Subiektywnie
Groza nasza powszednia
Straszność jest blisko, pod ręką, zaraz za rogiem. Wystarczy rozejrzeć się wokół tkwiącym w nas nadal dziecięcym, zalęknionym wzrokiem, by dostrzec
wszechobecne demony.
Straszność nie jest niezwykła ani nadprzyrodzona, lecz zwykła i przyrodzona. Nie leży za granicami rzeczywistości i prawdopodobieństwa, ale masz ją przy sobie, w sobie, obok siebie. Tkwi w szafie albo pod łóżkiem, czai się w sąsiednim pokoju, w piwnicy i na strychu, w zakamarkach podwórza i pod drzewem w sadzie. Wyczuwasz ją za przyciemnioną szybą przejeżdżającego samochodu i w smutnych oczach sąsiada. Rozlewa się czarną plamą w zaułku o zachodzie słońca. Lśni pod światłem księżyca. Jest rzeczywista. Prawdziwa.
Lois H. Gresh i Robert Weinberg w książce King pod lupą stwierdzają, że największym talentem Stephena Kinga jest umiejętność łączenia rzeczy przerażających ze zwykłymi: „W jego powieściach (…) występują normalni, przeciętni ludzie, którzy borykają się z dziwacznymi sytuacjami, nieziemskimi zdarzeniami i potwornymi okolicznościami. To wspaniały sposób na wciągnięcie czytelnika. W książkach Kinga nie ma superbohaterów, mężczyzn w pelerynach albo naukowców posługujących się promieniami lasera. Zamiast nich opowieści zaludniają ludzie z sąsiedztwa, kobieta z supermarketu, dzieci grające w kosza na podwórku”. Inaczej mówiąc, groza nie pochodzi z jakiejś innej, alternatywnej rzeczywistości, lecz z najbliższego otoczenia. Nie jest domeną fantastyki, choćby się działy rzeczy najniemożliwsze, lecz naszej powszedniej codzienności. Tkwi korzeniami w tym, co zwykłe.
Większość powieści Kinga rozpoczyna się od banalnych scen z życia mieszkańców prowincjonalnej amerykańskiej mieściny. Ot, powiedzmy, znudzone sąsiadki plotkują o nowym sklepie, w którym można tanio kupić wspaniałe bibeloty (Sklepik z marzeniami), chłopak zabiera dziewczynę do wesołego miasteczka i, korzystając z niesamowitego szczęścia na loterii, wygrywa dla niej sporo pieniędzy (Martwa strefa), starszy pan ma problemy ze snem (Bezsenność), rodzina z dwójką dzieci i kotem wprowadza się do nowego domu (Cmętarz zwieżąt), facet w ostatniej chwili rezygnuje z lotu samolotem, bo nagle przestał lubić ludzi (Instytut) i tak dalej… To jeden z ulubionych chwytów narracyjnych pisarza: im bardziej normalnie, tym większe zaskoczenie dla czytelnika, gdy świat okazuje się okrutny i pełen potworności, stąd nasze permanentne przerażenie. Przeciwnie – robi się strasznie, ponieważ jest tak spokojnie, swojsko i bezpiecznie. Codzienność usypia naszą czujność, tworzy ułudę stabilności i bezpieczeństwa. Daje poczucie, że zawsze będzie tak jasno, ciepło i miło. Tymczasem w tej nudnej i bezpiecznej codzienności pojawia się jeden drobny element, pęka cienka niteczka, obluzowuje się jedna cegła w murze, minuta trwa zbyt długo albo zbyt krótko… i zapada lodowata ciemność. Dobry świat pokazuje drugie, ohydne oblicze. Lądujesz w środku grozy. Nie tej ogólnej, tylko własnej, prywatnej, diabelsko intymnej.
Może najdosłowniej i zarazem najbardziej dla mnie przejmująco ten decydujący moment został uchwycony w Martwej strefie. Zakochany po uszy chłopak zabiera dziewczynę do parku rozrywki, chce jej wyznać miłość, czuje wzajemność, w dodatku ma szczęście w grze – spełnienie jest tuż tuż. Uważa się za najszczęśliwszego człowieka na ziemi i ze skrzydłami euforii na ramionach wsiada do taksówki. Nie dociera do domu, w wypadku samochodowym omal nie traci życia. Właściwie traci je, ponieważ zapada w śpiączkę i budzi się po kilku latach, w całkiem innym świecie. Jego dziewczyna wyszła za mąż za innego i ma z nim syna, rodzice prawie zbankrutowali, by jego bezwładne ciało mogło wegetować w szpitalu, choć nikt nie wierzył w przebudzenie. Johnny z samej góry spadł na sam dół. Ból z trudem wracającego do sprawności ciała jest niczym w porównaniu z bólem utraconego szczęścia. Życie wywróciło się do góry nogami, wypięło tyłek i robi głupie miny twarzą wciśniętą między kolana.
To stary chwyt dramaturgiczny, opisany już przez…
To tylko fragment znakomitego tekstu, który w całości przeczytasz TUTAJ:
fot. G. Kozakiewicz