Subiektywnie
Mój osobisty Dzień Matki
Mama. Dzień Matki. Powinien być cały rok. To taki dzień w kalendarzu, który niby raduje, ale wielu docenia go dopiero wtedy, gdy już nie da się go w pełni wykorzystać.
Do tej grupy, wybaczcie ten osobisty ton drodzy Czytelnicy, i ja – niestety – należę.
Zawsze była, jak coś bolało. Pomocna – gdy prosiło się o pomoc. No i ten niedzielny rosół (- Kto by tam kupował makaron w sklepie, makaron trzeba robić do niedzielnego rosołu samemu…). Żartująca z wielkich słów, ale i irytująco poważna, gdy chodziło o inne wielkie słowa. Uśmiechnięta. Ale i kwaśna, gdy uważała, że ją zawodzę.
Oh, jakże uwielbiam stary, żydowski dowcip o matce, która dała synowi sweter czerwony i sweter błękitny, a kiedy ten, aby jej sprawić przyjemność włożył sweter czerwony, od razu usłyszał: „To co, błękitny ci się nie podoba?”
Z tego dowcipu się nie śmiała.
Bywała też śmieszna, gdy wykazywała swoją nadopiekuńczość wobec mnie, starego już wtedy chłopa i ojca dzieciom. Kiedy to zauważałem, mówiła: „Nie śmiej się ze mnie”, i nawet moje gorące „Ja się nie śmieję z ciebie, ja się śmieję do ciebie z miłością”, nie poprawiało jej humoru.
Muszę wspomnieć, że podziały polityczne – Mama to Polska katolicka, ja od zawsze liberał – leciutki, doprawdy leciutki cień, ale jednak rzucały na niedzielny obiad. Do dziś parskam śmiechem, gdy wspominam, jak to chciałem podejść chytrze mamę przy wyborach prezydenckich po katastrofie smoleńskiej (przypominam: Bronisław Komorowski vs Jarosław Kaczyński). Więc na jej pytanie na kogo głosować, chytrze zadeklarowałem, że na tego z kim będzie wyborcy lepiej. A na drążące pytanie, że jej, biednej emerytce, to już z nikim nie będzie lepiej, poszedłem w ułańską szarzę: – Więc Mamusiu, zagłosuj na tego, z kim twojemu synkowi będzie lepiej. Na Komorowskiego.
Popatrzyła kwaśno, a w dwa tygodnie później, tuż przed drugą turą, nim podała niedzielny rosół, mama posadziła przy stole ojca (bał się jej, oj bał – a ubodzy byli oboje, że ho-ho – to ważne uzupełnienie) i poważnie zadeklarowała: – Synku, długośmy myśleli o tym co powiedziałeś, ale jednak będziemy głosować na Kaczyńskiego. A tobie w razie czego jakoś będziemy pomagali…
Zadławiłem się rosołem ze śmiechu, bo wpatrywaliśmy się jednocześnie w telewizor, który kupiłem im niedawno, bo ich nie było stać na to urządzenie.
Ale, nie powiem, mamę po tym wyznaniu kochałem jeszcze bardziej, choć oczywiście zagłosowałem na Komorowskiego, i choć oczywiście wcale nie było mi z nim dobrze.
Lecz, powiedzmy szczerze – kto ma czas na rodziców, gdy świat wokół roztacza uroki swe, gdy na gar szamy trzeba zapracować i jednak przyjrzeć się własnym dzieciom? Więc bywa różne, a czasami wybory, których się dokonuje, są bardzo trudne i ciążą potem latami.
Dlatego, kiedy z kimś rozmowa schodzi na dróżki bardziej osobiste, prywatne, jak właśnie na przykład rozmowa o rodzicach, często dopowiadam: – Kurcze, ale ci zazdroszczę. Naciesz się nimi obojgiem, naciesz Mamą, póki możesz. Nie bój się płaczliwego przytul, nie wahaj się powiedzieć kocham, nie zapominaj o uśmiechu.
*
Mama. Pamiętam. Tęsknię.
Ilustracja: archiwum Autora