PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

Kazimiera Szczuka: “Izabela Łęcka nie była zdzirą”

Marta Gruszecka
Rekomendacje Marta Gruszecka

Między Prusem, Maśloną i Kawalskim.

“Izabela Łęcka nawet w powieści Bolesława Prusa nie była tą narcystyczną modliszką, którą uczyniły ją dwie dawne adaptacje: Jerzego Hasa z 1968 roku i serial telewizyjny Ryszarda Berga z 1977. Obie produkcje mają swą wartość i urok, ale postaci Izabeli twórcy nie dali szans. “Bo to zła kobieta była” – zacytuję klasyka. Mizoginia, niechęć i uprzedzenie do kobiet, najszybciej się w tych filmach zestarzała. Dziś twórcy netflixowej “Lalki” rozbili mizoginię w proch” – mówi Kazimiera Szczuka krytyczka literacka, historyczka literatury, dziennikarka, działaczka społeczna, feministka.

Marta Gruszecka: “Lalka” Bolesława Prusa jest lekturą szkolną od 1968 roku. Uczniowie omawiają ją zatem na lekcjach od 58 lat. Jak Pani wspomina tę książkę z czasów szkolnych?

Kazimiera Szczuka: “Lalkę” pochłonęłam w zachwycie. Kochałam się w Wokulskim. Aczkolwiek już wtedy, w liceum, czułam, że główne postaci, figury romansu, są traktowane trochę nierówno. Wiodącym, wielowymiarowym bohaterem jest Wokulski. Ma rozmaite przygody, działa, zarabia. Znamy jego poglądy, przeszłość, emocje, krzywdy jakich zaznał, hart ducha, talenty i rozterki. Natomiast Izabela – choć poznajemy ją już na początku powieści – wciąż pozostaje w tym samym miejscu. Tak, jakby Prus namalował jej niepełny rysunek. W książce pojawia się jako młoda, nudząca się, ale też niespokojna o swoje losy piękność. Prus pokrótce i z dużą dozą ironii przedstawia jej życie z czasów, kiedy ojciec Izabeli, stary hrabia Łęcki, miał jeszcze majątek. Poznała wówczas świat i towarzystwo jednego procenta uprzywilejowanych. Ale to już przeszłość – forsa, od pokoleń będąca w rodzinie, właśnie się skończyła. Piękna jedynaczka traci klucz do bajki, którą brała za rzeczywistość, pozostaje jednak odważna i dumna. Aż się prosi, żeby czytelnicy mogli poznać ją bliżej, ale tak się nie dzieje. Wokulski, którego serce nie mogło zaznać spokoju, odkąd ujrzał pannę Izabelę – jak czytamy w powieści – zdobywa całą uwagę autora.

W przeciwieństwie do Pawła Maślony, reżysera serialu “Lalka”, który miał premierę niedawno w Netflixie. Tutaj głos zdecydowanie oddał Izabeli.

Uważam ten serial za niesłychanie udany. Dwie najbardziej brutalne sceny – poród i zgwałcenie – uznałam za zbyt mocne, chociaż właściwie nie ma w nich dosłowności. Źle byłoby, gdyby było takich scen więcej. Szczęśliwie na tym się skończyło.

Z drugiej strony, można też powiedzieć, że drastyczne sceny są obecne w “Lalce” Prusa, tyle że ukazywane nie wprost, raczej w dawkach homeopatycznych. Albo zrzucane są na postaci niemal odczłowieczone. Pisarz tworzył przecież w czasach, kiedy obowiązywała nie tylko cenzura polityczna, ale i obyczajowa. Na przykład, kiedy wzburzony Wokulski wychodzi ze swojego sklepu i rusza w dół na Powiśle, ówczesną dzielnicę nędzy, ogląda taki widok:

“Na stoku i w szczelinach obmierzłego wzgórza spostrzegł niby to postaci ludzkie. Było tu kilku drzemiących na słońcu pijaków czy złodziei, dwie śmieciarki i jedna kochająca się para, złożona z trędowatej kobiety i suchotniczego mężczyzny, który nie miał nosa.”

Dalej Wokulski rozważa, jakie szkaradne potomstwo mogłaby spłodzić ta para.

Czyli serial jest bliski oryginalnej powieści? Hejterzy komentują, że “Lalka” Maślony nie ma za wiele wspólnego z Prusem.

Moja ogólna teza dotycząca tego serialu jest taka, że jest on znacznie bliższy oryginałowi niż mogłoby się wydawać. Właściwie wszystkie pomysły twórców są jakoś zakotwiczone w powieści. Tylko trzeba trochę głębiej poszperać.

Poszperajmy zatem w wizerunku Izabeli. Czy, idąc tropem zarzutów kierowanych w jej stronę od lat, można ją nazwać próżną?

W obu “Lalkach” przedstawiono ją jako osobę odważną. Na początku serialu jest bardzo podobna do tej Izabeli, którą opisał Prus. Powtarza rozmaite komunały, mądrości powielane przez jej warstwę społeczną, ma określone i całkiem fałszywe wyobrażenia o prawdziwym świecie. Nowi twórcy jednak wygrzebali istotny szczegół – Bela bardzo wcześnie straciła matkę. Nie jest to nigdzie opisane, ale matki nie ma i wiadomo, że umarła. Połączyli to, za sprawą postaci Kazi Wąsowskiej, z jej emocjonalnym chłodem. Pani Wąsowska (w tej roli znakomita Magdalena Cielecka), biorąc w obronę Izabelę, mówi mniej więcej coś takiego, że pustkę, którą przeżywa się, kiedy nie miało się matki, trudno później w życiu wypełnić. To bardzo uważne spostrzeżenie. Cały czas myślimy o Izabeli jako o osobie próżnej, pustej. Tutaj jej sposób postępowania tłumaczy się czymś innym – chłodem wewnętrznym, za który ona nie ponosi winy. Prus tłumaczy jej zachowanie bardziej socjologicznie: sposobem wychowywania kobiet tamtej epoki i klasy społecznej. Ale nie miał cierpliwości i chęci do wgłębiania się w postać którą stworzył.

Czy Izabela jest próżna w sensie – egoistyczna? Myślę, że w serialu jest, przede wszystkim, osobą o ogromnym potencjale. Nie tym, który zmarnował się na rynku matrymonialnym, a tym całkiem własnym. Nowa Izabela lepiej czuje się w sytuacjach wymagających, nawet trudnych, aniżeli w salonowej nudzie.

Zatem – czy ona jest próżna? Jeśli trzeba, potrafi taką zagrać. W serialu jest to bardzo dobrze pokazane. To Bela jest postacią w rozwoju, Wokulski to bohater bardziej jednolity. I całe szczęście – dziś nie dałoby się już zrobić z niej dokładnie takiej bohaterki, jaką pozostawił Prus.

Bela gardzi Wokulskim?

Nie, skąd – Wokulski to amant, facet, w którym można się zakochać i Izabela dobrze o tym wie. Ba, jest nim zafascynowana, Wokulski staje się nawet bohaterem jej fantazji erotycznych. Nie tylko w serialu, ale też u Prusa – autor pisze, że Izabeli śni się posąg Apollina z wielkimi czerwonymi dłońmi i twarzą Wokulskiego. To kolejny przykład tego, jak bardzo serial nawiązuje do oryginalnej powieści.

Niektóre sceny są mylące – przykładowo: miałam wrażenie, że gospodarstwo zakupione przez ojca Izabeli, Tomasza Łęckiego, podpalił Wokulski. Drań!

Tak! Tego w powieści nie było. W książce w ogóle jest nieporównanie więcej postaci. Wiele fragmentów fabuły dostarczają czytelnikom osoby drugoplanowe albo zgoła randomowe. Ma to postać plotek i nieustannej obmowy, tak, jakby Warszawa była małą wioską. Czasem ma się wrażenie, że wielcy państwo, czyli również bankrut Łęcki, lawirują między ściekami i pomyjami, również tymi w przenośni, oznaczającymi czarny pijar. A czytelnik temu ulega. U Pawła Maślony, Pawła Demirskiego i Jagody Dutkiewicz jest inaczej: to właśnie sami twórcy napuszczają nas na Wokulskiego. Ja sama trochę dałam się napuścić, zwłaszcza że ta sama dziwna postać odpowiedzialna za podpalenie składu narzędzi, truje klacz, która przeszła w ręce Łęckiego. Tymczasem, twórcy zabawili się naszym kosztem. I słusznie, bo w końcu okazuje się, cenią postaci, które stworzyli, a dla nas, widzów, mają dużo dobrych wiadomości. Ich Wokulski nie jest draniem, ani nawet snobem. Jest zakochanym facetem. Oczywiście widzi urodę i zna status społeczny arystokratki, nawet zbiedniałej. Porównałabym tę sytuację do tanga, w którym z początku wydaje się, że wszystko skończy się katastrofą, a ostatecznie okazuje się, że mamy do czynienia z namiętnością.

Jak na zachowanie Łęckiej reagują Pani uczniowie? Uczy Pani języka polskiego w liceum – omawiacie razem “Lalkę”?

Uczniowie jej nie lubią. To, co młodzież wie o „Lalce”, często pochodzi z płytkich opracowań i staroświeckich ekranizacji. Oglądając uczniowie – częściej chłopcy niż dziewczyny – wyrabiają sobie przekonanie, że Izabela była po prostu wredną suką. Mam nadzieję, że po serialu Pawła Maślony, który pokazuje ją w zupełnie innym świetle, postrzeganie tej bohaterki zmieni się.

Może nie Izabeli, a Prusowi należy się hejt za to, jak opisał tę kobietę?

Pisarz miał prawo stworzyć ją wedle własnego uznania, to prawo autora. Możemy tego nie akceptować, zadawać pytania, analizować niespójności albo właśnie kreatywnie przekształcać znaczenia. Bolesław Prus napisał przecież oprócz “Lalki” i wszystkich innych rzeczy również powieść “Emancypantki”, która jest dosyć paskudną satyrą na kobiety. Taką ówczesną “Seksmisję”. Był właściwie mizoginem. Cieszę się, że serial jakoś to odkręca. Broni zarówno Izabeli, jak i rzeczywistych pionierek walki o prawa kobiet. Może to robić w sposób umowny, bez ścisłości historycznej, skoro całość jest fikcją – i powieściową i filmową. Nie chodzi o to, że chcemy mieć bardziej sympatyczną bohaterkę w romansowej powieści. Raczej o to, żeby cudowna powieść nie umarła przywalona resztkami mizoginizmu – parafrazując Prusa.

Nie oczekuję od Prusa powstania z grobu, w którym jakoby się przewraca, i napisania “Lalki 2”. Sami możemy dziś spojrzeć na tę postać inaczej. Jeśli stworzył bardzo silną i wielowymiarową postać męską, to dlaczego Izabela nie mogła być równie niejednoznaczna? O Izabeli ludzie mówili: “To dziwna kobieta”. Tylko nie wiemy dokładnie, co przez to rozumieją.

A gdyby “Lalkę” napisała kobieta?

To byłaby zupełnie inna książka. Kobiety pisały przecież powieści pokazujące świat z perspektywy emancypacyjnej. Twórcy serialu bardzo świadomie sięgają po ten kontekst. Pojawia się Orzeszkowa, pojawiają się inne tropy związane z literaturą kobiecą i emancypacją.

Z “Lalki” Pawła Maślony, Pawła Demirskiego i Jagody Dutkiewicz wybrzmiewa siła kobiet. Poza Izabelą, swoje momenty mają Florentyna, Kazimiera Wąsowska, Stasia, Zosia, a nawet służąca i prostytutka Marianna.

Marianna jest fenomenalna, a jej wątek z Ignacym Rzeckim uważam za strzał w dziesiątkę. Mamy zatem dwie pary: Izabelę i Wokulskiego oraz Mariannę i Rzeckiego. Prus powiązał Mariannę z Węgiełkiem, kamieniarzem i złotą rączką. Ten poczciwy człowiek, mimo wszelkich zalet Marianki, nie może przestać myśleć o tym, że pracowała w seks usługach. Boi się mieć z nią dzieci, bo teraz mogą urodzić się czyjeś, a nie jego.

W serialu ten epizod został rozwinięty inaczej, rewelacyjnie. Kiedy Marianna pyta Rzeckiego, czy wiedział, co robiła wcześniej, ten potwierdza i dodaje: “Praca jest praca. Jak byś nie musiała to byś tego nie robiła”. Bardzo jestem wdzięczna twórcom serialu również za scenę jedzenia maślanych bułeczek. Takiego Rzeckiego można kochać bez konieczności litowania się nad nim, co niestety konieczne jest w powieści.

30 września na ekrany wszedł film w reżyserii Macieja Kawalskiego inspirowany “Lalką”. Obejrzy Pani?

Oczywiście! I z przyjemnością porównam zarówno z powieścią Bolesława Prusa, jak i z serialem Netflixa. Apeluję od powstrzymywanie się od hejtu i uważne oglądanie – brutalność, którą widzowie między innymi zarzucają serialowi (wracam w tym miejscu do sceny porodu i gwałtu), znajdziemy w oryginalnej “Lalce”. Trzeba tylko uważnie się wczytać.

Ilustracja: By Adrian Grycuk – Own work, CC BY-SA 3.0 pl, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=61545977