PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Swoją drogą

Mundial 2026

Anna Petelenz
Swoją drogą Anna Petelenz

Nie tylko po ostatnim meczu.

Trudno mi czasem uwierzyć, że w ’98 roku płakałam w poduszkę po karnych Holandia-Brazylia. Biedny Edwin van der Saar! Biedny Edgar Davids i jego niesamowite okulary! Z gadżetów, które wtedy były dostępne (czyt. nie były dostępne) kupiłam w kiosku pomarańczową frotkę do włosów. W kiosku była też „Piłka nożna” i „Bravo Sport”. Plakat piłkarskiego Chrystusa, czyli Gabriela Batistuty, wisiał na drzwiach do pokoju. W ’98 z Brazylią wygrali Niebiescy i od tego czasu tylko oni się dla mnie w piłce liczą.

Wy, którzy czytacie teraz ten tekst na smartfonach lub komputerach, jeszcze cztery mundiale temu na pewno kupowaliście gazety. Wydanie piątkowe, sobotnie i pewnie poniedziałki z reportażami. Do tego jakiś tygodnik, a niektórzy miesięczniki specjalistyczne. W 2026 gazeta jest gadżetem, i to nie tak tanim jak frotka do włosów – przeciwnie. Dziś to już prawie produkt premium i artefakt mijającego świata. Doskonale wyczuła to jedna z sieci handlowych i wraz z powrotem oldskulowych produktów, takich jak kocie języczki, lody solo czy gumy kulki i w gratisie do zakupów wypuściła w rynek… gazetę. Chrześcijanie mają Wielkanoc, millenialsi – zmartwychwstanie „Bravo”.

Trzydzieści lat temu „Bravo” informowało o bałaganie w domu Kelly Family i depresji  Britney Spears, przyklejało się plakaty Backstreet Boys’ów i śniło o karierach jak Spice Girls. „Bravo” było oknem wielkiego świata, bodźcowaniem dziesięciolatków do marzeń o życiu „na zaś”, czegoś dalszego, Hollywoodu i wielkich scen dostępnych niemal na wyciągnięcie ręki. Bravo w supermarkecie do kupowanych pieluch i śmietany jest po drugiej stronie tamtych snów. Jest esencją kapitalizowania nostalgii, sprzedawania po raz kolejny tego samego, tylko w innym świecie, takim z którego szuka się wytrychu do ucieczki. Nostalgia – najładniejsza lub najsmutniejsza forma tęsknoty, czyli z greckiego:  νóστος – powrót do domu, i ἄλγος – ból. W tym przypadku – za beztroską popkultury i poczuciem, że wystarczy popatrzeć przez lizak deseniowy na słońce i wszystko będzie dobrze. „Bravo” w spożywczaku w 2026 roku rozczula i bawi, ale i przypomina, że o wielkim świecie można pomarzyć dopiero po zastockowaniu lodówki.

A to wszystko w trakcie Mundialu.

Tegoroczna fiesta piłkarska trwała o wiele za długo, ale znów okazała się ciekawym społecznym eksperymentem. Social media oszalały na punkcie norweskiego piłkarza Erlinga Haalanda, Europejczyków wracających do hoteli piechotą i teorii spiskowych wokół Argentyny. Przypomniano bramki Zidane’a i sesję zdjęciową Messi-Yamal. Znaczenia się wymieszały i trwały w bigosie viralowych dopamin, w których prostota dawnej pomarańczowej frotki jest już niemożliwa.

Mundial ’26 miał też wielki plus dla psychiki znękanego, polskiego narodu. Wreszcie obyło się bez Meczu, potem Meczu O Wszystko i wreszcie Meczu O Honor. Nie było dekorowania samochodów, modlitw o wyjście z grupy i dziesiątek promocji na zakup biało-czerwonych czapek, wuwuzeli i szklanek z Lewandowskim dodawanych do dwóch opakowań proszku do prania. Wreszcie byliśmy wolni! I może za tym będziemy nostalgizować za kolejne cztery Mundiale?