Miasto
Ważne ulice. Krupówki i współczesna zakopianina
W 1919 r. w tekście „Demonizm Zakopanego” Witkacy pisał tak: „Możemy tylko błogosławić siły, które polski organizm obdarzyły takim wyrostkiem robaczkowym (…). Mimo całej pozornej nieużyteczności Zakopane trwać będzie dalej i wytwarzać coraz to nowe formy psychopatołków polskich”.
Zakopianina
Używając stworzonego przez Witkacego terminu „zakopianina”, musimy go chociaż ogólnikowo zdefiniować. (Sam mistrz w swoim tekście zauważa, że wielu nieporozumień nie byłoby wcale, gdyby ludzie piszący zadawali sobie trud definiowania pojęć, którymi się posługują). To rodzaj specyficznej pozy, ulegania atmosferze miasta w sposób powierzchowny i sztuczny. Istnieje bowiem zakopiański wymiar psychiczny, tak niedostępny dla duchowego „cepra”, jak niedostępnym jest wymiar siódmy dla istoty w sześciu tylko wymiarach żyjącej.
Rodzi się na styku fascynacji górami i znużenia teraźniejszością, które prowadzi do teoretyzowania otaczającego świata. W takim błogim zawieszeniu zdawał się żyć nie tylko Witkacy, ale i wielu innych przedstawicieli ówczesnej bohemy, wokół której krążyły opowieści o eksperymentach z substancjami psychoaktywnymi, seksem czy alkoholem.

To elitarne, dostępne tylko wybranym wariatom życie artystyczne sprzed ponad stu lat, uległo gwałtownej restrukturyzacji. Demoniczne Zakopane, z uroczymi kawiarniami, w których niespiesznie popijano napoje wyskokowe, pensjonatami, sanatoriami i flirtami rozpoczynanymi o 11 z rana, stało się pieśnią przeszłości. Przeszłości bardzo atrakcyjnej, bo kto nie miałby ochoty ulec odrobinie zakopianiny?
Po witkacowskim punkcie widzenia do dziś została nam z pewnością pępkowo-centryczna wizja Zakopanego. Choć położone na peryferiach Polski, nadal jest centrum: dla jednych brzydoty, reklamozy i kiczu, a dla innych wypoczynku, dobrego jedzenia oraz folkloru. – Krupówki bardzo się zmieniły. Przeszły drogę od ulicy lokalnej, czyli najkrótszej drogi do Kuźnic, przez mitologizowany salon artystyczno-literacki, aż do współczesnej masowej turystyki. I to wcale nie koniec tej metamorfozy – przekonuje dr Katarzyna Ceklarz etnolożka, antropolożka kulturowa i przewodniczka tatrzańska.
Pępek świata
Zofia Stryjeńska, pochodząca z Krakowa malarka okresu dwudziestolecia międzywojennego, była dla Zakopanego chodzącym skandalem obyczajowym. Za sprawą męża, architekta Karola Stryjeńskiego, zamieszkała tam w latach 1921-1927. Miała podobno podkochiwać się w Witkacym i dumnie nosić na czole opaskę z wetkniętą w nią fotografią artysty. Jej malarstwo było barwne, żywiołowe, emanujące góralskim wigorem. Wyprowadzana z równowagi nieustannymi zdradami partnera, miała po Krupówkach biegać w samej halce, palić jego ubrania, by nie spotykał się z kochankami oraz gonić go z rewolwerem. Ten Zofii dłużny nie był – za jego sprawą trafiła dwukrotnie do szpitala psychiatrycznego.
Zakopane lat 20. XX wieku stało się kanwą tej, ale i wielu innych nietypowych historii. Na Krupówkach pełno było eleganckich pensjonatów, księgarni czy sklepów z rzemiosłem podhalańskim. Ci, którzy do Zakopanego dojeżdżali, należeli do zamożniejszej warstwy społeczeństwa, więc upodobali sobie to miejsce ze względu na jego elitarność. Czas spędzali m.in. w położonym przy Krupówkach luksusowym hotelu Morskie Oko, w którym występowała Hanka Ordonówna czy Eugeniusz Bodo.
Wystrój wnętrza, a także sama scena została zaprojektowana przez Stanisława Witkiewicza, który również namalował na kurtynie widok na Morskie Oko. Przy stolikach mogło zasiąść ponad dwieście osób, koncerty dawał Szymanowski, spotkania literackie urządzał Reymont, Przerwa-Tetmajer czy Żeromski. Dziś po dawnym blasku, nie pozostało wiele.
– Hotele Morskie Oko, Orbis, Giewont, którego miejsce zajęła dziś galeria Reserved, czy kawiarnia Europejska – te miejsca pokazują, jak zmienia się miasto – mówi dr Katarzyna Ceklarz. – Ta ostatnia nadal jest kawiarnią, ale funkcjonuje w zupełnie innym stylu niż jeszcze kilkanaście lat temu. W Europejskiej przez długi czas zachowane było socrealistyczne wnętrze, które wielu osobom kojarzyło się z atmosferą PRL-u. Dziś wygląda ono zupełnie inaczej. Takie procesy są jednak naturalną metamorfozą miasta. Krupówki to świetne poletko badawcze, pokazujące, co dzieje się w biznesie. Jest ruch, jest wymiana, bo wynika to z istniejącej potrzeby.
Złota ulica
Jeśli szukać momentu, który najmocniej ukształtował współczesne Krupówki, trzeba cofnąć się nie do czasów wojny, lecz przełomu ustrojowego. Zdaniem dr Katarzyny Ceklarz to właśnie transformacja po 1989 roku była punktem zwrotnym. Wraz z otwarciem gospodarki na mechanizmy wolnego rynku do Zakopanego wkroczył kapitalizm, a Krupówki zaczęły błyskawicznie zmieniać się w przestrzeń podporządkowaną prawom rynku.
Dziś przedsiębiorcy nie bez powodu nazywają je złotą ulicą. Każdy nowy biznes ma tu szansę szybko znaleźć klientów, bo deptakiem przechodzą miliony turystów. Antropolożka wspomina tutaj przykład Księstwa Góralskiego, które zaczynało od niewielkiego wózka z kukurydzą, a dziś jest prężnie rozwijającą się firmą. – Można się kłócić, czy to co produkują, jest zgodne z tradycją, ale to zupełnie inny temat. Ta ulica była i jest trampoliną biznesową – przekonuje.
Biznesów rzeczywiście tu nie brakuje: sklepy odzieżowe, restauracje, stragany z pamiątkami, wózki z serkami, a jednak jakościowych pamiątek jak na lekarstwo. Sprawę zauważa nawet burmistrz Zakopanego, który chce promować lokalne rękodzieło. Ogłasza przetarg na stoisko, który okazuje się niewypałem. Nie zgłasza się nikt, bo handlowcy obawiają się nierentowności.
Za utrzymanie względnego porządku ma odpowiadać Park Kulturowy, czyli rodzaj prawnej ochrony krajobrazu kulturowego, który skupia się na regulowaniu reklam, handlu i usług. Mieszkańcy Podhala przyznają, że widzą zmiany w wielkości i estetyce szyldów na Krupówkach, ale zwracają uwagę na inne problemy: chociażby te związane z hałasem i niekontrolowaną inwazją ulicznych artystów.
– W ostatnich latach na deptaku pracowało jedenaście kapel romskich. Wszystkie nielegalnie, żadnej z nich nie zatwierdzono w urzędzie. Były to grupy lotne, więc w momencie, w którym pojawiała się straż miejska, znikali, żeby pojawić się znowu dwadzieścia minut później. Generują hałas, więc nie dziwię się mieszkańcom, że to miejsce staje się dla nich uciążliwe. Jeśli cały dzień słuchają “Ale, ale, Aleksandra”, łatwo im się zdenerwować – konkluduje dr Ceklarz.
W ostatnich latach ulicę zdominowały sklepy z żelkami, które wyparły nieźle oceniane restauracje i markowe sklepy z odzieżą sportową. Kuszą kolorowymi wnętrzami, a właściciele arabskim turystom oferują nawet żelki halal. Według Tygodnika Podhalańskiego marże oscylują w okolicach trzystu, a nawet siedmiuset procent. Jak podkreśla dr Ceklarz, handel przy tej ulicy od zawsze podlegał zmieniającym się modom. Tak jak zniknęły dawne lokale, tak z czasem przeminie również moda na słodycze. Najważniejsze jednak, by kolejne biznesowe pomysły nie odbywały się kosztem historycznej zabudowy i tych elementów dawnego charakteru ulicy, które mimo wszystko przetrwały do dziś.
Gdzie została dusza
– Jeśli przymrużymy oczy, to w okolicach Muzeum Tatrzańskiego, Dworca Tatrzańskiego czy Zespołu Szkół Budowlanych im. dra Władysława Matlakowskiego zobaczymy świat najbliższy złotej erze Zakopanego – mówi dr Ceklarz. – To właśnie tam kręcono część zdjęć do filmu „Dżentelmeni”. Te trzy obiekty praktycznie nie zmieniły się od momentu powstania.
Na fasadzie budynku Bazaru Polskiego znajduje się również zrekonstruowany kubistyczny fresk Zbigniewa Pronaszki. Powstał w 1916 roku na prośbę Wincentego Szymborskiego, ojca przyszłej noblistki. Zamawiający oczekiwał klasycznego przedstawienia Matki Boskiej Częstochowskiej, ale artysta miał inne plany. Zasłonił się matami, poprosił, żeby mu nie przeszkadzano, a kiedy odsłonięto dzieło, oczom zebranych ukazała się kubistyczna interpretacja obrazu.
Według wspomnień fundatora bardziej przypominała przekrój salcesonu czy fragment wystawy z damską bielizną niż święty wizerunek. Fresk szybko pokryto tynkiem. Odkryto go dopiero niemal sto lat później podczas remontu budynku, a dziś można oglądać jego rekonstrukcję wykonaną z wykorzystaniem technologii druku 3D. – Ta historia to Zakopane w soczewce. Chcemy, żeby było konserwatywnie i klasycznie, ale miasto się temu wymyka – zauważa dr Ceklarz.
Mimo pozostałości imponującej architektury Krupówki nie zostały wpisane do rejestru zabytków. Przez dekady ich zabudowa zmieniła się tak bardzo, że trudno mówić o spójnym ciągu zabytkowym. Ostatnim momentem „sprzątania” ulicy był okres II wojny światowej, kiedy Niemcy burzyli przybudówki, wiaty i garaże. Po 1945 roku zabudowa rozwijała się chaotycznie.
Płacą mieszkańcy
Sto lat temu w góry przyjeżdżano na minimum trzy miesiące, bo inaczej po prostu się nie opłacało. Goście jechali najpierw pociągiem do Chabówki, a potem furmanką do samego Zakopanego. Podróż była długa i męcząca. Współczesna kultura mobilności umożliwiła dużo wygodniejszy dojazd, ale i sprawiła, że czas, który turyści spędzają pod Tatrami uległ zdecydowanemu skurczeniu. Teraz to średnio kilka dni.
Proces gentryfikacji centrum miasta widać gołym okiem. Przy samych Krupówkach na stałe mieszka dziś zaledwie około 200 osób, w większości starszych. Podczas badań prowadzonych przez dr Ceklarz i jej studentów udało się przeprowadzić jedynie 36 wywiadów z zameldowanymi mieszkańcami. To, jak podkreśla badaczka, obrazuje wpływ masowej turystyki na codzienne życie lokalnej społeczności.
Coraz mniej osób chce mieszkać w samym centrum Zakopanego. Powody są prozaiczne: nieustanny hałas, wysokie koszty życia, utrudniony dojazd, problemy z parkowaniem i tłumy turystów, które potrafią całkowicie sparaliżować ruch pieszy. Zresztą o wyraźnym niskim sezonie trudno dziś w Zakopanem mówić, bo miasto jest przecież oblegane przez zdecydowaną część roku.
Przy okazji zbierania wywiadów okazało się również, że na osiedlu usytuowanym blisko Krupówek tylko dwa z ośmiu mieszkań są stale zamieszkane. Reszta jest przeznaczona na wynajem krótkoterminowy.
– Problemem nie jest sama obecność turystów ani działalność gospodarcza. Problem zaczyna się wtedy, gdy przestrzeń jest projektowana wyłącznie pod potrzeby rynku, kosztem lokalnej społeczności, która stopniowo traci wpływ na swoje otoczenie. Dobrym przykładem jest Rówień Krupowa. Zimą część parku zostaje zamknięta, powstaje tam płatny park świateł, a mieszkańcy tracą ogólnodostępną przestrzeń na rzecz komercjalizacji. Dlatego uważam, że w takich miejscach decydujący głos powinni mieć przede wszystkim mieszkańcy, a nie biznes – stwierdza dr Ceklarz.
Zmiana
Współczesny turysta doświadcza Zakopanego z inną intensywnością. Pobyt trwa krócej, a jego ważną częścią staje się relacjonowanie wyjazdu w mediach społecznościowych. Można uznać to za powierzchowne, ale podobne mechanizmy działały już ponad sto lat temu. – Zastanówmy się, czy Tytus Chałubiński pisząc o swoich pobytach w Zakopanem i wycieczkach bez programu, też nie chwalił innym. Może mamy więcej wspólnego niż sądzimy? – pyta antropolożka.
Zakopane nie jest już tak elitarne, ale nadal to miejsce, które zachowuje symboliczny status zapoczątkowany w XIX wieku. Tylko w 2025 roku Tatrzański Park Narodowy odnotował ponad pięć milionów wejść – rekordowy wynik w historii wszystkich parków narodowych w Polsce. A trzeba pamiętać, że turystów, którzy miasto odwiedzili, a takich biletów nie kupili, może być sporo. Ta skala popularności pokazuje, jak bardzo zmienił się sposób doświadczania Zakopanego.
Dawne artystyczne pozy ustąpiły miejsca konsumpcji miasta. Kolorowe sklepy z żelkami, uliczna muzyka i komercjalizacja stały się częścią krajobrazu Krupówek, choć wciąż przebijają przez nie ślady dawnego Zakopanego. – Dzisiaj zakopianina to bardziej proces negocjowania tożsamości lokalnej z globalizacją. To laboratorium współczesnej polskiej tożsamości, miejsce, w którym autentyzm ściera się z komercjalizacją. Krupówki są osią Zakopanego, a soczewką kondycji naszego społeczeństwa – konkluduje dr Ceklarz.
Ilustracja: Autorstwa Jonathanawhite z angielskiej Wikipedii – Na Commons przeniósł z en.wikipedia użytkownik Kafuffle z pomocą narzędzia CommonsHelper., Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=13136368
