PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

Ocean miłości

Janusz M. Paluch
Rekomendacje Janusz M. Paluch

O książce Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm

Kochanie:

Bez względu na wszystko

I czy już mnie przejrzałaś

Czy może przyjdzie kryzys.

Opieram się na miłości

I cokolwiek los przyniesie

Przetrwam dzięki Tobie!

Uwielbiam…Cię…

Kocham Cię! N.*

Norman Boehm

Kiedy otwierałem najnowszą książkę Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm „Ocean czułości” i przeczytałem pierwsze zdanie: „Gdy się ma materiał na bajkę, to trzeba ją opowiedzieć. Czy o papudze, kotce, czy o brzydkim kaczątku, które wyrosło na cudnego ptaka. O bliskich i dalekich, o życiu jak co dzień, o ludziach wielkich i małych, którzy kochali, usprawiedliwiali, umierali w goryczy. I którzy się starali, by żyć jak najlepiej”, przypomniały mi się wtedy dwie jej książki z przeszłości. Pierwsza to „Ulica żółwiego strumienia” będąca połączeniem wspomnień ze swoistym dziennikiem pisarki mieszkającej w Ameryce. A druga, zawierająca niezwykle wzruszające opowieści o zwierzętach, jakie pojawiały się w życiu pisarki, to „Podróże z moją kotką”. Dostrzegałem w nich nie tylko tęsknotę za Polską, ale też siłę i chęć do dalszej twórczości, podróżowania, poszukiwania tematów. W książce „Ocean czułości” spotkałem tę samą pisarkę, choć z o wiele bogatszym bagażem wydanych książek, ale i doświadczeń życiowych. „Serdeczność i ciepło, a zarazem żelazna dyscyplina, nieprawdopodobna pracowitość i precyzja działań.” – tak pisała Barbara Wachowicz o Aleksandrze Ziółkowskiej-Boehm – Oleńce, jak nazywają ją przyjaciele. Taką właśnie znamy i spotkamy na kartach jej ostatniej książki. „Ocean czułości” to bardzo osobista opowieść, którą czasami czyta się z obawą, bowiem czujemy, iż zostaliśmy dopuszczeni do bardzo delikatnych, jakże emocjonalnych zwierzeń pisarki. O takich sprawach nie pisze się ot tak – dla przyjemności. Można odnieść wrażenie, że autorka – od 1990 roku mieszkająca w USA – stoi przed podjęciem jakiejś ważnej decyzji życiowej…

Aleksandra Ziółkowska-Boehm „Ocean czułości”, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2025

Z kart książki przebija się uczucie dojmującej samotności. Przecież wokół niej, choć tylu znajomych i przyjaciół oblegających ją w sieci internetowej, od kilku lat panuje pustka… Największa miłość i niezłomny przyjaciel – mąż Norman Boehm, który rozsiewał po całym domu miłosne karteczki, słał z wyprzedzeniem listy do Polski, by po przylocie do Warszawy – jeśli podróżowała sama – czekały na nią w skrzynce pocztowej, bezpowrotnie odszedł w zaświaty w 2016 roku. Nie ma też najważniejszych w jej życiu osób – Mamy Antoniny z Laśkiewiczów Ziółkowskiej – zmarła w 2009 roku i Taty – Henryka Ziółkowskiego, który zmarł w 1992 roku. Wprawdzie w Łodzi mieszkają bracia – Henryk i Krzysztof z rodzinami, których zawsze odwiedza podczas pobytów w Polsce. Ale to już nie to samo… Ukochany syn Tomek osiadł na jednej z karaibskich wysp, gdzie wychowuje z piękną żoną dwie córeczki. Nie ma więc pobliżu także syna i ukochanych wnuczek… W Warszawie czeka na nią, teraz – od 10. lat już puste mieszkanie.

Książka „Ocean czułości” złożona jest z czterech rozdziałów. Pierwszy, choć zatytułowany „Moja Mama Antonina”, poświęcony jest pamięci rodziców pisarki. To ich wychowanie, w patriotycznej przepełnionej polskością i religią rodzinie, ukształtowało Aleksandrę w miłości do książek, obowiązkowości i pracy. Stwierdza, że kiedy jej koleżanki podkochiwały się w chłopakach, ona przepadała za bohaterami historycznych powieści Henryka Sienkiewicza podsuwanych przez ojca.. Antonina z Laśkiewiczów Ziółkowska. Jej mama była bardzo religijna. Przez 50 lat śpiewała w chórze kościelnym. Mówiła, że wszystko co dobre w ich rodzinie wymodliła, także to, by urodziła się dziewczynka. „Mówiła mi po latach, – pisze Aleksandra Ziółkowska – że po moim urodzeniu modliła się, aby dziewczynka była zdolna, skończyła studia, «zobaczyła świat»”. Kiedy jednak wróciła do Polski z Kanady – wtedy miałem okazję ją poznać – i ponownie wyjechała do USA na stypendium Fundacji Kościuszkowskiej, jej mama nie ukrywała już żalu i lęku, że bezpowrotnie straciła córkę, pisała do niej: „Kochana Oleńko, Najdroższa Córko (…) Przecież chciałaś być w Polsce, wróciłaś z Kanady (…) Dlaczego wyjechałaś? Dlaczego Ci się Ameryka podoba? Czy ci nie brakuje nas, Polski, mnie?” Gdy poznała Normana, polubiła go i pogodziła się z tym, że jej kochana córka mieszka z mężem w Ameryce. I nigdy do niej nie pojechała. Podobnie jak jej Ojciec, który jak wspomina: „Tata nie gotował, umiał tylko sobie zrobić herbatę i przygotować na śniadanie owsiankę.” Ale za to zgromadził niezwykle interesującą bibliotekę i uczył swe dzieci, jak korzystać z książek. Wspomina autorka, że urodziła się w aurze dwóch wodzów – Romana Dmowskiego, którego zwolennikiem był jej Tato i marszałka Józefa Piłsudskiego, bowiem z rodziny piłsudczykowskiej wywodziła się Mama pisarki. Czytam pełne miłości fragmenty listów, wciąż budzące smutek i żal wspomnienia z ostatnich chwil Ojca, o jego zasłabnięciu przed klatką schodową, o czym autorka i jej Mama dowiadują się gdy rozmawiały ze sobą telefonicznie. W końcu o informacji, jaka do niej doszła od brata o śmierci Mamy… „Chciałabym, by dziś – choćby przez jeden dzień – pobyć z Rodzicami. Powiedziałabym po wielu latach, że każda chwila z nimi była niepowtarzalna. Te wszystkie momenty, dni, miesiące całe są moimi najdroższymi wspomnieniami. (…) Teraz bym powiedziała – jak bardzo ich kocham, Rodziców, braci, teraz, po latach, jeszcze więcej.”

Drugi rozdział poświęcony jest Normanowi. To niezwykły człowiek, chodzące dobro, skromność i ciepło – czego osobiście wielokrotnie doświadczałem podczas naszych spotkań w Krakowie. Był wysokiej klasy chemikiem i specjalistą prawa gospodarczego, pilotem, obserwatorem. Uczył się Polski od podstaw. I pomimo, że nie zdołał opanować języka polskiego, pokochał nasz kraj, pojmował polskość i był patriotą w dosłownym tego słowa wymiarze, w stopniu większym niż niejeden za takiego się uważający Polak. To on, wraz z żoną, pisali listy do senatorów USA, którzy sprzeciwiali się przyjęciu Polski do struktur NATO. On stawał w obronie Polski, gdy na łamach amerykańskiego tygodnika „Time”, pisząc o śmierci zasłużonego w czasie II wojny światowej indiańskiego żołnierza Marines, użyto stwierdzenia, że przez kilkadziesiąt miesięcy przetrzymywany był w „polskim obozie pracy”. Natomiast w książce Jana Nowaka Jeziorańskiego „Polska droga do NATO” można przeczytać słowa: „To oni także [Aleksandra i Norman, przyp. aut], pośród innych osób, organizując listy z podpisami nie tylko Polaków, ale również Amerykanów w Stanie Delavare, zmusili senatora Joego Bidena do złagodzenia stanowiska, które później zmieniło się pod wpływem między innymi ambasadora Koźmińskiego, tak, że jeden z najbardziej zaciętych przeciwników stał się jednym z ważnych zwolenników rozszerzenia. To samo dotyczy senator Kay Hutchison, która ostatecznie głosowała za rozszerzeniem ze względu na opinię swoich wyborców.” Norman spowinowacony był z wybitną aktorką Ingrid Bergman – ojciec Normana i babcia Ingrid byli rodzeństwem. Aleksandra Ziółkowska opisuje to w książce „Ingrid Bergman prywatnie”. Autorka prezentuje nam wiersze, jakie Norman pisał dla niej, o swej miłości do niej… Nie jest to poezja wysokich lotów, a raczej przepojone miłością rymowanki, ale i Norman poetą nie był, więc nie ma powodów do słów krytyki. Mimo wszystko szkoda, że te teksty nie zostały przetłumaczone… Przecież nie każdy zna język angielski, a „wrzucenie” ich do automatycznego tłumacza może dać różne efekty… A przecież to, co napisał prostymi i jasnymi słowy jest tak wzruszające, emocjonalne, pełne miłości i niemal zawsze zakończone jednym zwrotem – I love you / Norman

W końcu część trzecia z wyborem najważniejszych tekstów, znanych ludzi pióra, poświęconych autorce książki i Normanowi. Znajdziemy tam radiowy felieton Elżbiety Nowak „Cichy bohater Solidarności i wolności” (Polskie Radio Program 1), tekst Barbary Wachowicz „Ziele nie szarzeje” (Miesięcznik Polskiego Związku Kobiet Katolickich), Krzysztofa Masłonia „Blisko Wańkowicza. Pan Jezus nie urodził się gdzieś w Polsce” (Rzeczpospolita), Anny Bernat „Kilka czystych taktów” (Nowe Książki), Elżbiety Nowak „Rodzinna izba pamięci” (Niedziela), Andrzeja Dobrowolskiego „Gdy mieszka się poza krajem” (Dzieje.pl).

I część czwarta, w której autorka zamieściła wywiady poświęcone jej twórczości i działalności pisarskiej. Rozmowy z Aleksandrą Ziółkowską-Boehm przeprowadzili Hanna Loch („Podróże”), Radosław Palonka (Miesięcznik Społeczno-Kulturalny”), Danuta Błaszak (Pisarze.pl), Beata Bednarz (Granice.pl), Janusz M. Paluch (Biblioteka Kraków), Wojciech Maślanka (Nowy Dziennik) i Jolanta Wysocka (Nowy Dziennik).

We wszystkich rozmowach z pisarką i tekstach jej poświęconych pojawia się wątek Melchiora Wańkowicza. No cóż, Aleksandra Ziółkowska-Boehm już na zawsze przypisana jest do Wańkowicza. W końcu była nie tylko ostatnią współpracowniczką Mistrza, ale dzięki jej pracy napisał i wydał ostatnią książkę „Karafka La Fontaina”, w dwóch tomach, z czego drugi tom został zadedykowany Aleksandrze Ziółkowskiej. Swój wańkowiczowski los pieczętowała później przez lata książkami poświęconymi Wańkowiczowi (choćby „Blisko Wańkowicza” czy „Na tropach Wańkowicza po latach”), wielotomowe opracowanie wydania jego książek przez Wydawnictwo Pruszyński i s-ka, czy w końcu doprowadzenie do przetłumaczenia na język angielski „Bitwy o Monte Cassino” (dokonał tego prof. Charles Kraszewski) i wydania tego dzieła w 2025 roku w USA (dzięki hojności finansowej weteranów wojennych spod Monte Cassino).

Czytając książkę Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm czuję przebijającą się na jej stronach tęsknotę do Polski. Choć to już inna Polska, jakże odmienna od tej, której uczyła Normana. Zresztą Ameryka też nie jest już taka sama, którą poznawała od podszewki wraz z Normanem wędrując po USA wzdłuż i wszerz. Efektem tych wędrówek jest m.in. niezwykle ważna książka „Otwarta rana Ameryki” poświęcona problemom współczesnych Indian, która ukazała się także w języku angielskim w USA. Gdy pracowała nad książką „Untold Stories of Polish Heroes from World War II”, Norman powtarzał jej: „Pisz, przypominaj, bo w Ameryce ludzie o tym nie wiedzą, że tylko w Polsce, pod okupacją niemiecką i Niemcy wprowadzili karę śmierci dla całej rodziny lub grupy, która pomagała Żydom, a także kiedy zabito Niemca w odpowiedzi rozstrzeliwano Polaków.”

Ameryka pusta bez Normana, w Polsce nie ma już jej rodziców… Rok Melchiora Wańkowicza 2024 też w pewnym sensie domknęła – choć na pewno nie całkiem – książką „Melchior Wańkowicz – przypominany”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Naukowego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pisarce na pewno nie zabraknie tematów do kolejnych książek. Wszak aktywnie udziela się w Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, podróżuje do Polski zaznaczając swą obecność na targach książki, jest aktywna i otwarta na wszelkie wiadomości i nowinki. Jednak we wzruszającym „Oceanie czułości” nie dostrzegam twórczych przesłanek mówiących – co dalej. Pewnie tak miało być. Książką „Ocean czułości” chciała postawić w swym twórczym, a może i prywatnym życiu swoistą cezurę. Gratulując pisarce tej niezwykłej książki i podchodząc do niej jako summy twórczej, czekam z niecierpliwością na „nowe pisarskie otwarcie” Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm.

Ilustracja: Aleksandra Ziółkowska-Boehm i Norman Boehm, skan z książki

*tłumaczenie: redakcja