PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Noty ze świata

W Teatrze Witkacego duchy szarpią za klamkę

Marta Gruszecka
Noty ze świata Marta Gruszecka

Duch Witkacego podobno szarpie za klamkę i nie daje spać tym, którzy tu nocują. Dlatego na noc w życiu bym w tym miejscu nie została, zaś dzień spędziłam z przyjemnością. Podczas Zakopiańskiego Festiwalu Literackiego zajrzałam za kulisy Teatru Witkacego w Zakopanem.

Od kilku lat wspomniany zlot miłośników literatury i jej autorów jest na niebiesko wpisany do mojego kalendarza podróży. Ten kolor oznacza, że choćby wiało i grzmiało (co w Zakopanem jest możliwe o każdej porze roku), zawsze przybędę na choć jedno festiwalowe spotkanie. By na nie dotrzeć, trzeba się poświęcić – zacisnąć zęby, odważnie wyprostować i ruszyć przed siebie przez zatłoczone turystami (ostatnio najczęściej z Arabii Saudyjskiej i Chin) Krupówki. Większość spotkań odbywa się na placu Niepodległości, w samym sercu najpopularniejszego deptaka w stolicy Tatr. Kiedy przeżyje się starcie z tłumem, można śmiało postawić sobie symboliczny pomnik, ale taki zwykły – trwalszy niż ze spiżu być nie musi. Potem czekają nas już tylko przyjemności. Z założenia, bo czasem pisarka lub pisarz z przerośniętym ego się trafią i ich megalomańskich wywodów słuchać się nie da. Miałam jednak to szczęście, że zazwyczaj słuchałam autorek i autorów mądrych, dlatego na Zakopiański Festiwal Literacki chętnie wracam.

W tym roku wśród propozycji festiwalowych dostrzegłam coś, co zafascynowało mnie bardziej niż spotkania literackie. I to właśnie do tego punktu programu odliczałam najbardziej. Bo jak tu nie przebierać nogami na myśl o wizycie za kulisami Teatru Witkacego?

Ilustracja: Autorstwa Kapitel – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=110156170

W sanatorium Andrzeja Chramca

W sobotni poranek w budynku przy ulicy Chramcówki 15 powitała nas aktorka Joanna Banasik. – Witamy w metafizycznej dziurze! – usłyszałam i z czerwonym od upału i emocji razem wziętych licem oczekiwałam na to, co miało się wydarzyć.

– Znacie Państwo Andrzeja Chramca? – zapytała Joanna. – To zasłużona postać dla Zakopanego. Pierwszy Góral, który zdobył wykształcenie medyczne i tytuł doktora na Uniwersytecie Jagiellońskim. Z nabytą wiedzą i doświadczeniem wrócił na Podhale, by leczyć tutaj ludzi chorych na gruźlicę, ale nie tylko. Miał mu w tym pomóc mikroklimat Zakopanego i sanatorium, które zamarzyło mu się zbudować – opowiadała aktorka.

Właśnie tak zaczyna się historia Teatru Witkacego. Zapytacie Państwo pewnie – co wspólnego ma sanatorium ze sztuką teatralną? Budynek. I – o czym po obejrzeniu go z kilku stron jestem absolutnie przekonana – te same duchy. Bo Andrzej Chramiec wybudował wymarzone sanatorium. Najpierw drewniane na pięćdziesiąt osób, gdyż nie przypuszczał, że jego sława przekroczy granice województwa i dotrze nawet nad morze. Do Zakopanego zaczęli przyjeżdżać chorzy z całej Polski, a nawet gwiazdy: Tadeusz Boy-Żeleński, Gabriela Zapolska czy Kazimierz Tetmajer. Wszyscy chcieli kąpać się w leczniczych wodach, basenach siarczkowych czy solnych, wydalać z siebie toksyny i oddychać świeżym, górskim powietrzem. Dobra passa sanatorium, które w wyniku gwałtownie rosnącej popularności zaczęło się rozbudowywać, trwała dziesięć lat. Potem w wyniku pożaru niemal doszczętnie spłonęło. Nie pomógł nawet specjalnie wybudowany na wypadek nieprzewidywalnych okoliczności basen z wodą. Kiedy budynek zajął ogień, nikt nie zdążył dotrzeć do pomieszczenia, w którym się znajdował, by spuścić wodę.

– Andrzej Chramiec postanowił zbudować nowy obiekt. Niestety, miał wyjątkowego pecha: zatrudnił architekta z Krakowa, który nie miał pojęcia o projektowaniu tak dużych obiektów, w dodatku przekazał pieniądze na inwestycje akcjonariuszowi, który okazał się hochsztaplerem. Kiedy dzięki jego niemożliwym staraniom budynek jednak powstał, rozpoczęła się I wojna światowa, a sanatorium zamieniło się w szpital dla żołnierzy. Podczas II wojny światowej było z kolei szpitalem dla hitlerowców – opowiadała Joanna Banasik.

Teatralna klątwa

Biografia Andrzeja Chramca i historia jego sanatorium to świetny temat na książkę – felieton tylu znaków nie pomieści. Wróćmy zatem do teatru. Dlaczego obiekt nosi imię Witkacego, skoro to nie dzięki niemu powstał teatr? Miejska legenda mówi, że w Zakopanem nie dało się założyć teatru. Owszem, Witkacy próbował, ale Górale go nie lubili, próbowała Helena Modrzejewska, ale gdzie taka dama będzie na Podhalu mówić ludziom, co ma im się podobać, a co nie. O wiele później, do stolicy Tatr artystów próbował ściągnąć nawet Michał Żebrowski, co skończyło się, jak dobrze wiemy, koncentracją działań artystycznych na Teatrze 6. Piętro w… Warszawie. A Andrzejowi St. Dziukowi, absolwentowi Wydziału Reżyserii Dramatu w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie, się udało. – “Szef” miał u swojego boku ludzi, którzy poszliby za nim wszędzie. Kiedy wszedł do budynku, w którym właśnie się znajdujemy, i poczuł jego energię, wiedział już, że zrobi wszystko, by powstał tutaj teatr imienia Witkacego, bo właśnie jego twórczość była i jest mu najbliższa – wspominała aktorka.

Herbata przed spektaklem

Teatr Witkacego zaczął działalność 24 lutego 1985 roku. Mnie nie było jeszcze nawet w planach, za to plany zespołu “Szefa” i związanych z nim studentów (w tym gronie znaleźli się Dorota Ficoń, Julia Wernio, Krzysztof Najbor, Krzysztof Łakomik, Karina Krzywicka, Piotr Dąbrowski, Andrzej Jesionek i Piotr Sambor), były odważne. Poza ambitnym repertuarem nawiązującym do teorii Czystej Formy Witkacego, teatr miał być otwarty dla turystów powracających z gór, na których we foyer miała czekać gorąca herbata (zwyczaj jest praktykowany do dziś). Gości od progu witali aktorzy, nie było granicy między zespołem a publicznością. W teatrze można było się też zdrzemnąć – zaproszonym do Zakopanego artystom zespół Witkacego do dziś oferuje nocleg w budynku. Ale z tym trzeba uważać – podobno jeden ze znanych krakowskich muzyków przez całą noc nie mógł spać. Twierdził, że za klamkę w pokoju szarpał mu w ramach hecy duch Witkacego… A z duchami nie ma żartów, zwłaszcza z Witkacym! Widocznie krakowski muzyk miał coś za uszami…

Szef, który zjednał sobie Górali

Tych, którzy nie mają i chcą poczuć magiczną aurę na własnej skórze, zachęcam do odwiedzin Teatru Witkacego. I to teraz, jeszcze latem! Kiedy inne teatry regenerują się po wiosenno-letnim sezonie artystycznym, scena Teatru Witkacego tętni życiem. Zespół zaczyna grać w lipcu – obecnie w repertuarze ma m.in. “Wiśniowy sad” według Czechowa, “Jajo węża” według I. Bergmana, “Rzeźnię” według Sławomira Mrożka, aż wreszcie “Wahazara” według patrona Stanisława Ignacego Witkiewicza. Wszystkie spektakle wyreżyserował Andrzej St. Dziuk – “Szef”, któremu udało się pokonać zakopiańską klątwę i zjednać sobie Górali.