murach, tak szeptano o Tobie i o wierszach poetów tam wyświetlanych. Mimo to nie poddałeś się. Teraz czytanie ich, nie tylko przez turystów, to już tradycja. Nikt nie wyobraża sobie Brackiej bez wierszy na murach…

Początki były trudne. Na początku faktycznie nie miałem zbyt wielu kibiców. Na szczęście nie potrzebuję specjalnego wsparcia środowiska, żeby coś robić, więc w ogóle się tym nie przejmowałem. I trwa to już piętnaście lat! A odbywa się to z dużym moim wysiłkiem, wyświetlam wiersze osób nie tylko z Polski, ale i ze świata, także w tłumaczeniu na angielski.

Jeździsz po Krakowie rowerem. Chcesz coś zamanifestować, na przykład zdrowy tryb życia?

Tak, tak! (śmiech)… Czy jeżdżenie po Krakowie rowerem nie jest czymś normalnym?

Nie mieszkasz jednak w centrum Krakowa. Wyrzucił Cię smog?

Mieszkam na Zwierzyńcu, a rowerem jeżdżę ze względów praktycznych. Bo jeżdżenie samochodem po Krakowie nie ma sensu. Korzystam też oczywiście ze środków komunikacji miejskiej i bardzo to lubię, bo wtedy mogę się przyglądać ludziom, co mnie frapuje, a podczas jazdy rowerem się nie da, trzeba się wtedy gapić przed siebie i tyle. Dodatkowo stworzyliśmy wiejski dom wspólnie z teściami poza miastem, ale w miarę niedaleko, i to się bardzo dobrze sprawdziło.

Jak ważny jest dla Ciebie sport?

U nas w domu był bardzo ważny. Sam ostatnio wróciłem do szermierki. Niestety, w Krakowie nie ma sekcji szablowej, więc na treningi muszę jeździć do Sosnowca, gdzie jest duża grupa weteranów. Mam zresztą plan, żeby zorganizować u nas Centrum Szabli, które pełniłoby funkcję historyczno-edukacyjną, ale też gdzie można by uprawiać różne rodzaje szermierki: wyczynową, sportową czy hobbystyczną. W młodości zdobyłem mistrzostwo Polski, byłem też finalistą mistrzostw świata, niestety z powodu urazu kręgosłupa musiałem zaprzestać wyczynowych treningów. Poza tym studiowałem wtedy w Filmówce i to już było nie do pogodzenia czasowo.

Zszokowałeś Kraków wierszami chodnikowymi czy pisanymi na zamówienie. A tu nagle Blogostan. Objawiasz się w nim jako czuły obserwator. Skąd w Tobie tyle empatycznej uważności? Pozostałeś przecież mimo wszystko sceptyczny?

Są przecież różne aspekty rzeczywistości, działamy w różnych okolicznościach. Scena, kabaret, przestrzeń literacka, czyli metaforyczno-zabawowa, to jedno, a druga rzecz to poważna refleksja na temat życia, coś, co wynika z ciszy. Cisza musi zaistnieć, aby mogło nastąpić w ogóle jakieś poważne pisanie. Teraz pociąga mnie tom poezji jako konstrukcja zwarta, pomyślana od początku do końca, mająca własną koncepcję. Udało mi się napisać jeden taki tom, jest nim „Janowska”, gdzie z góry wiedziałem, co będzie na jakim miejscu i dlaczego. Nie ma tu niczego chaotycznego. To nie jest zbiór wierszy. To całość.

O tekściarzach mówi się ironicznie jako o niezbyt poważnych twórcach. Tymczasem Twoje teksty śpiewają znakomici artyści, że wspomnę tylko Grzegorza Turnaua czy Czesława Mozila.

Współpraca z Czesławem jest dla mnie ciekawa, gdyż on wiele proponuje, ma dużo własnych pomysłów. Wydaliśmy wspólnych płyt już cztery: „Debiut”, dwie „Księgi Emigrantów”, a teraz „Kalendarz Adwentowy”, czyli piosenki okołobożonarodzeniowe. Ci artyści, których wymieniłaś, to artyści, dla których najpierw piszę teksty. Ale są też artyści, którym piszę teksty do muzyki, na przykład w ten sposób napisałem dla Golców czy dla Anny Jurksztowicz cały album wydany w ubiegłym roku. Dobranie tematu dla artysty i jego muzyki jest szczególnie podniecające.

Twój blog e-multipoetry osiągnął niebywały, międzynarodowy sukces.

Można tak powiedzieć. Piszę tam też od lat osiemnastu wiersze na czacie. Spotykam się tam z różnymi ludźmi nie po to, żeby pogadać o niczym, tylko żeby napisać razem wiersz. Na zadany temat. Z tych wierszy powstała najlepiej sprzedająca się płyta w Polsce w 2008 roku, czyli „Czesław Śpiewa – Debiut”. Układam te wiersze z propozycji wersów przysyłanych do mnie przez internautów. Czasem coś zmieniam, coś dopisuję. Każdy z nich, indywidualnie, może nie ma idealnego poczucia formy czy sam takiego wiersza by nie napisał. Ja sam bym czegoś takiego nie napisał. Ale oni mają różną wyobraźnię i suma ich pomysłów daje często bardzo ciekawy efekt, niespodziewany rezultat. Jest to propozycja wyjątkowa w obrazie literackim, ponieważ są to wiersze absurdu, bardzo u nas rzadkie.

Czyli nadajesz temu ostateczny kształt, głębszy sens.

Ja temu nadaję formę, na wiele sposobów. Piszemy tam wiersze w ten sposób, że najpierw nadajemy tytuł, co jest już samo w sobie niesłychane, bo przecież tak się nie pisze. Zwykle wiersz albo nie ma tytułu, albo się go nadaje na końcu, żeby było wiadomo, o czym jest. Tu zaczynamy od tytułu, bo tak się czyta wiersz – od tytułu, czyli jak się dobrze zastanowić, to strategia czytelnicza jest tu lepiej realizowana niż w klasycznym procesie twórczym. Może wydamy książkę, aby najlepsze wiersze tam umieścić, na wieczność? (śmiech).

Chcesz, aby Twoje dzieci były krakusami? Uczysz je Krakowa?

Na razie moje dzieci nie mają innego wyjścia, są bardzo wtopione w Kraków. Wiedzą, co to smok, znają baśnie, Wawel, zaliczają chodzenie po Rynku, to wszystko wchodzi w krew. Kraków to głównie centrum. Mówiąc o centrum, pojmuję go też duchowo. Jest to na pewno duchowa stolica kraju. Jeżeli nie do końca literacka, to na pewno poetycka. Ta duchowość się tu, w poezji, najmocniej odciska. Chciałbym, aby coś z tego aspektu duchowego w moich dzieciach zostało.

Czy czas dla Ciebie tyka zbyt wolno czy stanowczo zbyt szybko? I czy to tykanie Cię nie przeraża?

Myślę, że czas jest dla mnie łaskawy. Ja już przeżyłem tyle, że dziwię się, iż wciąż mam jakieś pomysły, że wciąż mi się czegoś chce. Małe dzieci, nowe projekty, nowa wiosna będzie za chwilę. Wykorzystuję dany mi czas, ale z drugiej strony wciąż się dziwię życiu, że to nie ma końca, wciąż jeszcze i jeszcze.

Jak określiłbyś swoje życie?

Mam wiele twarzy, jak każdy. I staram się ich nie pozbywać. Nie upraszczać się, nie dać się wepchnąć w szufladkę: poeta albo szufladkę reżyser czy szablista. Wierzę w kontrasty. W zaskakujące zestawienia.

Ilustracja: Z. Put, wikipedia