Rekomendacje
„Kobiety przynoszą nam wolność”
Przypominamy debatę prowadzoną przez Andrzeja Morozowskiego [*].
Takie hasło przyświecało dyskusji zorganizowanej w związku z przyznaniem Krystynie Jandzie przez miesięcznik „Kraków” medalu „Za mądrość obywatelską”. Prezentujemy zapis fragmentów spotkania zorganizowanego – nie przez przypadek – niemal dokładnie w 30. rocznicę epokowych wyborów 4 czerwca 1989 roku.
Witold Bereś: Czy kobiety przynoszą nam wolność?
A czy teraz ją przyniosą? I nie chodzi tylko o politykę. Bo symbolem jest choćby to, że poziom płac identycznie wykształconych i zajmujących to samo stanowisko pracowników bywa inny w przypadku kobiet i mężczyzn. Jeszcze większą hańbą jest brutalna ingerencja państwa w życie intymne obywateli, co w szczególności odbija się na życiu kobiet. Równocześnie nie chodzi też o język, choć tu akurat można wrzucić kamyczek do ogródka feministycznego: mnie akurat irytuje doktrynalne mówienie o potrzebie rewolucyjnej zmiany języka, sprowadzającej się do używania dziwolągów typu „premierka” zamiast zwrotu „pani premier”.
Dowodem na to, jak człowiek się zmienia, jest to, że jeszcze kilka lat temu należałem też do przeciwników odgórnego ustalania równej liczby kobiet i mężczyzn wśród kandydatów na listach wyborczych. Ha, ha, ha, śmiałem się, przecież mamy wybrać lepszych, a nie decydować ze względu na płeć. Przekonała mnie dopiero Kazia Szczuka: Bereś, ale wybierasz za kurtyną, wybierasz więc, kogo chcesz. Tylko musisz dostać okazję wybrania kobiety, mężczyzny lub transwestyty – kogo chcesz. Wolność zostaje, tylko musisz dać szansę.
Na szczęście jest i tu poprawa. Minęło 30 lat od Okrągłego Stołu. Wtedy, podczas głównych obrad po stronie rządu siedziała jedna kobieta i po stronie „Solidarności” też jedna, Grażyna Staniszewska. Wcześniej, jeszcze w czasach podziemia, koledzy związkowcy też nie chcieli jej przekazać władzy przewodniczenia regionowi Podbeskidzie, bo uznali, że nie będą baby słuchać. A sami się też do tej niebezpiecznej roboty nie palili.
Dlaczego o tym mówię? Bo chcę podkreślić, że mamy prawo się mylić i zmieniać zdanie. Kraków jako miasto i „Kraków” jako miesięcznik też nie boją się przyznania do błędów, bo wiedzą, że najważniejszą rzeczą jest słuchanie i rozmowa.
Przedstawiam Państwu ludzi, którzy wiedzą o tym wszystko i wyprostują moje i Państwa błędy. Jest z nami Krystyna Janda. Jest Masza Potocka, kuratorka sztuki i szefowa muzeum MOCAK, gospodarza tego spotkania, oraz Iga Dzieciuchowicz, felietonistka „Krakowa” i autorka „Codziennika Feministycznego”. I wreszcie Ewa Lipska – wielka poetka, a również felietonistka „Krakowa”.
Spotkanie poprowadzi Andrzej Morozowski. Dziękuję, przyjacielu, że przyjechałeś do nas specjalnie z dalekiej Warszawy.
Andrzej Morozowski: Witam Panie. Ewa Lipska powiedziała mi przed chwilą, że nie jest feministką. Dlaczego Pani się odcina?
Ewa Lipska: Czym innym jest walka o sprawę kobiet, a czym innym, że tak powiem, ideologiczny feminizm. Ja takiego feminizmu nie reprezentuję i nie mam nawet takiej potrzeby. Raczej mi jest bliski ten XIX-wieczny stosunek do walki o prawa kobiet, kiedy to kobiety zakładały na przykład grupy samopomocowe i powoli żądały dla siebie kolejnych praw. Jak się dawniej pojechało na wioski polskie, to było tam zawsze koło gospodyń wiejskich czy coś w tym rodzaju. One tam haftowały serwetki, ale równocześnie coraz bardziej zaczynały domagać się choćby wpływu na wybór sołtysa. Na zasadzie: nie jesteśmy tylko do gotowania.

Morozowski: Pani Krystyno, Pani chyba nie powinienem pytać, czy Pani jest feministką, bo Panią pamiętam z filmu Człowiek z marmuru, gdy Pani grała Agnieszkę.
Krystyna Janda: Jak grałam de facto mężczyznę!
Morozowski: Feministkę. Ja wtedy byłem młody i nie umiałem tego nazwać.
Janda: Nigdy nie czułam, że jestem gorsza od jakiegokolwiek mężczyzny, że jestem głupsza, nigdy nie zarabiałam mniej niż moi koledzy. Zawsze byłam w jakimś sensie szefową, decydowałam o tym, co będę grała i jak będę grała. Nikt nigdy mnie nie ograniczał. Jestem pierwszą kobietą w mojej rodzinie, która się rozwiodła. A wiem z mojego dzieciństwa, że większość to były nieszczęśliwe kobiety w związkach, których nie miały odwagi opuścić, ponieważ nigdy w rodzinie nie było rozwodów.
Masza Potocka: Ja mam wrażenie, że jestem mężczyzną. Natomiast mam również poczucie obowiązku walki o prawa człowieka. Tutaj oczywiście pojawiają się prawa kobiet.
Natomiast mam również wrażenie, że feminizm przegiął, że w pewnym sensie doprowadziliśmy do dezorientacji męskości u mężczyzn. Pamiętajmy, że mężczyzna to jest istota zdeprawowana dwoma tysiącami lat władzy. My w tej chwili mamy wykształcenie, mamy prawo do kariery i mamy intuicję, którą w walce z mężczyznami wyrobiłyśmy przez te dwa tysiące lat. Jesteśmy totalnie uzbrojone. Tak że musimy w tej chwili troszeczkę zacząć się opiekować mężczyznami. Ja jako mężczyzna z poczuciem obowiązku do walki o prawa człowieka, walczę o prawa mężczyzny również w tej chwili.
Iga Dzieciuchowicz: Pracując w „Codzienniku Feministycznym” też często mam wrażenie, że bardziej walczę o prawa człowieka niż prawa kobiet. Przychodzi do nas dużo listów od kobiet, które dotyka ogromna przemoc – nie tylko ze strony partnerów, mężów i ojców, ale też instytucjonalna ze strony państwa.
Dla mnie feminizm jest walką o to, żeby ta przemoc się skończyła i żeby powstały instytucje, które kobiety będą chronić. Bo w tym momencie Polska jest krajem, który nie chroni kobiet.
Morozowski: Pani Krystyno, do Pani mam pytanie o słynny mem. Mężczyzna trzyma banknot, kobieta ze wsi modli się do tego banknotu i na górze napis „Daj głos!”. To jest po wyborach. Pani go zamieściła u siebie na Facebooku. Znalazłem w internecie wypowiedź pani, która się przedstawia, że jest w zarządzie głównym KOD, więc nie jest bynajmniej przedstawicielką PiS-u, i pisze mniej więcej tak: oglądam memy, które z ludzi robią klęczące małpy, dzielą Polskę na lepszą i gorszą… Wy nie znacie najwyraźniej problemów zwyczajnych ludzi w zwyczajnym świecie. Gdzie są prawa kobiet, kiedy mówimy o Halinie z czwórką dzieci, dla której 2 tysiące to jest właśnie godność, to są właśnie prawa kobiet? Niejedna Halina może kupić teraz dziecku trampki i ananasa, i jeszcze sobie żakiet na komunię syna i farbę do włosów w kiosku, żeby jej sąsiadka nałożyła.
Janda: W ogóle nie zwróciłam uwagi, czy klęczy kobieta czy mężczyzna. Zwróciłam uwagę na to, że to jest rysunek mówiący o korupcji wyborczej. Tylko to mnie zainteresowało. Jestem absolutnie przeciwna 500+ dla bogatych. Matki samotnie wychowujące dziecko są odcięte od 500+. Z jakiego powodu? Tyle jest potrzeb, tylu ludzi potrzebujących pieniędzy, niepełnosprawnych. Nauczyciele – trzeba im dać pieniądze. Po co 500+ dla bogatych? Jestem tylko przeciwko temu.
Morozowski: A jak się Paniom podoba?
Potocka: Ktoś, kto pisał, że ona jest ze wsi, już dawno nie był na wsi. Kobiety tam inaczej wyglądają.
Morozowski: Ona wygląda jak mieszkanka wsi z czasów Chłopów Reymonta.
Potocka: Absolutnie. Ale trzeba uważać z obrazami, które się umieszcza, dlatego że obrazy zawsze mówią więcej, niż się wydaje.
Dzieciuchowicz: Feministkom się nie spodobało bardzo to, że pani Krystyna to umieściła. Ale ja rozumiem, że to był komentarz do wyborów. Też tak to zrozumiałam. Ale dla wielu osób ten rysunek się okazał za mocny i stygmatyzujący.
Morozowski: Jako człowiek, który się od lat obserwuje scenę polityczną, miałem nadzieję, że jak się pojawią w polityce kobiety, to ona złagodnieje. A mam wrażenie, że kobiety w polityce nie tylko nie wprowadzają żadnej łagodności, ale wręcz ją zaostrzają. Osobą, która dostała najwięcej głosów w ostatnich wyborach, jest Beata Szydło. Najbardziej się ją pamięta z krzyków z mównicy sejmowej, że nam się należało. Temu elektoratowi była pani premier się podobała.
Janda: Jako aktorka obserwuję, jak ona mówi i dlaczego ona robi wrażenie. Ona ścisza na końcu każdego zdania, jakby jej nie zależało, i robi kropki.
Morozowski: Myśli Pani, że miała lekcje retoryki?
Janda: Nie, myślę, że ona taka akurat się urodziła. Pani Szydło ma nerwy z żelaza. Pani Szydło nie ma emocji. Ale potrafi zagrać wkurzenie.
Morozowski: Czy nie uważacie, że pani Szydło to wzór feministki?
Lipska: Myślę, że tutaj gra wizerunek dobrej cioci, który się sprawdził. To, że pani Szydło jest uważana za osobę, której Warszawa nie zepsuła.
Janda: Ale żeby wrócić do tematu: kobiety są wspaniałe. Naprawdę. Założyłam fundację 14 lat temu. To ciężka sprawa: tylko 40 etatów na dwa wielkie teatry, które zagrały dziewięćset razy w tamtym roku. Dookoła mnie są same kobiety i wiem, że wszystko będzie w porządku: że one wstaną w nocy, wszystko zrobią, przewidzą, będą myślały do przodu, że zapobiegną katastrofom. Mam absolutne poczucie bezpieczeństwa z tymi dziewczynami. Wiele z nich jest wykształconych, inteligentnych, mają mieszkania, mają samochody i nie mają partnerów życiowych. Druga połowa ma partnerów życiowych, których w jakimś sensie podtrzymuje, utrzymuje, a oni zajmują się wyższymi sprawami. Kobiety pracujące dookoła mnie dają mi poczucie bezpieczeństwa. I odwrotnie jest wśród aktorów. Mężczyźni aktorzy dają mi poczucie bezpieczeństwa, że nic się nie stanie, że będą grać, a kobiety – same problemy.
Morozowski: Czy to jest kwestia przypadku, czy to jest kwestia płci?
Janda: To kwestia innej wrażliwości. Specyfiki zawodowej. Aktorki to kobiety wrażliwe, ale i przewrażliwione na swoim punkcie – to jest zarządzanie trudnym materiałem osobowościowym.
Morozowski: Powiem ze swojego podwórka: często mi się zdarza, że odmawia mi przyjścia do programu kobieta i jak się poskrobie dlaczego, to się okazuje, że nie była u fryzjera, że nie ma zrobionych paznokci itp. Mężczyzna nigdy takiego powodu nie poda.
Potocka: Bo to nie jest tak całkiem równo. Marzy mi się, żeby skończyć z tym rozgraniczeniem, żeby wreszcie zacząć mówić o ludziach. Ale cały czas jesteśmy na pozycji lekko kokietującej pięknotki. Cały czas w jakiś sposób próbujemy się przypodobać mężczyznom, co nie jest wyłącznie kwestią tego że mamy szpilki, makijaże czy się stroimy, ale również to pojawia się na co dzień w pewnego rodzaju zachowaniu.
Moim zdaniem blokuje również pewien rodzaj niezależności myślenia. Zaproszono mnie do tej rozmowy i myślałam, że mówimy o wolności. O wolności, a nie o tym, że kobieta ma dawać wolność.

fot. Grzegorz Kozakiewicz

fot. Grzegorz Kozakiewicz

fot. Grzegorz Kozakiewicz
Morozowski: Pani, która krytykuje mem upowszechniony przez panią Krystynę, pisze, że wolność to są pieniądze. Jeśli się ma 500+.
Potocka: Pieniądze to jest swoboda. Wolność to jest pewien rodzaj niezależności własnego istnienia w stosunku do świata. My się dużo w MOCAK-u zajmujemy Holokaustem. Badałam więc również problem wolności w obozie koncentracyjnym. Tam były dwa sposoby na wolność. Jeden to była religia indywidualna, egoistyczna wolność. Drugi to było pomaganie innym. To, co robi również pani Krystyna – w momencie kiedy jestem teatrem, a nie jestem sobą, zapominam o sobie, jestem dającym. To była wolność, którą również wypracowano w obozach koncentracyjnych. Jak daję, to przestaję tak cierpieć, ponieważ nie ja jestem najważniejszy.
Tutaj wiele kobiet, takie działaczki trochę jak my wszystkie, potrafi znaleźć swoją wolność. To jest pierwsza wolność. Druga to jest wolność taka, żeby człowiek potrafił ocenić to, co mu mówią. Kobieta na tym memie jest jej pozbawiona z różnych powodów – nie dostała tego daru oceniania sytuacji, w którą została wplątana. Wolność – pieniądze. Biorę, bo to wolność. Nieprawda, bo wolność jest zupełnie gdzie indziej.
Morozowski: Ale pieniądze dają poczucie wolności, bo trzeba mieć miejsce, gdzie się żyje.
Potocka: Swobody.
Morozowski: Swoboda to nie jest to samo, bo można kupić jedzenie dla dzieci, bo można kupić buty dla dzieci, bo kobieta, która ma dzieci, troszczy się o nie. Dla niej posiadanie pieniędzy to jest poczucie bezpieczeństwa.
Potocka: To jest poczucie bezpieczeństwa, ale pieniądze mają aspekty – albo ma się ich tyle, żeby przeżyć, i wtedy się nie nazywają pieniądze, albo ma się ich dużo więcej i o takich pieniądzach ludzie najczęściej mówią.
Dzieciuchowicz: Dla mnie wolność jest troszeczkę gdzie indziej. Jeśli myślę o kobietach, które mi przynoszą wolność dziś, to są dla mnie kobiety, które przerwały milczenie. Nie mówię tylko o kobietach znanych, jak Kasia Figura, która mówiła o przemocy domowej, czy Weronika Rosati ostatnio, ale w ogóle o takich zwykłych kobietach, które mają odwagę opowiedzieć o swojej krzywdzie. Myślę na przykład o byłej żonie posła Piaseckiego, która ujawniła straszną przemoc, która ją dotykała, i rozpoczęła ogólnopolską debatę na ten temat.
To są dla mnie współczesne bohaterki, bo poruszają tematy, których nikt nie chce ruszyć. Zazwyczaj wszyscy zmieniają temat. Jeżeli ten temat się rozpoczyna, to najlepiej powiedzieć kilka wyświechtanych słów o tym, że nie wiadomo jak to było, a w ogóle to po co tam szła, po co piła.
Te kobiety powinny otrzymać medale. Powiedzieć publicznie o swojej krzywdzie jest ogromną odwagą. Większość kobiet milczy.
Morozowski: Wynik ostatnich wyborów pokazał, że wygrała partia, która jest partią patriarchalną. Mają tam jako przywódcę dobrego ojca, oni go tak traktują. Okazało się, że 45 proc. Polaków uważa, że tak to powinno wyglądać. Dlaczego tak jest?
Lipska: Marcin Król powiedział mądre zdanie, że do rządzenia trzeba mieć albo pieniądze, albo seks. Tak się składa, że partia rządząca ma pieniądze, które rozdaje w różnych momentach, natomiast partia opozycyjna nie jest, jak do tej pory, sexy. Zobaczymy, co będzie dalej, bo pieniądze się kiedyś kończą.
Janda: Oczywiście wiadomo, że jest przemoc domowa i wiadomo, że instytucje państwa tych kobiet nie bronią. Dlatego między innymi, że jest taka tradycja patriarchalna. Dlatego że matki wychowują tak synów. To, że mężczyźni są tacy, jacy są, to między innymi wina kobiet.
Morozowski: Dlaczego one ich tak wychowują? Przecież to nie jest w ich interesie.
Janda: Takie są tradycje i nikt tych tradycji nie przełamuje. Natomiast faktem jest też, że matka dostaje opiekę nad dziećmi, a ojciec nie, nawet jak bardzo chce. Tematy nie zostały podjęte, a idą ślepym zwyczajem, nawykiem, bezmyślnie. Wszystko to wymaga edukacji, wymaga sposobu myślenia dużo bardziej szerokiego niż mamy. To wymaga po prostu zajęcia się tymi sprawami i tyle. Wczoraj zamieściłam, co wzbudziło burzę, dwa wierszyki, jak to fajnie być chłopczykiem i jak to fajnie być dziewczynką. Po prostu groza, co jest tam napisane. To książka do religii dla klas trzecich. Świetnie jest być chłopczykiem, bo się ma przed sobą świat, i świetnie jest być dziewczynką, bo ma się przed sobą pranie, zakupy i dzieci. Tak będzie, dopóki ktoś na to nie zwróci uwagi, dopóki kobiety będą się zgadzały na to, że będą bite, bo w jakimś sensie boją się reakcji, bo nie ryzykują, dlatego że są pewne, że jak wyjdą z domu, to nikt im nie pomoże i zostaną same. Dlaczego kobiety pozwalają, żeby mężczyźni tak traktowali ich dzieci?
Morozowski: Co Panie sądzą o akcji MeToo?
Janda: Ja nie doświadczyłam.
Morozowski: Czy słyszę żart Pani w głosie?
Janda: Boję się konsekwencji. Mam wrażenie, że ta akcja, która w wielu punktach opiera się na słuszności, to w wielu momentach, albo w większości momentów, na pewnego rodzaju egzageracji. Na wyolbrzymianiu, przejaskrawianiu i przypisywaniu czemuś nadmiernego znaczenia. Oraz na pewnego rodzaju wyrzucie sumienia i oskarżaniu innych. Ale generalnie nasza kultura idzie w stronę nierozmnażania się. Lęk przed jakąkolwiek akcją seksualną, bo straszenie mężczyzn przed akcją seksualną doprowadzi do tego, że scena rozmnażania zrobi się ostrożniejsza i trochę pozbawiona pięknych emocji. Wydaje mi się, że jest takie zagrożenie.
Morozowski: Czyli za daleko poszła ta akcja?
Janda: Rodzi się lęk przed seksem totalnym. Jeżeli ktoś ma podpisać umowę przed pójściem do łóżka, to lepiej nie pójść.
Morozowski: Spisać dobrą umowę.
Dzieciuchowicz: Ja się znów sprzeciwię. W MeToo chyba nie chodzi o sytuacje, kiedy ludzie ze sobą flirtują albo ma początek jakaś romantyczna relacja. Akcja MeToo polegała na tym, żeby ujawnić osoby, które wykorzystują relacje władzy, żeby się dobrać do kobiecych ciał. Bardzo dobrze, że ta akcja ruszyła i ruszyła falą. Widzę dużą zmianę świadomości po tej akcji w naszym kraju. Jestem pełna podziwu dla chłopaka, który wygrał konkurs recytatorski i sprzeciwił się, kiedy juror seksistowsko potraktował jego koleżankę, która również w tym konkursie brała udział. Pan aktor, który ją oceniał, mówił o jej piersiach, mówił, że jest bardzo atrakcyjna wizualnie, chociaż w ogóle nie pamięta wiersza, który mówiła.
Janda: Zdarzyło mi się dwa razy napisać list do reżysera, że nie życzę sobie, żeby do aktorki zwracał się takim tonem i jeżeli jeszcze raz usłyszę… Jest dwóch reżyserów w Warszawie, którzy noszą te listy ode mnie napisane w bardzo ostrym tonie i pokazują: „Zobaczcie, co ona mi napisała”, i uważają, że to jest coś wyjątkowego. Ja po prostu dwóm reżyserom napisałam prawdziwe groźby, ponieważ powiedzieli: „Stań, zobaczę, jak ci się cycki bujają”. Takie żarty niby. Ja napisałam naprawdę ostre listy. Co więcej, wiem, że takie listy ostrzegające napisało wiele kobiet, moich znajomych, które są szefami dużych korporacji. Nie dopuszczają do tego rodzaju sytuacji u siebie. I tyle. Zareagowałam natychmiast, bo przyszła do mnie aktorka z płaczem i powiedziała, że reżyser ją tak potraktował. Powiedziałam mu, że albo przestanie, albo go wyrzucę, i on z tym listem chodził. Trzeba na to reagować i tyle.
Morozowski: To Pani się nie spotkała nigdy z Kazimierzem Dejmkiem. Podobno to, co on mówił do kobiet na próbach…
Janda: Tak, w tamtych czasach… Jeżeli po 60 latach aktorka amerykańska przypomina sobie, że była molestowana i nagle robi się z tego afera, ale ona przyjęła tę rolę i zagrała w tym filmie, to sobie zadaję pytanie, dlaczego nie dała mu po mordzie w momencie, kiedy on ją molestował, ale wtedy oczywiście nie miałaby tej roli, prawda?
Potocka: Pani powiedziała coś symptomatycznego. Mianowicie, że oni chcą się dobrać do kobiecych ciał. A mówimy cały czas o równości. Mężczyźni, kobiety, równo, wszystko ma być równe. Nagle robi się sytuacja… tak samo my się chcemy dobrać do męskich ciał, jak oni do kobiecych. Obie strony mają podobną zdolność mówienia „nie” lub „tak”. Jeżeli traktujemy kobiety jako rodzaj przedmiotu, który chodzi i broni się przed pożądaniem, to w tym jest jakiś błąd równościowy i również brak szacunku wobec tego przedmiotu, który jest ciałem kobiecym. Coś mi tu nie gra.
Dzieciuchowicz: Jednak coś jest nie tak w tym, że mężczyźni proponują kobietom awans za seks. O to między innymi chodziło w akcji MeToo.
Potocka: Ale tutaj dalej jest – wolna wola jeszcze ma mnóstwo pola. A kiedy wolna wola ma pole, nie ma przestępstwa moralnego.
Dzieciuchowicz: Kobiety w Polsce borykają się codziennie z seksizmem. Fundacja Ster robiła badania, z których wynika, że 87 proc. Polek spotkało się z jakąś formą seksizmu ze strony obcych mężczyzn na ulicy czy w pracy. We Francji i w Niemczech werbalne molestowanie w pracy jest karalne. Nie można powiedzieć koleżance z pracy: „Masz fajne cycki”, bo można dostać finansową karę. We Francji za dotknięcie pośladków pan poszedł ostatnio na trzy miesiące do więzienia.
Janda: Jest to prawda. Ale jest to geografia moralności. Można powiedzieć: „Masz fajną fryzurę”, nie można powiedzieć: „Masz fajny biust”, ponieważ wchodzimy w teren seksu, który jest brudny, tajemniczy i nie należy o nim mówić.
Nie widzę żadnej różnicy pomiędzy: „Jak pięknie jesteś umalowana”, „Jaką masz piękną fryzurę”, „Jak piękne masz pośladki w tych spodniach”. Gdzie tu jest molestowanie? Moje pracownice czasem przychodzą do mnie i mówią: „Widziała pani, jaki on ma tyłek?”.
Morozowski: Teraz właścicielem TVN jest Discovery, ale poprzednio była inna firma amerykańska. Jak to Amerykanie, przywiozła ze sobą przepisy na wszystko, między innymi na stosunki męsko-damskie w pracy. Wielką radość i nadzieję wzbudziło w nas to, że regulacje te przewidywały, iż koledze i koleżance z pracy można raz zaproponować seks. Jeśli odmówi, to nigdy więcej, bo to już byłoby molestowanie. Może to jest pomysł?
Bardzo Paniom dziękuję.
Bereś: Namawiam Państwa, żebyśmy bronili po prostu słabszych. Gdy uznajemy, że kobiety są słabsze, a w wielu wypadkach są, to mamy obowiązek je bronić, jeżeli chcemy żyć w fajnym kraju. Niezależnie od tego, kto będzie rządził. Ale brońmy również innych słabszych.
Tak jak rozumiem dzisiejszą rozmowę, mamy obowiązek tkwić w oporze przeciwko tym, którzy chcą nam zamienić życie na zorganizowane, umundurowane państwo z ingerującą w nasze życie władzą. Przeciwko temu mówię „nie!”. Dlatego na koniec dla wszystkich mamy prezent: biała róża to nie tylko symbol czystych intencji, ale również oporu. Oporu przeciwko… Ja bym nie chciał mówić, że mężczyznom, nie chciałbym mówić, że przeciwko PiS-owi. Przeciwko chamstwu, draństwu i niesprawiedliwości. Jeżeli tak Państwo uważacie, zamachajcie różami!
Ilustracje: Grzegorz Kozakiewicz
Tekst ukazał się w numerze 9/2019.
