PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Po krakosku

Głośno wszędzie – co to będzie?!

Janusz M. Paluch
Po krakosku Janusz M. Paluch

Po oklaskach.

Ostatni niedzielny wieczór (6 września 2026 roku) był według mnie znakomitą, oryginalną, inauguracją nowego sezonu teatralnego w Krakowie. W plenerze, na Placu Szczepańskim, z widzami spotkali się dyrektorzy większości krakowskich teatrów, a w zaprezentowanym po dyskusji spektaklu zagrali przedstawiciele wielu teatrów.

Plac Szczepański zamienił się w wielką scenę, którą zawładnęli artyści i załoga związani z Teatrem Łaźnia Nowa. To nie przypadek, że właśnie ten, kierowany przez Bartosza Szydłowskiego, teatr, zainicjował dialog publiczny wokół demokracji, człowieczeństwa i tolerancji, odwołując się do idei teatru obywatelskiego, podejmując działania w kierunku integracji społeczności Krakowa i ludzi teatru. To bowiem tam – w dawnych warsztatach zespołu szkół mechanicznych na Osiedlu Szkolnym – teatralnemu sercu Krakowa nadawany jest dziś rytm, czasem mocno przyspieszony…

Debata plenerowa „Teatr i demokracja” rozpoczęła się o godzinie 18.00. Przed licznie zgromadzoną publicznością (szacowaną na 300 osób) zasiedli dyrektorki i dyrektorzy teatrów, w większości krakowskich. Niemal wszyscy z doświadczeniami pracy w różnych teatrach i miastach Polski, jakże odmiennych środowiskowo. Wśród nich znaleźli się: Małgorzata Bogajewska – reżyserka, dyrektorka Teatru Ludowego w Krakowie (wcześniej Teatru im. C.K. Norwida w Jeleniej Górze), Dorota Ignatjew – aktorka, reżyserka, dyrektorka Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej (wcześniej dyrektorka Teatru Zagłębia w Sosnowcu, Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie oraz Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi), Maja Kleczewska – reżyserka, dyrektorka Teatru Powszechnego w Warszawie, Krzysztof Głuchowski – aktor i producent teatralny, dyrektor Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, Jakub Skrzywanek – reżyser i autor tekstów teatralnych, dyrektor Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie (wcześniej dyrektor Teatru Współczesnego w Szczecinie), Bartosz Szydłowski – reżyser, współtwórca i dyrektor Teatru Łaźnia Nowa w Krakowie, inicjator i dyrektor Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Boska Komedia, Robert Talarczyk – aktor, reżyser, dramaturg i scenarzysta, dyrektor Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach oraz Andrzej Wyrobiec – polityk, wiceminister kultury, dyrektor Teatru Bagatela im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego w Krakowie. Rozmowę prowadzili Michał Olszewski i Jacek Wakar.

W swych wypowiedziach dyrektorzy instytucji dzielili się swymi doświadczeniami i obserwacjami z zakresu zarządzania teatrami na styku kultury i polityki. Mówili o czasie podzielonym między rządami liberałów – mam na myśli głównie Platformę Obywatelską, a rządami Prawa i Sprawiedliwości. W końcu to krakowskie instytucje i dyrektorzy teatrów doświadczyli najwięcej chyba niesprawiedliwości ze strony polityków. Obrona dyrektora Krzysztofa Głuchowskiego, przez kilka lat bezskutecznie odwoływanego ze stanowiska dyrektora Teatru im. Juliusza Słowackiego, na skutek postponowania przez polityczną patologię sztuk teatralnych (szczególnie „Dziady” Adama Mickiewicza w reżyserii Mai Kleczewskiej) czy niemal doprowadzenie do upadku – chodzi o artystyczny poziom – Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej, w końcu pomówienia ze strony nasączonego politycznym jadem radnego, z jakimi zetknął się Bartosz Szydłowski. To wszystko udało się pokonać dzięki desperacji dyrektorów, aktorów ale i publiczności krakowskiej, wspaniałej konsolidacji sił przeciw pseudopolityce kulturalnej. Bunt wsparto argumentami merytorycznymi.

Wspominając te pełne dramatyzmu wydarzenia, mogące dzisiaj wywołać ironiczny uśmiech, dyrektorzy teatrów mają świadomość kolejnych zagrożeń, które jak czarne chmury zbierają się dziś nad Polską. Dostrzegają, nawet na przykładzie tej debaty, że rozmowa o teatrze współczesnym, jego roli, zadaniach i zagrożeniach, odbywa się wciąż w tym samym gronie. Że jest to przekonywanie przekonanych. Odniosłem wrażenie, że twórcy doszli do ściany, której pokonać jeszcze nie potrafią. Stąd głosy, że teatr powinien wychodzić do ludzi, na zewnątrz, nie powinien zamykać się w murach. Dlatego też ta debata na krakowskim Placu Szczepańskim, w sąsiedztwie sceny narodowej, w niesamowitej atmosferze przesuwających się nad nami niemal burzowych czarnych chmur, lecących stadami po nieboskłonie kraczących wron zlatujących na noc na korony drzew na pobliskich Plantach (widok jak z kultowego filmu „Ptaki” Alfreda Hitchcocka!) i chłodnym wietrze próbującym obalić baner z tematem debaty… A była to debata budująca, ale pełna złych przeczuć tego, co mogą przynieść brunatniejące czasy, jeśli społeczeństwo w porę się nie opamięta… Czy teatr może temu przeciwdziałać? Czy nie jest już za późno? Stąd też ta inicjatywa – plenerowej debaty, do której pomału dołączali ludzie, których zainteresowało to, co usłyszeli przechodząc obok… Do dyskusji włączyła się też publiczność – interesujące wypowiedzi – wspierające ideę wychodzenia teatru do ludzi, którzy z różnych osobistych powodów  i ograniczeń – nie tylko finansowych – boją się, choć mieliby ochotę, zasiąść na sali teatralnej…

Niezwykle ważną była decyzja o wyborze przedstawienia finalizującego debatę, spektaklu mówiącego o zagrożeniach dla demokracji, tolerancji i społecznej różnorodności. Zapewne dlatego zobaczyliśmy „Proces Eligiusza Niewiadomskiego” w reżyserii Bartosza Szydłowskiego. Jak się szacuje, przedstawienie obejrzało około dwóch tysięcy widzów! Okazuje się, że także poważne dzieło teatralne potrafi przykuć uwagę widza w plenerze, nie tylko sztuka teatrów ulicznych. „Proces Eligiusza Niewiadomskigo” to spektakl oparty na autentycznych dokumentach, pokazujący sąd nad zamachowcem, mordercą, który zastrzelił 16 grudnia 1922 roku w Warszawie, podczas wernisażu wystawy w Zachęcie, Prezydenta Polski Gabriela Narutowicza. Doskonała rola Krzysztofa Zarzeckiego, pokazująca chore motywacje mordercy chcącego się swą postawą wykreować jako narodowa ręka sprawiedliwości. Świetnie odegrane postaci sądowe – Leszek Piskorz jako przewodniczący składu sędziowskiego, Jacek Romanowski w roli skażonego nacjonalizmem obrońcy, w końcu prokurator – w tej roli Błażej Wójcik. Sędzią była też Dorota Ignatjew. I w końcu pełnomocnik rodziny Narutowiczów – Andrzej Kłak jako oskarżyciel posiłkowy… Grono świadków zasilili Jakub Skrzywanek, Krzysztof Głuchowski (występował już podczas spektaklu premierowego) i Juliusz Chrząstowski. Gdy wydawało się, że już sprawiedliwości stało się zadość, przed nami mowę pożegnalną dla swego męża wygłosiła wdowa po Niewiadomskim (Małgorzata Lipczyńska). Jednym z relacjonujących wydarzenia z dnia wykonania wyroku na Niewiadomskim był Andrzej Wyrobiec. Pod portretem Eligiusza Niewiadomskiego, złożono wieńce, wiązanki kwiatów, zapalono też znicze pamięci, a obok postawiono gaśnicę jako swoiste votum współczesności… Stypa zamieniła się w szaleńczy, nie do okiełznania taniec, festyn, który w końcu przeistoczył się w znany nam ze współczesnych marszów niepodległości, organizowanych przez nacjonalistyczne ugrupowania polityczne, jazgot, straszliwy wrzask napastliwego tłumu… Gdy nad Placem Szczepańskim zapanowała cisza, przez chwilę słychać było tylko złowieszcze krakanie wron, które obsiadły drzewa Plant i dachy pobliskich kamienic, jakby czekając na sygnał do ataku… Ciszę przerwała burza oklasków, która zagłuszyła i spłoszyła dziwnie zachowujące się ptactwo… Mam nadzieję, że był to dobry omen dla nas, dla Polski na nadchodzący trudny czas wyborczego 2027 roku…

Ilustracje: J. Paluch