Po krakosku
Pod muszką przez lwowski świat muzyki
Jeśli jest pierwszy wtorek miesiąca, bądź pewien, że jak w Anglii five o’clock, to w Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką” Biblioteki Kraków o piątej popołudniu spotykają się Kresowianie!
Michał Piekarski jest doskonale nie tylko znany, ale i uwielbiany przez Kresowian – szczególnie tych wywodzących się ze Lwowa – mieszkających w Krakowie.
Na wrześniowe spotkanie przyjechał z Warszawy – wspomniany wcześniej – dr Michał Piekarski, muzykolog badający kulturę muzyczną dawnego Lwowa. Jest autorem dwóch ważnych książek „Przerwany kontrapunkt. Adolf Chybiński i początki polskiej muzykologii we Lwowie 1912–1944” (Warszawa 2017) oraz „Muzyka we Lwowie. Od Mozarta do Majerskiego. Kompozytorzy, muzycy, instytucje” (Warszawa 2018). Trzeba też wspomnieć, że od tego roku Michał Piekarski jest redaktorem naczelnym, wydawanego przez Krakowski Oddział Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, kwartalnika „Cracovia Leopolis”. Temat spotkania brzmiał: „Muzyka we Lwowie w pierwszej połowie XX wieku od młodej polski, poprzez awangardę międzywojnia, po powojenną twórczość oskarżoną o formalizm”. To temat na niekończący się cykl spotkań! Tymczasem Michał Piekarski ze swadą gawędziarza opowiadał o Lwowie, w którym muzyka była jednym z ważniejszych filarów kultury i sztuki. Polskiej sztuki powstającej przecież w polskim Lwowie, tyle, że w zależnej od Austrii Galicji. Potem mówił o czasach w niepodległej II RP po jej kres w 1939 roku. Ale przecież nawet po 1945 roku we Lwowie pozostała grupa kompozytorów i muzyków. I znowu w swoim mieście, ale w obcym państwie, ale w swej muzyce wyrażali swój żal i ból myśląc muzycznie po polsku… Do końca we Lwowie wytrwał jeden z najwybitniejszych kompozytorów Adam Sołtys (zm. we Lwowie w 1968 r.). Niektórzy musieli opuścić Lwów – dopiero w 1980 roku – po utracie pracy, w obawie o swoje i rodziny bezpieczeństwo – Andrzej Nikodemowicz (zm. w Lublinie w 2017 r.).

Przez gawędę bogato ilustrowaną dźwiękami nagrań fragmentów wspominanych utworów (większość z nich nie jest powszechnie dostępna, więc i ciekawość poznania całości rozgrzana została przez Michała Piekarskiego do czerwoności!), ale i przez samego prelegenta co i rusz zasiadającego do fortepianu, by zagrać nam parę taktów (jest bowiem Michał Piekarski świetnym pianistą, a kto wie, czy nie zakasowałbym niejednego wokalistę! Ale ta skromność…), wędrowaliśmy po salach koncertowych Lwowa, ale i salonach lwowskich ludzi sztuki i muzyki. Padały nazwiska wyśmienitych kompozytorów, którzy byli związani ze Lwowem, bo się tam urodzili, albo mieszkali. Opowiadał o wielkich prapremierowych operach i koncertach, których prapremiery odbywały się we Lwowie. Wydarzenia, których nie powstydziłby się Paryż czy Berlin! I to dosłownie, bo niektóre utwory grane były najpierw Paryżu, po kilku miesiącach we Lwowie i potem dopiero w Warszawie… Opowiadał zatem o muzycznej Młodej Polsce we Lwowie, gdzie nad młodymi muzykami skrzydła mecenasa kultury roztoczył książę Władysław Lubomirski. Padały nazwiska tak znamienitych twórców jak Ludomir Różycki czy Karol Szymanowski… We Lwowie mieszkała i działała artystycznie Stanisława Korwin Szymanowska, ukochana siostra Karola Szymanowskiego. Jego ważne utwory miały swe prawykonania właśnie we Lwowie, a jego siostra uczestniczyła jako wokalistka w tych koncertach. Znany utwór Szymanowskiego „Stabat Mater” powstał po tragicznej śmierci jego ukochanej siostrzenicy Alusi Bartoszewiczównej. Przyjechał wtedy do Lwowa, by wesprzeć rodzinę. Zanim Szymanowski trafił do Zakopanego, po raz pierwszy muzyczne motywy góralskie miał usłyszeć w domu muzycznej rodziny Sołtysów. Zagrał mu je na fortepianie Adolf Chybiński… Słyszeliśmy te motywy w późniejszych utworach Szymanowskiego – choćby słynnych „Harnasiach”.




Niezwykłą muzyczną rodziną lwowską są kompozytorzy i dyrygenci Mieczysław i jego syn Adam Sołtysowie. Ich kompozycje dzisiaj są mało znane i rzadko wykonywane. Michał Piekarski postawił sobie za cel, promowanie ich kompozycji i przywrócenie do kanonu współczesnej muzyki polskiej. Tu trzeba wspomnieć o patriotycznej kantacie Mieczysława Sołtysa „Nieznany Żołnierz” do słów Stanisława Rossowskiego. Utwór wykonany został w 1925 roku podczas uroczystości pogrzebowych Nieznanego Żołnierza. Po stu latach, dzięki konsekwentnym zabiegom Michała Piekarskiego, utwór ten wybrzmiał ponownie we Lwowie i Warszawie, podczas obchodów jubileuszowych. Oczywiście nie stałoby się to bez życzliwości i niezwykłemu zrozumieniu ze strony Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego, który utwór wykonał pod kierownictwem płk. dra Mariusza Dziubka, oraz kompozytora prof. Ignacego Zalewskiego, który bezinteresownie, na podstawie ocalałych fragmentów dzieła Sołtysa dopisał nowe partie dla orkiestry.
Pieczę nad dziełem Sołtysów sprawuje mieszkająca we Lwowie Maria Sołtys – córka Adama. Warto w tym miejscu wspomnieć, że na początku lat 90-tych XX wieku, podczas koncertowego tournée Akademickiego Chóru Organum kierowanego przez prof. Bogusława Grzybka, na domu Sołtysów wmurowano, z inicjatywy krakowskiego zespołu, pamiątkową tablicę, którą poświęcił ks. kardynał Marian Jaworski.
Wspomniał też prelegent nazwisko Józefa Kofflera, niezwykłego – ponownie odkrytego – kompozytora, któremu nie udało się przeżyć wojny. Michał Piekarski stworzył dla jego pamięci portal internetowy www.koffler.polmic.pl. Na koniec powiedział o nim: On sobie już poradzi…
Słuchaliśmy opowieści Michała Piekarskiego zupełnie nieświadomi upływającego czasu! Przypominały mi się piękne muzyczne gawędy złotoustych – Jerzego Waldorfa czy Bogusława Kaczyńskiego… Tak nawiasem mówiąc, oni też zazwyczaj występowali w muszce – symbolu najwyższej elegancji, tak jak Michał Piekarski.
Ilustracje: J. Paluch
