PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Subiektywnie

Sielankowo!

Janusz M. Paluch
Subiektywnie Janusz M. Paluch

Wizyty na Podlasiu to zawsze zaskoczenia!

Tym razem odwiedziny w Pentowie – bocianiej osadzie. Jedzie się tam z Tykocina. To niezwykłe miasteczko! Z jednej strony pomnik hetman Stefana Czarneckiego – staroty tykocińskiego zmierzającego do pięknego kościoła pod wezwaniem Przenajświętszej Trójcy z 1748 roku ufundowanego przez hetmana Jana Klemensa Branickiego, z drugiej piękna synagoga z XVII wieku, jedną z najstarszych i największych w Polsce. Muzeum powstało dopiero w 1976 roku, po pożarze który zniszczył budynek i wciąż znajdujące się tam pozostałości starej biblioteki. Po drodze odwiedziny pod tykocińską synagogą, gdzie od zawsze rezyduje rzeźbiarz pan Jan Kalicki. Na stole obok niego stoją figurki Żydów oraz świątki utrwalone w lipowym drzewie. Odwiedziny zaowocowały uzupełnieniem tykocińskiej kapeli o skrzypka… Na rogatkach miasteczka pozostałości żydowskiego cmentarza i… zamknięta droga. Objazd! Jedziemy więc w kierunku Łopuchowa, gdzie Niemcy zamordowali w dniach 25-26 sierpnia 1941 roku żydowskich mieszkańców Tykocina. W pewnym momencie GPS wskazał drogę w kierunku lasu, po kilku kilometrach jazdy drogami leśnymi trafiamy do Kiermusów, gdzie kusi turystyczna osada, ale i piękna karczma, czynna niestety tylko w weekendy… Pusto, cicho, choć trwający remont drogi nie obiecuje szybkiego końca… Nieopodal powinna być zagroda żubrów, ale ani ich widać ani słychać… Tylko dwa kampery na parkingu przypominają, że niebawem już wakacje…

Remontowaną drogą trafiamy do Pentowa, jednej z kilku w Europie bocianich osad. W 1991 roku nad Pentowem przeszła nawałnica, która zniszczyła stare drzewa wokół dworu. Kikuty drzew upodobały sobie bociany, które zaczęły zakładać swe gniazda. W 2014 roku odnotowano 36 bocianich gniazd! I tak trwa do dzisiaj. Dzięki temu Pentowo jest VII Europejską Wioską Bocianią. Z kilku wież widokowych można bocianom bezwstydnie zaglądać do gniazd… Rzeczywiście to ostoja ciszy, gdzie właściwie słychać tylko bociani klekot, nad niewielkim jeziorkiem – pewnie jakieś stare zakole wijącej się nieopodal Narwi – rechot żab, szybujących gdzieś wysoko – chyba – skowronków i od czasu do czasu rżenia koni… Bo oprócz – wydawałoby się – niezliczonej ilości bocianich gniazd, w stajni, na wybiegu ale i gdzieś na pastwiskach brykają sobie konie! Nieco z boku piękny drewniany dwór Toczyłowskich wzniesiony w 1902 roku przez Leopolda Krzewskiego… W czasie I wojny światowej został spalony, a właściciele wywiezieni do Rosji. Obecny wygląd dworu, to efekt odbudowy w 1923 roku. Wydaje się, że tu czas się zatrzymał… To miejsce, w którym można by siedzieć na ławeczce cały dzień, czytać w ciszy, albo po prostu kontemplować piękno otaczającej przyrody! Podobno mają tam pokoje gościnne

Na nieboskłonie, zaczęły się gromadzić chmury… Przypiekające słońce nie wróżyło niczego dobrego… W drodze powrotnej nie można ominąć restauracji „U Struzikowej” – tej z filmu „U Pana Boga w ogródku”, gdzie ponoć najlepsze pierogi! I rzeczywiście – pierogi z kaczką i szczupakiem podane na tarasie nad Narwią – wyśmienite! Chciałoby się jeszcze ponasłoneczniać, ale nadciągający wał chmur wszystko psuje… Kolorowy, piękny i przyjazny świat, zamienia się w szaro-burą rzeczywistość… I wciąż szukam prawdziwej wiosny!

Ilustracja: Tykocin, ul. Złota, Autorstwa mk – photo by uploader’s brother, CC BY 2.5, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1206835