Rekomendacje
Bez nadziei w Ziemi Świętej
Doskonała, straszna książka. Doskonała, bo budzi wiarę, że w cyfrowej epoce fake newsów można pisać nie tylko bezstronnie, ale także dostrzegając pojedynczych ludzi i winy obu stron. Straszna, bo odbiera resztki złudzeń, że wojnie można zapobiec. Sięgnijmy po nią trzy lata po zamachach z 7 października i po trzech latach morza krwi rozlanego na Bliskim Wschodzie.
Fragment 1:
„Nir Oz płonął, jego mieszkańcy ginęli. Ich ciała rozczłonkowywano: odcinano głowy, wyłupywano oczy. Hamas nagrywał egzekucje i publikował je w Internecie. Ich »reporter« pokazywał na żywo rzeź w kibucu.
– Po godzinnym marszu udało nam się przedostać do jednej z największych osad w rejonie, do Nir Oz. Patrzcie i nacieszcie swoje oczy. Jesteśmy w sercu kibucu – relacjonował, stojąc na chodniku przed białym budynkiem otoczonym drzewami i krzewami. W tle słychać było strzały, wybuchy, płacz, prośby o litość i krzyki po arabsku.
Operator pokazał przerażoną twarz trzydziestodwuletniej Sziri Bibas. Osłaniała ciałem synów: dziewięciomiesięcznego Kfira i czteroletniego Ariela. Stała przed domem. Otaczali ją bojownicy i palestyńscy cywile. (…)
Wiadomości z WhatsAppa: »Weszli do domu. Próbują dostać się do bezpiecznego pokoju«, »Podłożyli ogień. Chcą mnie spalić żywcem«, »Nie mam czym oddychać«, »Nie panikujcie, podłóżcie pod drzwi wilgotny ręcznik«.
Oded Lifszyc, osiemdziesięciotrzyletni publicysta, który poświęcił życie sprawie palestyńskiej – agitował za rozwiązaniem dwupaństwowym – zerkał przez szparę w oknie. Do jego domu zbliżali się uzbrojeni mężczyźni.
– Idą – szepnął do żony Johewet.
– Ukryjmy się w bezpiecznym pokoju.
Mężczyzna siłował się z drzwiami. Od dawna nie były używane, miały zepsutą klamkę i nie dało się ich domknąć.
Padł strzał.
– Jestem ranny. To jest wojna. – Przymknął oczy. Upadł.
Bojownik zawlekł jego ciało do salonu, a stamtąd przed dom – do ogrodu kaktusowego, z którego Lifszyc był dumny.
Napastnicy pobili Johewet. Kilka ciosów w żebra. Razy w twarz. Nie mogła złapać tchu. Dusiła się. Była pewna, że umrze.
Przerzucili ją przez motorower. Miała na sobie koszulę nocną. Kobieta była ściśnięta na wąskim siodełku między dwoma hamasowcami.
Jechali na zachód przez pola do Strefy Gazy. Każdy uskok, każdy kamień i każda nierówność drogi przeszywały ciało promieniującym bólem.
– Zabijcie Żydów! Wyrżnijcie Żydów! – żądali wściekli Palestyńczycy”.
Fragment 2:
„O czternastej trzydzieści pierwszy pocisk trafił w północną ścianę Budynku Inżynierów – sześciopiętrowego bloku, do którego przeniosła się po rozpoczęciu wojny w Strefie Gazy. Drugi, kilka sekund później, uderzył od strony południowej.
Hatem Abdo, jej sąsiad, który mieszkał po przeciwległej stronie ulicy, usłyszał dźwięk przelatujących odrzutowców. Akurat uchylił okno, gdy trzecia i czwarta rakieta trafiły w budynek. Pył i dym wdarły się do mieszkania. Boisko do piłki nożnej, na którym grał jego syn, zostało przysypane gruzem. Ludzie wyciągali ranne dzieci. Karam al-Szarif, pracownik UNRWA, niósł na rękach swoją córkę. Jej ręce i nogi bezwładnie zwisały. Była martwa.
Zginęło sto sześć osób. (…) Human Rights Watch oskarżyła Izraelskie Siły Obronne o zbrodnię wojenną – celowe zabijanie cywilów. (…) Za tropienie ludzi odpowiadał mechanizm Lavender, który był sprzężony z Habsorą. Tworzył listy potencjalnych celów. Było ich około stu dziennie. Przed wdrożeniem tego systemu armia miała pięćdziesiąt rocznie. Skala przerosła możliwości wojska, bo im szersza była definicja zagrożenia, tym więcej osób trafiało na listy – poza bojownikami także policjanci, lekarze i nauczyciele. Żołnierze działali jak na taśmie w fabryce: szybko, bez możliwości analizowania celów. W dodatku byli pod silną presją polityczną i społeczną. Liczyły się wyniki, a koszty nie miały znaczenia”.
*
Koniec świata na południe od Tel Awiwu Jacka Tacika (Filia, 2026) to reportaż wojenny, który krok po kroku odtwarza wydarzenia zapoczątkowane atakiem Hamasu z 7 października 2023 roku oraz ich konsekwencje dla Izraela, Strefy Gazy i całego Bliskiego Wschodu. Autor nie pisze jednak przede wszystkim o polityce ani strategii wojskowej. Jego bohaterami są zwykli ludzie – Izraelczycy, Palestyńczycy, zakładnicy, żołnierze, lekarze, ratownicy i rodziny ofiar – których życie zostało nagle rozdarte przez wojnę.

Książka wyraźnie dzieli się na dwie części. Pierwsza jest niemal reporterskim zapisem, godzina po godzinie, ataku Hamasu na południowy Izrael. Tacik rekonstruuje wydarzenia w Sderot, Nir Am, Nir Oz, bazie Nahal Oz, kibucu Be’eri, podczas festiwalu Nova, w Ofakim i wielu innych miejscach. Korzystając z rozmów z ocalałymi, zapisów rozmów telefonicznych, komunikatorów internetowych, nagrań i materiałów śledczych, odtwarza dramat ludzi zaskoczonych o świcie przez tysiące napastników. Widzimy rodziny barykadujące się w bezpiecznych pokojach, desperackie próby obrony kibuców, bohaterstwo zwykłych mieszkańców, ale także chaos i wielogodzinny paraliż izraelskiego systemu bezpieczeństwa.
Druga część przenosi czytelnika do kolejnych miesięcy wojny. Autor opisuje izraelską ofensywę w Strefie Gazy, negocjacje dotyczące zakładników, spory polityczne w Izraelu, dramat ludności palestyńskiej, oskarżenia o zbrodnie wojenne i ludobójstwo oraz rozszerzanie się konfliktu z udziałem Hezbollahu i Iranu.
Największą siłą tej książki jest jej reporterska metoda. Tacik unika długich analiz geopolitycznych, zamiast tego oddaje głos świadkom i buduje narrację z drobnych, konkretnych scen. Czytelnik ma wrażenie, że uczestniczy w wydarzeniach niemal minuta po minucie. Dzięki temu reportaż czyta się jak thriller, choć wiadomo, że wszystkie opisane wydarzenia wydarzyły się naprawdę.
Jednocześnie autor stara się pokazać pełny obraz konfliktu. Nie przemilcza okrucieństwa ataku Hamasu, ale równie wyraźnie opisuje katastrofę humanitarną w Strefie Gazy, cierpienie palestyńskich cywilów i moralne dylematy izraelskiej odpowiedzi militarnej. Nie szuka prostych podziałów na dobro i zło. Pokazuje raczej, jak wojna niszczy ludzi niezależnie od ich narodowości.
Ta książka przede wszystkim opowiada o rozpadzie świata – świata wzajemnego zaufania, poczucia bezpieczeństwa i wiary, że konflikt izraelsko-palestyński można utrzymywać w stanie kontrolowanego napięcia. Tacik przekonująco pokazuje, że 7 października 2023 roku był momentem granicznym nie tylko dla Izraela i Palestyńczyków, lecz także dla całego Bliskiego Wschodu. Reportaż jest jednocześnie kroniką wojny, zapisem ludzkich tragedii i próbą zrozumienia, dlaczego ten konflikt wszedł w nową, jeszcze bardziej brutalną fazę.
Obie części mają to coś, co szczególnie cenię, a co stało się we współczesnym dziennikarstwie towarem mocno, mocno deficytowym: wierność faktom, skoncentrowanie się na szczegółach, dążenie do przedstawienia racji obu stron. Emocje, ale i zimne oko.
Reportaż nie kończy się na samym 7 października. Pokazuje, jak wojna przeobraża całe społeczeństwa i jak trauma staje się trwałym elementem życia po obu stronach granicy.
*
Jednym z najważniejszych bohaterów książki jest Alex Dancyg – polsko-izraelski historyk i człowiek dialogu. Tacik wielokrotnie wraca do jego losów: od spokojnego życia w Nir Oz przez porwanie przez Hamas aż po śmierć i późniejsze wizyty autora w opustoszałym kibucu. Dancyg staje się symbolem świata, który runął 7 października – świata ludzi wierzących, że mimo tragicznej historii możliwe jest porozumienie między narodami.
Ja poznałem Aleksandra Dancyga, a jakżeby inaczej, w Austerii u Wojtka Ornata. Dancyg wierzył, że historia nie musi dzielić – może być początkiem rozmowy. Urodzony w powojennej Warszawie w rodzinie ocalałych z Zagłady jako dziewięciolatek wyemigrował do Izraela. Wybrał życie w kibucu, służył w wojskach spadochronowych, walczył w izraelskich wojnach, ale jego najważniejszą bronią stała się pamięć i rozmowa. Ukończył studia historyczne. Od kilku dziesięcioleci objaśniał Izraelczykom Polskę, a Polakom Izrael. Szkolił także przewodników towarzyszących młodym Izraelczykom w ich podróżach do Polski, organizował kontakty pomiędzy młodzieżą z Izraela a jej polskimi rówieśnikami, stworzył hebrajski przewodnik po Polsce, nauczał polskich nauczycieli, muzealników oraz księży, bywał w polskich szkołach. Umożliwiał także spotkania, wspomagał i inspirował ludzi, którzy w obu krajach pracują na rzecz porozumienia polsko-żydowskiego.
Dlatego przez ponad trzy dekady uczył, że Auschwitz nie wyczerpuje polskiej historii, a relacje polsko-żydowskie są znacznie bogatsze niż ich najtragiczniejsze rozdziały. Kochał polską literaturę, znakomicie znał Sienkiewicza, potrafił godzinami opowiadać o wspólnych losach obu narodów. Był człowiekiem dwóch ojczyzn – równie mocno zakorzenionym w Izraelu, jak i w Polsce.
7 października 2023 roku świat, który współtworzył, runął. Podczas ataku Hamasu na kibuc Nir Oz został porwany do Strefy Gazy. Przez wiele miesięcy rodzina, przyjaciele i tysiące ludzi w Polsce oraz Izraelu czekały na jego powrót. Nadaremnie. Zginął w niewoli, mając 76 lat.
Paradoks jego losu jest przejmujący. Człowiek, który całe życie poświęcił budowaniu mostów między ludźmi, sam stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych ofiar wojny, która te mosty zburzyła. I, prawdę mówiąc, krew się we mnie burzy, gdy czytam, jak potraktowali go palestyńscy bandyci – i nie sposób wydusić z siebie słowa empatii czy choćby zrozumienia dla racji palestyńskich.
*
„Jesteśmy na wojnie, którą zwyciężymy!” – Izraelski premier Benjamin Netanjahu 7 października 2023 roku pokazał się publicznie dopiero o jedenastej trzydzieści sześć. Na południu Izraela od pięciu godzin trwała rzeź.
Trafu trzeba, że 7 października, na kilka dni przed masakrą, rozmawiałem z Amerykanką pochodzenia żydowskiego, która szalenie mocno była zaangażowana w ruch porozumienia izraelsko-palestyńskiego i w pomoc dla Strefy Gazy. Po wspólnych, rytualnych psioczeniach na Netanjahu zauważyła – jak mi się podówczas wydawało – bystro: „ Ale to po jego stronie jest bezprzykładny spokój w Izraelu, siła armii i osłabienie terrorystów”.
Jak więc to możliwe, pytałem później siebie po wielokroć, chowany nie tylko na serialu Fauda czy książkach Daniela Silvy o wszechmocnym izraelskim agencie Allonie, ale i mający wiele okazji do poznawania codzienności państwa Izrael – jak więc to możliwe, że nie tylko Izrael zaatakowano tak mocno, ale i to, że przez wiele, wiele godzin, nikt nie był w stanie pomóc mordowanym cywilom?
Tak, 7 października był efektem precyzyjnego planu destabilizacji Bliskiego Wschodu. Ale trudno nie pomyśleć, że był to plan, który nie tylko rodził się w szeregach hamasowców na terenie Gazy, ale i w miejscach mniej spodziewanych. Może w Ministerstwie Wywiadu Iranu VEVAK, w prestiżowej w dzielnicy Pasdaran, w północno-wschodniej części Teheranu? Może w Moskwie, w dzielnicy Jasieniewo, gdzie znajduje się centrala Służby Wnieszniej Razwiedki Rassijskoj Fiedieracii? A może – dlaczego nie? – w kompleksie premiera Izraela przy Kiryat Ben-Gurion w Jerozolimie?
Ta książka budzi emocje, rozpala. Najpierw, gdy czytasz o skali okrucieństwa palestyńskich terrorystów, rozumiesz bezlitosność izraelskich wojsk. Potem, gdy czytasz o okrucieństwach żołnierzy izraelskich, rozumiesz, że ich działania muszą budzić nienawiść wśród Palestyńczyków. A potem, gdy łapiesz się na tym, że i tobą zaczyna rządzić złość, nienawiść i bezradność jednocześnie.
I już wiesz, że sam ulegasz emocjom i wściekłości.
*
Autor książki to Jacek Tacik, którego rozpoznajecie zapewne z dziesiątek telewizyjnych transmisji z całego świata, szczególnie wiele wysyłał – i wysyła – korespondencji z Bliskiego Wschodu.
Pytam Jacka jak wyglądał jego 7 października.
– Na warszawskim Mokotowie świeciło słońce, poranek był ciepły. Zwlokłem się z łóżka i – czekając w kuchni przy ekspresie do kawy – oglądałem na telefonie zdjęcia ze Sderot, izraelskiego miasta graniczącego ze Strefą Gazy. Stało w płomieniach. Kłęby dymu ulatniały się z mieszkań. Auta ginęły w ogniu. Ulice opustoszały. Ludzie chowali się po domach. Miasto opanował Hamas. Zadzwoniłem do redakcji, TVN. Zapadła decyzja, że lecę do Izraela. Z powodu ostrzału rakietowego, przestrzeń powietrzna nad Izraelem została zamknięta. Dotarliśmy kolejnego dnia do Ammanu. Zbyt późno, żeby przedostać się do Izraela. Granica lądowa działa zaledwie kilka godzin. 9 października, z samego rana, byliśmy na miejscu.
Tel Awiw był miastem widmo. Ludzie ukrywali się w domach. IDF ostrzegało przed pojedynczymi bojownikami, którzy krążyli po kraju – stanowili śmiertelne niebezpieczeństwo. Nie miałem wątpliwości – 7 października był końcem świata dla Izraelczyków, który dokonał się na południe od Tel Awiwu. Czułem, że będzie końcem świata dla Palestyńczyków w Gazie. Być może nie przewidziałem skali zniszczenia. Na pewno nie byłem w stanie wyobrazić sobie wojny totalnej w regionie (z Iranem), z której dopiero wyłoni się nowy świata. Czy lepszy? Śmiem wątpić.
*
Ta książka jest bardzo ważnym świadectwem nie tylko masakry z 7 października 2023 roku i opowieścią o świecie zmieniającym się na naszych oczach. Jest także pretekstem do rozważań bardzo polskich – zwłaszcza dziś, gdy coraz śmielej odradza się u nas brunatny nacjonalizm.
Maciek Kozłowski, bohater książki autorstwa Krzysztofa Burnetki i mojej (Maciek Kozłowski – przemytnik wolności), zauważa, że relacje polsko-izraelskie są i muszą pozostać szczególnie intensywne. Przytacza przy tym słowa Szewacha Weissa, ambasadora Izraela w Warszawie, który mawiał, że stosunki między naszymi krajami mogą być albo bardzo dobre, albo bardzo złe, ale nigdy nijakie.
Dla Polaków istnienie państwa Izrael ma znaczenie szczególne. Przemawia za tym wspólna historia i wspólna kultura. Warto sobie uświadomić, że od końca średniowiecza wielonarodowa Rzeczpospolita była dla ogromnej części europejskich Żydów najbezpieczniejszą i najbardziej przyjazną przystanią na kontynencie. Szacuje się, że przez stulecia blisko 80 procent europejskich Żydów mieszkało na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej – polskich, litewskich i ukraińskich.
Później, po upadku trzech cesarstw w 1918 roku, kolejne narody tej części Europy odzyskiwały niepodległość. Własnego państwa zapragnęli także Żydzi. W tym sensie powstanie Izraela w 1948 roku można postrzegać jako dalekie, opóźnione następstwo Wielkiej Wojny.
Choćby Polacy i Żydzi nie wiem jak próbowali odgrodzić się od wspólnej przeszłości, ona pozostanie częścią obu narodów. Historia – wraz ze swoimi triumfami i traumami – jest przecież przekazywana z pokolenia na pokolenie. Jest jeszcze jeden powód. Ogromna część obywateli II Rzeczypospolitej – Żydów i osób pochodzenia żydowskiego – poniosła męczeńską śmierć podczas Zagłady. Zagłady zaplanowanej i przeprowadzonej przez niemieckich nazistów, ale dokonującej się także w cieniu obecnych w Polsce resentymentów i postaw antysemickich. Istnieje również moralna odpowiedzialność świata demokratycznego – nie tylko za sam Holokaust, lecz także za stulecia antysemityzmu wielokrotnie podsycanego, jeśli wręcz nie współtworzonego przez Kościoły chrześcijańskie Zachodu.
Jest wreszcie geopolityka. Państwo Izrael funkcjonuje w regionie, w którym część jego sąsiadów nie ukrywa, że najchętniej wymazałaby je z mapy. W tym sensie pierwsza wojna, którą współczesny Izrael przegra, może okazać się jego wojną ostatnią. Co oznaczałoby to dla stabilności świata – tłumaczyć chyba nie trzeba.
Ale czy wszystko to pozostaje niezmienne?
Nie. Obywatele Izraela nie mają monopolu na moralną rację. Sojusze międzynarodowe i amerykańska opieka również nie są dane raz na zawsze. Warto pamiętać, że jeszcze przed Nowym Ładem Franklina D. Roosevelta antysemityzm był w Stanach Zjednoczonych potężną siłą polityczną. Także państwo Izrael nie otrzymało gwarancji wiecznego istnienia. W epoce broni masowej zagłady nie sposób całkowicie wykluczyć nawet katastrofy porównywalnej z Zagładą czy – używając symbolicznego języka – Trzeciego Zburzenia Świątyni.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że ostatnie lata rządów Benjamina Netanjahu zrobiły wiele, by zniszczyć wizerunek Izraela w świecie. Być może radykalnie prawicowa polityka kolejnych izraelskich rządów wzmacnia wewnętrzną spójność państwa, ale jednocześnie przyczynia się do wzrostu nowych odmian antysemityzmu – także w środowiskach, które jeszcze niedawno patrzyły na Erec Israel z życzliwością.
Bezstronna opowieść Tacika jest jednym z dowodów tego procesu.
*
Po tej książce jeszcze bardziej jestem pewien tego, że świat nie jest czarno biały. I tego, że łajdactwo i szlachetność pospołu istnieją w każdej nacji. I tego, że trzeba walczyć z faszyzmem polskim, ale też i tym istniejącym realnie w Izraelu czy w Gazie.
Doskonała, straszna książka.
