Noty ze świata
Bernasiowe w drewnie bajanie
Lubię odwiedzać skanseny.
Tam czas został zatrzymany i jeśli płynie to leniwie. Dzięki temu, najlepiej w czasie słonecznej pogody, można roztkliwiać się nad wiejską architekturą, uratowanymi drewnianymi kościółkami, tkwiącymi w bezruchu wiatrakami, wyposażeniem chatynek, kwiatami wokół nich kwitnącymi i ciszą… Choć tym razem jej nie było, kiedy wkraczałem do Muzeum Wsi Kieleckiej… Tego dnia – 2 maja – przez skansen przeszło kilka tysięcy zwiedzających! Z jednej strony to radość, że ludzie z dziećmi garną się do poznawania kultury polskiej, z drugiej szkoda tej błogiej ciszy i samotnego przebywania w zabytkowych chatach, gdzie czasem można interesująco porozmawiać z opiekunami obiektów – przygotowanymi pracownikami muzealnymi. Zacisnąłem zęby i brnąłem wśród gawiedzi oblegającej odpustowe kramy – czasem z przyzwoitą regionalną ceramiką, a nawet był rzeźbiarz strugający świątki! W innym końcu skansenu jedna wielka plenerowa karczma wokół estrady, na której trwały przygotowania do ślubu młodej żydowskiej pary, nieopodal – młoda polska para przyjmowała błogosławieństwo od rodziców i przygotowywała się do wyjścia w weselnym orszaku do kościoła… Ech, jak kapela rżnęła marsza!
Jedna z zagród, też wypełniona przez zwiedzających – a właściwie zaliczających kolejne domostwa kryte strzechą – przykuła mą uwagę na długo. Trudno mi było stamtąd wyjść. Była to pochodząca z XIX wieku zagroda, w której umieszczono prace twórcy ludowego Jana Bernasiewicza – zwanego też Bernasiem, który w swej rodzinnej wiosce Jaworznia Gniewce założył „Ogród rzeźb”. Przyszedł na świat 1 czerwca 1908 r. Spośród siedmiorga rodzeństwa, był przedostatnim dzieckiem. Rodzice chronili go przed cięższymi pracami, bo był słabawy. Pasał więc gęsi, owce – ojciec był owczarzem, krowy. Do szkoły posłali go w wieku dziesięciu lat. Ukończył zaledwie dwie klasy. Ważniejsza była praca w gospodarstwie.
Przeżył dwie wojny światowe. Był bystrym obserwatorem otaczającego go świata. Chętnie poznawał ludzi. Zajmował się ziołolecznictwem. Pisał pamiętniki, w których utrwalał miejscowe legendy, opisywał wydarzenia, swoje odczucia. Miejscowi uważali go też za „wróża” – zajmował się magią i spirytyzmem – i chętnie radzili się go w trudnych sprawach. W końcu, gdy w wieku 60-ciu lat zaczął rzeźbić, w latach 1966-1984 powstawało w jego sadzie „Małe muzeum w Jaworzni”, w którym upamiętniał najważniejsze postaci, od których zależały losy świata, oraz te opowiadające o miejscowych zwyczajach. Patrzę na zdjęcia, na których uśmiecha się wąsaty, wątłej postury, jegomość, który na przestrzeni 19. lat realizował wizję swoją świata, który chciał utrwalić i ocalić od zapomnienia. Powstało ponad 700 rzeźb, a Jan Bernasiewicz stawał się coraz bardziej popularny. W Niemczech wydany został przez fotografa Jana Wójcika album poświęcony dziełu podkieleckiego twórcy ludowego. W 1979 roku przyjęty został do Stowarzyszenia Twórców Ludowych, uhonorowano go też prestiżową Nagrodą im. Jana Pocka (nagroda powołana została w 1970 roku przez tygodnik „Chłopska Droga” – była taka gazeta!). W 1980 roku kielecki miesięcznik społeczno-kulturalny „Przemiany” (było takie pismo, czy ktoś jeszcze pamięta?) nagrodziło go za całokształt twórczości. Przed śmiercią przekazał swój „Ogród rzeźb” Muzeum Wsi Kieleckiej. Zmarł 24 listopada 1984 roku.
Oglądana przeze mnie wystawa „Ocalić od zapomnienia. Jan Bernasiewicz twórca Ogrodu Rzeźb” udostępniona została w 1991 roku. Umieszczono na niej około 300 rzeźb. W gablotach można zobaczyć fotografie rzeźbiarza, jego zapiski, rzeczy osobiste. Niektórzy mówią o nim jako o świętokrzyskim „Nikiforze”, ale tak naprawdę wystarczy go zapamiętać jako świętokrzyskiego Bernasia, wszak wypracował swój niepowtarzalny styl, stworzył pomysł na ogród – kreowany na muzeum polskości, postaci w nim zamieszczane też nie były przypadkowe, a takie, które Bernaś chciał w swym ogrodzie umieścić. Każda postać, to na pewno też jego narracja utrwalona w pamiętnikach – zapisanych zeszytach, które nazywał „Księgami”. Rzeczywiście, wędrując po zagrodzie, zaglądając do pomieszczeń pełnych rzeźb, snuje się w naszych głowach opowieść o historii naszego państwa, o zwyczajach ludu polskiego związanych ze świętami… Już wiem, że muszę znowu tam pojechać, by wraz z Bernasiem znowu przyglądać się wykreowanym przez niego postaciom…
Ilustracje: fot. J.Paluch











