PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

Dobra pamięć jest dobra na wszystko

Janusz M. Paluch
Rekomendacje Janusz M. Paluch

W tej książce Kraków nie jest tłem. Jest współbohaterem.

Autorka pisze o piętnastu osobach, ale tak naprawdę pisze także o Krakowie XX wieku. O mieście okupacji, powojennej nadziei, stalinizmu, Października, środowisk literackich, Piwnicy pod Baranami, Domu Literatów, „Życia Literackiego”, Starego Teatru, ASP, kawiarni, prywatnych mieszkań i długich rozmów przy herbacie, ale i łódzkiej filmówki. Kraków nie jest tu tłem. Jest współbohaterem.

Wspomnienia Elżbiety Zechenter-Spławińskiej są książką o obecności tych, których już nie ma. Nie biografią, nie kroniką środowiskową, nie albumem zasłużonych postaci Krakowa, lecz czymś znacznie ciekawszym: prywatną mapą pamięci, na której ludzie, miejsca, głosy, psy, mieszkania, kawiarnie, pracownie, szpitale, pociągi i cmentarze tworzą jedną, żywą opowieść.

Największą siłą tej prozy jest szczegół. Pani Kazia z psami i białymi frezjami. Ecia z pudełkiem edukacyjnym i księżycem w fazie D albo C. Szymborska w czarnej paryskiej czapce. Nowosielski objaśniający ikony. Mira Jaworczakowa z „widokiem na niebo”. Harasymowicz pijący wodę z papierowej łódeczki. Szczeklik skaczący z psem przez ławki. Vetulani i smażony panierowany ser. Słomczyński piszący heksametrem o rogach. Marta Stebnicka ucząca, że zamówienie może być początkiem poezji. Joanna Salamon z zieloną łazienką i ostatnimi wierszami o bólu. Wiktor w stanie wojennym. Julo w kapturze i kłębach dymu. A nawet Polański pędzący skuterem ulicami Łodzi.

Zechenter-Spławińska ma rzadki dar: umie pisać z czułością, ale bez sentymentalnej mgły. Kocha swoich bohaterów, lecz ich nie wybiela. Widzi ich wielkość, śmieszność, słabości, winy, dziwactwa i nagłe pęknięcia. Dzięki temu te portrety nie są laurkami. Są żywe.

To także książka o przyjaźni jako formie pamięci. O ludziach, którzy dzwonią wieczorami, przychodzą z pomocą, czytają cudze wiersze, załatwiają mieszkania, organizują spotkania, odwiedzają chorych, wysyłają paczki, piszą dedykacje, zostawiają listy-testamenty. Śmierć pojawia się tu często, ale nie zwycięża całkowicie, bo zostaje opowieść.

Najbardziej poruszające jest to, że autorka nie udaje wszechwiedzy. Wie, że wspomnienie bywa zawodne, że prawd jest tyle, ilu świadków, że czasem źle się kogoś zrozumiało, czegoś nie dopowiedziało, nie zdążyło się podziękować. Właśnie ta pokora wobec pamięci nadaje książce wiarygodność.

To proza piękna, ciepła, inteligentna i bardzo krakowska. Książka o ludziach, którzy nie chcą stać się nazwiskami w przypisie. Dzięki Elżbiecie Zechenter-Spławińskiej znów siedzą przy stole, śmieją się, spierają, czytają wiersze, palą papierosy, głaszczą psy, objaśniają ikony, grają na fortepianie i przez chwilę są z nami.