Noty ze świata
PROZA ZAPOZNANA: Miniatury obozowe
Lubuskie Wawrzyny cz.2
* (trochę spoza kategorii)
„Poganiali, szczuci psami skręciliśmy między szopy. Grzęźnie liśmy do łydek w cuchnącej mazi: błota, kału i krwi. Mimo zimna i dziwnie ostrej gęsiej skórki było mi gorąco i nie czułem głodu.
Podwójny kolczasty pod z lewej strony dzielił naszą kolumnę od jęków, krzyków i zawodzenia zamkniętych bez wody i nadziei dwanaście tysięcy kobiet. Unosił się stamtąd słodkawo-mdły fetor. Jakiś nieprzerwany dreszcz buntu szarpnął bolący umysłu: – wyrwać karabin! I co dalej? Mnie zabijał, ale odwet będzie stukrotny!
Szedłem spuściwszy głowę, serce biło prędzej, tętno dusiło mnie w krtani. Z trudem wstrzymywałem łzy bezradnej słabości.
W mijanym stosie ciał, po prawej stronie, w otwartą twarz niżej leżącego ściekał cuchnący kał. Słychać było również spazmatycznie krzyk opętanej kobiety: – Dziecko! Gdzie dziecko?!”
Jan Szembek, Miniatury obozowe. Auschwitz – Birkenau – Oranienburg, Związek Literatów Polskich, Gorzów Wielkopolski 2025
Są książki, które rodzą się w chwili pisania. I są takie, które dojrzewają przez dziesięciolecia – czekając na moment, kiedy ktoś odważy się je wydobyć z milczenia. Miniatury obozowe Jana Szembeka należą właśnie do tej drugiej kategorii.
W pewnym sensie jest to debiut. Ale debiut szczególny – debiut pośmiertny. Tekst powstał w latach 1955–1960, jednak autor nigdy nie zdecydował się go opublikować. Do druku przygotowała go dopiero córka pisarza, Maria Borcz. W tym sensie trudno uznać to za debiut klasyczny, choć warto go zauważyć z szacunku dla naszej wspólnej pamięci.
Jan Szembek urodził się w 1911 roku w rodzinie ziemiańskiej. W sierpniu 1942 roku został aresztowany przez Niemców i osadzony w więzieniu w Tarnowie. W domu zostawił żonę Wandę oraz trzyletnią córkę. W tym samym czasie na świat miały przyjść bliźniaczki – jedną z nich była właśnie Maria, późniejsza redaktorka tej książki.
W połowie stycznia 1943 roku Szembek został przetransportowany do Auschwitz i otrzymał numer 88369. Po sześciu tygodniach, 1 marca 1943 roku, wraz z grupą 648 więźniów przeniesiono go do Birkenau. Tam przebywał aż do wiosny 1945 roku. W końcowej fazie wojny trafił jeszcze do obozu w Oranienburgu.
Przeżył.
Ale – jak w przypadku wielu ocalałych – obóz zabrał mu zdrowie i spokój życia. Po wojnie bardzo rzadko mówił o tym, co przeżył. Wspomnienia zapisał, lecz pozostały one w rodzinnych archiwach.
Córka autora pisze we wstępie jedno zdanie, które właściwie tłumaczy sens całej tej publikacji: „Uważam, że zbrodnią wobec bezimiennych pomordowanych byłoby milczenie”.
To zdanie jest kluczem do tej książki.
„Miniatury obozowe” nie są wielką syntezą historyczną. Nie są też klasyczną literaturą wspomnieniową. To raczej zbiór krótkich zapisów – fragmentów pamięci, scen, obrazów, które wracają do autora z niezwykłą intensywnością.
Forma miniatur jest tu zresztą bardzo trafna. Obozowe doświadczenie często nie daje się opowiedzieć w jednym, spójnym ciągu. Wraca raczej w postaci pojedynczych obrazów: wejścia do Birkenau, pierwszych chwil w baraku, rozmów między więźniami, nagłych wybuchów przemocy, chwil nadziei.
Czytając te fragmenty, ma się poczucie obcowania z zapisem bardzo osobistym – niemal intymnym.
Można oczywiście powiedzieć: o nazistowskich obozach koncentracyjnych napisano już bardzo wiele. Wiemy o Auschwitz, o Birkenau, o przesłuchaniach gestapo, o niewolniczej pracy i o systemie przemocy, który miał człowieka odczłowieczyć.
A jednak każdy taki zapis wciąż porusza.
Bo za każdym razem historia wraca w ludzkiej skali: w pojedynczym losie, w pojedynczym numerze obozowym, w pojedynczym człowieku, który próbuje zachować resztki godności.
Dlatego książka Jana Szembeka ma wartość szczególną. Nie jest tylko dokumentem epoki. Jest także świadectwem pamięci – tej pamięci, która długo nie potrafiła znaleźć języka.
Dziś ten język wreszcie wybrzmiewa.
I choć „Miniatury” są książką skromną objętością, niosą w sobie ciężar doświadczenia, którego nie da się zmierzyć liczbą stron.
To nie jest lektura łatwa. Ale jest to lektura potrzebna. Bo – jak przypomina córka autora – milczenie wobec tamtej historii byłoby formą zapomnienia. A zapomnienie zawsze jest pierwszym krokiem do powtórzenia zła.