Miasto
Najpierw Kraków, potem świat
Od jednej do pięciu sekund. Tyle potrzebujemy, by ocenić atrakcyjność drugiej osoby. Ile zajmuje zakochanie się w mieście?
„W Krakowie szybko poczuliśmy się jak w domu” – mówią młodzi ludzie, którzy kilka lat temu przyjechali tu na studia. Z czasem poczucie, że znalazło się swoje miejsce, zaczyna przegrywać z kosztami dorosłego życia.
- Rozpoznanie
Kraków jest tak zakochany we własnym micie, że czasem nie zauważa, jak bardzo świat zdążył go wyprzedzić. Wystarczy spojrzeć na nazwę tego magazynu – najpierw Kraków, potem świat. Nawet gdy w wielu aspektach świat zaczyna nam uciekać, trwamy w naszym podniosłym, festiwalowo-kawiarnianym zachwycie.
A jednak w najnowszym rankingu Time Out Kraków, jako jedyny ośrodek z Polski, znalazł się w pierwszej dwudziestce miejsc najlepiej ocenianych przez przedstawicieli pokolenia Z. Zajął trzynastą pozycję, wyprzedzając między innymi Paryż, Ateny i Wiedeń. Młodzi wysoko ocenili możliwość poruszania się pieszo, życie nocne i łatwość poznawania nowych ludzi.
To miasto od zawsze jawiło mi się jako schronienie dla wrażliwców. Być może dlatego, że nie tylko ja, ale praktycznie wszyscy moi przyjaciele przyjechaliśmy tu z mniejszych miejscowości. Na początku zachwycaliśmy się krakowskimi teatrami, muzeami, ukrytymi kawiarenkami, przeżywaliśmy tu pierwsze miłości, pierwsze wielkie zerwania i małe rozczarowania.

Połączyło nas poczucie, że nie pasujemy do miejsc, z których pochodzimy. Dziwnym trafem powietrze otwartych terenów czasami odbierało nam oddech. Nierzadko nie zgadzaliśmy się ze słowami księdza rozprawiającego na lokalnej ambonie, przekonaniem, że ludzi można dzielić na lepszych lub gorszych ani z tym, że istnieje tylko jeden dobry przepis na życie.
Kraków dawał nam poczucie, że można inaczej.
O ludziach, którzy przyjechali tu na studia i zostali, bo szybko poczuli się jak w domu. I o tym, co dzieje się, gdy dom zaczyna być coraz droższy, a jego mieszkańcy słyszą, że jeśli chcą naprawdę ruszyć z miejsca, powinni wyjechać.
II. Zakochanie
Amelia przyjechała tu z małej miejscowości w województwie świętokrzyskim. Od zawsze interesowały ją kino i teatr. Wiedziała, że chce mieszkać w mieście, w którym oferta kulturowa będzie szeroka. We wsi, z której pochodziła, czuła się trochę obco. Dopiero na studiach poczuła, że znalazła swoje miejsce na ziemi.
Codziennie chodziła pieszo z mieszkania w okolicy parku im. Marka Grechuty na wydział polonistyki przy Gołębiej.
– Pamiętam, że miałam wtedy dużo na głowie. W myślach już planowałam kolejne posiłki, robiłam listę zakupów, próbowałam zapamiętać, czego muszę się nauczyć. Akurat przechodziłam przez Rynek. Uderzyły mnie promienie słońca. Spojrzałam w górę, zobaczyłam wieże bazyliki Mariackiej i od razu się uspokoiłam. Pamiętam, że wtedy pierwszy raz poczułam się tu jak u siebie.
Andrzej też pochodzi z mniejszej miejscowości. Fascynuje go poezja, w wolnych chwilach pisze wiersze, czyta literaturę rosyjską i słucha muzyki. Do Krakowa przyjechał na studia. Szczególnie dobrze wspomina zawieranie nowych znajomości:
– Te spotkania, udane czy nieudane, miały dla mnie jakieś specjalne znaczenie – stwierdza. – Byłem młodszy, zachwycony miastem. Spotykaliśmy się często przy rzeźbie Eros Bendato Mitoraja. Czułem się wyjątkowo. Nie wiem, czy miałbym tak samo w jakimkolwiek innym mieście.
Szybko okazuje się, że Kraków rzeczywiście łatwo podlega idealizacji. Amelia i Andrzej na każdym kroku znajdują ciekawe miejsca. Zwiedzają miasto, które nie uległo dużym zniszczeniom w trakcie II wojny światowej, dotykają historii, stają się częścią pokaźnej społeczności studenckiej, a niedługo później poznają się i zostają przyjaciółmi.
– Kiedy było mi źle, wychodziłam na długi spacer. Zawsze brzegiem Wisły, zawsze obserwując innych – wspomina Amelia.
Kilka miesięcy temu, kiedy wychodziłyśmy z wydarzenia zorganizowanego przez Kraków i Świat na Wawelu, przystanęłyśmy przy murze otaczającym zamek. Było późno, słońce już zaszło, a światła miasta odbijały się na Wiśle. Stałyśmy tak, wpatrzone w ten widok, dopóki nie zaczęłyśmy trząść się z zimna.
III. Kryzys
Według danych Urzędu Statystycznego stopa bezrobocia w stolicy Małopolski wynosi niecałe trzy procent. Andrzej zaocznie studiuje psychologię i przez kilka miesięcy bezskutecznie szuka pracy. Rozsyła CV, często nie dostaje żadnej informacji zwrotnej, stawia się na paru rozmowach kwalifikacyjnych, a potem schemat się powtarza.
Wie, że sporo osób z jego otoczenia wyjeżdża za pracą do stolicy, ale nie chce tam mieszkać. Ma poczucie, że w Warszawie wszyscy gonią za karierą, a on chce żyć inaczej. W pewnym momencie wyjeżdża do Neapolu, zakochuje się w jego klimacie, niespieszności, jedzeniu. Mimo to wraca do Polski i wie, że jego celem jest dom. Kraków.
Próbuje znaleźć mieszkanie.
– Wynajęcie czegoś w pojedynkę nawet nie wchodziło w grę. Jeśli chciałem zaoszczędzić, nie mogłem sobie na to pozwolić – przyznaje. – Szczerze, znalezienie pokoju w dobrej lokalizacji i cenie graniczyło z cudem. Na fejsbukowych grupach ludzie wręcz zabijają się o atrakcyjne miejsca.
Według danych ZBP w roku akademickim 2024/25 średni koszt wynajęcia jednoosobowego pokoju w prywatnym mieszkaniu wynosił 1265 zł miesięcznie. Pokój współdzielony kosztował średnio 993 zł. Dla wielu młodych ludzi dzielenie mieszkania, a nie wynajem całego lokalu, jest podstawowym sposobem na pozostanie w mieście.
Najniższa krajowa to aktualnie 3606 zł na rękę.
Amelia uczy języka polskiego jako obcego. Są wakacje, pracy ma mało i rozsyła CV do miejsc zajmujących się kulturą. Odpisują, że nie szukają nowych pracowników. Orientacyjne wynagrodzenie początkującego nauczyciela to 3800 zł na rękę. Nawet pokój pochłaniałby około jednej trzeciej jej pensji, przed zapłaceniem za jedzenie, transport, telefon czy cokolwiek, co składa się na życie.
Niektórzy z jej przyjaciół musieli wyjechać. Jedni wrócili do rodzinnych miejscowości, inni przeprowadzili się do mniejszych miast, a jeszcze kolejni wyjechali za pracą do Warszawy, Poznania czy Gdańska.
Kiedy jej była współlokatorka Ania zaszła w ciążę, zaczęła szukać innego mieszkania. Szybko okazało się, że nawet na obrzeżach Krakowa ceny są dla niej zbyt wysokie. Zdecydowała się na Niepołomice, gdzie za podobną kwotę mogła wynająć coś w lepszym standardzie.
– Kraków to świetne miasto, ale kiedy założyłam rodzinę, przestało spełniać moje oczekiwania – stwierdza. – Jest zbyt głośno, wszędzie korki, nie ma tu wystarczająco zieleni, a ceny najmu są po prostu kosmiczne. Mniejsza miejscowość była dla nas korzystniejszym wyborem.
W tym całym marazmie dorosłości jedna scena utrzymuje się w mojej pamięci zaskakująco wyraźnie: stoję razem z Amelią i Andrzejem, leje deszcz, miasto jest szare, wyciągamy papierosy, a w tle leci Summertime Sadness Lany Del Rey. Śmiejemy się pod nosem, bo wiemy, że wyglądamy jak niezgrabna parodia ludzi z posępnych teledysków, na których się wychowaliśmy. Przez chwilę gramy tę scenę, trochę dla żartu, trochę na serio. A potem w jednym momencie przestajemy się śmiać.
IV. Decyzja
Jest środek tygodnia, siedzimy przy długim prostokątnym stole. Do Krakowa przyjechała nasza przyjaciółka Ola. Popijamy drinki, plotkujemy. Ktoś opowiada o dobrym filmie, który widział w zeszłym tygodniu, jest głośno, każdy się przekrzykuje.
– Ruszyliśmy dalej, już nie studiujemy. Może tutaj też pewne rzeczy się zmienią? Nie chcę wierzyć, że Kraków jest tylko dla studentów – mówi Amelia.
Według analizy ogólnopolskiego Systemu Monitorowania Ekonomicznych Losów Studentów dotyczącej absolwentów studiów magisterskich z rocznika 2023 ponad 70 procent z nich pozostało w województwie, w którym ukończyli studia. Mimo to z Małopolski wyjeżdżają dość często.
Co więcej, dane ELA pokazują, że w skali kraju osoby, które po studiach wyjechały z województwa uczelni, zarabiały więcej w pierwszym okresie po dyplomie.
Dla wielu młodych ludzi Kraków jest początkiem dorosłego życia, pierwszym krokiem w stronę reszty świata. Andrzej cały czas myśli o Neapolu. Uczy się włoskiego i odkłada wszystkie zarobione pieniądze na podróż. Kiedyś chciałby tam zamieszkać.
– W Neapolu mogę kupić mieszkanie dużo taniej niż w Krakowie – stwierdza. – Ciepło, jedzenie, ten niespieszny styl życia. Ciągnie mnie tam.
Mimowolnie przypominam sobie, jak rodzice pierwszy raz przywieźli mnie do Krakowa. Miałam wtedy kilka lat, wjeżdżaliśmy do miasta zakorkowanymi alejami. Musiały być wakacje, powietrze było lepkie od ciepła i smrodu spalin. Pamiętam, że rozejrzałam się dookoła, po czym dumnie oświadczyłam rodzicom, że właśnie tu zamieszkam.
– Ale póki co zostaję – mówi Andrzej. – Dla ludzi.
Ilustracje: P. Filipiec
