Spotkanie
Spotkanie na szczycie w dur i mol
Nie przegap! Rozmowa z kompozytorem Zbigniewem Preisnerem.
Droga do Jamnej wiedzie pod górę. Dosłownie. Najbardziej odczuwa to silnik pnącego się po wzniesieniach samochodu Piotrka U. Ale też metaforycznie. W końcu czeka nas wizyta w domu człowieka, który wspiął się na artystyczne szczyty. Na dodatek Himalaje dowcipu stara się osiągnąć Witold B., umościwszy się wygodnie na tylnym siedzeniu auta. Tak jak cała nasza trójka chce tym pokryć niepewność co do rezultatów misji, z jaką przedzieramy się przez pola i lasy, by dotrzeć tam, gdzie droga się kończy. A kończy się dokładnie przed bramą do imponującej posiadłości Zbigniewa Preisnera.
Pierwszy wita nas Hektor, wilczur, którego przyjacielski charakter dorównuje potężnej posturze. To on jeszcze niedawno pozwalał małemu Wiktorkowi wtulać się w swoje miękkie futro, chroniąc go przed otoczeniem swoją wielką łapą. Dlatego pewnie Wiktor wyrósł na wspaniałego, pewnego siebie kota. Teraz spogląda na nas z wysokości stołu, na którym odpoczywa, a z jego miny można wyczytać, że nie zamierza zawracać sobie głowy takimi jak my intruzami.
– Lepiej go nie dotykajcie. To grecki kot, trochę dziki – ostrzega nas Eliza, żona kompozytora, zapraszając do wypełnionego książkami i płytami salonu. – Zbyszek jest w studiu, zaraz go zawołam – dodaje, prosząc Hektora, by mniej gwałtownie okazywał nam życzliwość.
Gdy Witold z Piotrem rozglądają się z zaciekawieniem po głównej części domu, ja stawiam sobie za punkt honoru obłaskawić Wiktora. Przecież to z nim podczas pandemii spędzałam poranki, oglądając przy kawie zamieszczane przez Zbigniewa Preisnera filmy. Z zapartym tchem obserwowałam dwutygodniowego kotka, którego matka zostawiła na progu greckiego domu kompozytora. Obserwowałam, jak karmiony butelką osesek dorastał i raz ze zdziwioną, to znowu z zainteresowaną miną słuchał objaśniającego mu świat Preisnera. A kompozytor nie opowiadał mu o najlepszym ze światów, ale o tym, który nas otacza, pełnym absurdów i niesprawiedliwości, głupoty polityków i wybierających ich ludzi.
Zbigniew Preisner nie ma złudzeń i z dystansem przypatruje się temu, co wyczynia ludzki gatunek, a szczególnie ten zamieszkujący kraj nad Wisłą. Dlatego nasze spotkanie raz przybiera molowe, to znowu durowe tony. Te pogodniejsze pojawiają się, gdy cofamy się do niegdysiejszego Krakowa, do Piwnicy pod Baranami, gdzie Piotr Skrzynecki wyczarowywał magiczny kabaret. Słyszymy je też w głosie gospodarza, kiedy zaczyna wspominać spotkania z Krzysztofem Kieślowskim i Krzysztofem Piesiewiczem, z którymi tworzył niezwykłe filmowe światy. No i oczywiście w opowieściach o czworonożnych przyjaciołach, którzy w osobie Hektora i Wiktora towarzyszą nam przez całą wizytę.
Pewnie jesteście ciekawi, z jaką misją przyjechaliśmy do Jamnej i czy się ona powiodła. Na razie zdradzę tylko, że jej szczęśliwy finał będzie w styczniu 2026 roku, a czytelnicy magazynu „Kraków i Świat” na pewno będą w nim uczestniczyli. Wróćmy jednak do gospodarza, który właśnie zaprasza na werandę z widokiem na Tatry.
ROZMOWY WERANDOWE
Porozmawiajmy o Wiktorku. Przed chwilą wprawdzie pacnął mnie łapą, ale mam nadzieję, że tak okazuje sympatię.
No nie wiem. On ma charakterek, jak mu się coś nie podoba, wyciąga pazurki. Gdy był mały, to wszędzie miałem ich ślady. Teraz, odkąd mieszka w Polsce, trochę się ucywilizował.
Nie tęskni za Rodos?
Zdecydowaliśmy dla jego dobra, że zamieszka w Polsce. Trudno byłoby mu wytłumaczyć, że dzikie koty, których mamy tam osiem, posiadają swoje prawa. One pewnie też by nie zrozumiały, że Wiktor jest udomowionym kotem i gdyby za nimi poleciał, mógłby zginąć. Dlatego na razie nie jeździ z nami do Grecji. Tu w Jamnej ma duży, wygodny dom. Kiedy wyjeżdżamy, to zawsze ktoś tu mieszka, więc on ma swoich zaprzyjaźnionych ludzi. Ale jak trzeba będzie wyprowadzić się stąd na zawsze, a pewnie będzie trzeba, jeśli sytuacja w Polsce się nie poprawi, to oczywiście weźmiemy go ze sobą.
Niegdyś Krystyna Zachwatowicz powiedziała, że ten, kto nie kocha zwierząt, nie ma w sobie człowieczeństwa. Kiedy pan zauważył, że zwierzęta są dla pana ważne?
Całe życie spędzam ze zwierzętami. Gdy byłem dzieckiem i mieszkałem na wsi koło Bobowej, to w domu były koty i psy. Nawet jak na studiach wynajmowałem mieszkanie, miałem psa. Nasz stosunek do zwierząt jest taki, jaki nasz stosunek do ludzi. Jeśli nie mamy empatii dla zwierząt, to trudno się spodziewać, że będziemy ją mieli dla ludzi.
Pana stosunek do zwierząt znają wszyscy, którzy oglądają zamieszczane przez pana w internecie filmiki. Zdawał pan sobie sprawę z tego, że staną się one tak popularne i będą miały aż taką „klikalność”?
Nie, to początkowo była tylko zabawa. Rejestrowałem pierwsze tygodnie życia Wiktorka, który mieścił mi się w dłoni. Pokazywałem, jak je z butelki, jak się bawi, jak śpi. Skłaniało mnie to do pewnych refleksji nie tylko nad naturą kota, ale i człowieka. Zacząłem z nim rozmawiać, tak jak rozmawiam z wami. Opowiadałem mu o Polsce, o przyjaźni, o wierności, o uczciwości. I to zaczęło żyć swoim życiem. Sam byłem zaskoczony, jak to zaczęło hulać. Trzynaście milionów wejść to naprawdę coś znaczy. Okazało się, że to całkiem poważny serial. Zacząłem go już montować. Muszę jeszcze ponagrywać i pozmieniać różne rzeczy. Jak tylko skończę, to spróbuję zainteresować nim platformy filmowe.
A myśli pan, że on lubi, jak nagrywa pan z nim te filmiki?
Kamera go lubi i on lubi kamerę. Jest bardzo fotogeniczny. Oczywiście nie zawsze można go filmować. Widzi pani, że on robi, co chce. Kiedy ma dobry humor, to bardzo pięknie pozuje. Wtedy też odnoszę wrażenie, że podoba mu się to, co mówię. Nie robię nic na siłę.
Do filmów o Wiktorze podkłada pan swoją muzykę. Myśli pan, że on jej słucha?
Wszystkie zwierzęta w jakiś sposób słuchają muzyki. Kiedy coś nagrywam, Hektor cały czas siedzi ze mną w studio. Potrafi przeleżeć kilka godzin rozciągnięty na kanapie.
I wszystkie dźwięki mu odpowiadają?
Nie lubi fletu. Jak w jakimś utworze pojawia się flet, to wychodzi, a jak skończę go używać, to wraca. Reszta dźwięków chyba sprawia mu przyjemność, bo czasami nawet podśpiewuje.
*
WB: W rozmowach, które snuje Magda, szefowa działu kultury w „Krakowie i Świecie”, w rozmowach między ciasteczkiem a przygodami w wielkim świecie, czasami pojawiają się luki czasoprzestrzenne, gdy wszystko nieruchomieje.
To tylko fragment wyjątkowej rozmowy ze Zbigniewem Preisnerem – całą rozmowę przeczytasz w najnowszym numerze. Kliknij i zdobądź dostęp:
Ilustracja: Piotr Uss Wąsowicz