Po krakosku
Bagatela i piosenka po krakosku
Komplet widzów w Bagateli, poezja i pisanie, które zmienia myślenie.
Czy piosenka jest dziełem literackim? Właściwie tak, skoro tacy poeci jak Czesław Miłosz, Cyprian Norwid czy Tadeusz Nowak już w tytułach swoich utworów wskazywali na ich muzyczne powiązania (ballada, hymn, kołysanka, piosenka, psalm).
Na dodatek, jeśli przyjąć, że wyznacznikiem piosenki jest rytm, to w zasadzie niemal każdy wiersz nadaje się do tego, by stać się poezją śpiewaną. A polską stolicą poezji śpiewanej i piosenki (nie tylko) poetyckiej jest oczywiście… wcale nie Opole, a Kraków, czyli miasto, z którego wyszli tacy artyści jak Ewa Demarczyk, Marek Grechuta, Kora, Zbigniew Wodecki i Jacek Wójcicki – a niektórzy nie wyszli, bo nadal tu mieszkają, vide: Andrzej Sikorowski.
Poezja śpiewana ma dziś status reliktu – nieco przestarzałej formy kojarzącej się głównie z sentymentalnymi utworami dla rozmarzonych studentek. Wielu literatów uważa ją za dość banalną formę rozrywki, choć może nieco lepszą niż disco polo. Tymczasem niejeden poeta skrycie marzy, żeby jego wiersze zaśpiewali Mirosław Czyżykiewicz czy Grzegorz Turnau, bo to najlepsza droga, by wyjść poza kameralne grono czytelników sięgających po tomiki poezji. Jak wiadomo, „piosenka musi posiadać tekst”, lepiej więc, żeby posiadała lepszy niż gorszy. Nieco płynniejsze i pojemniejsze jest natomiast zjawisko piosenki poetyckiej, czyli tekstu, który został napisany z przeznaczeniem do zaśpiewania – jego wyznacznikiem jest w zasadzie jedynie „głęboka treść”, co wydaje się dość subiektywnym pojęciem.
Piosenka poetycka i poezja śpiewana to formy kontrkultury, kiedyś skierowane przeciwko ustrojowi komunistycznemu, a dziś przeciwko kulturze komercyjnej, wykraczające daleko poza muzykę rozrywkową i mające swoich wyrafinowanych odbiorców, szukających w nich czegoś więcej niż tylko brzmienia zsynchronizowanego z wpadającym w ucho tekstem. Można powiedzieć, że ich powiązania z muzyką punkową są dość bliskie, jeśli chodzi o przekaz. Przed rokiem 1989 piosenka poetycka była głosem wolności mówiącym nie wprost o rzeczach, o których nie można było mówić, jak upadek PRL-u (np. Nie pytaj o Polskę Grzegorza Ciechowskiego) czy historia Polski (cała seria utworów Jacka Kaczmarskiego). To był głos pokolenia, manifest wolnej kultury, która głosiła: „róbmy swoje” bez względu na ustrój polityczny. Właśnie ta piosenka Wojciecha Młynarskiego, napisana w 1986 roku w stanie wojennym, to jeden z przykładów utworów, które stały się nieformalnym hymnem opozycji komunistycznej. Wiedziała o tym cenzura, bo w pozornie niewinnie brzmiących słowach refrenu dopatrywała się nawoływania do obalenia ustroju komunistycznego. Języków nie strzępili też inni bardowie doby PRL-u, jak Jacek Kleyff, obnażający telewizyjną propagandę w piosence Telewizja, czy Jan Krzysztof Kelus, który w Przypowieści o jeżach zawarł chyba całą prawdę na temat smutnego życia inteligenta w kraju komunistów.
Czy to znaczy, że kiedyś piosenki były lepsze? Na to pytanie nie da się odpowiedzieć jednoznacznie, z pewnością jednak miały głębszy kontekst kulturowo-społeczny niż dziś, poza tym to, co w kulturze wybitne, widać dopiero po wielu latach. Niewątpliwie jednak epoka poezji śpiewanej i piosenki poetyckiej chyli się ku końcowi. Coraz mniej jest festiwali poezji śpiewanej i piosenki poetyckiej, coraz mniej twórców sięga po poezję jako tekst utworu muzycznego. Poza pojedynczymi recitalami Edyty Geppert czy Grzegorza Turnaua piosenkę poetycką wciąż można jednak usłyszeć w teatrze, np. w krakowskiej Bagateli. Od pięciu lat wystawiana jest tam Bagatela śpiewa – spektakl w formie koncertu, o którym Witold Bereś pisał jakiś czas temu w swojej entuzjastycznej recenzji (https://krakowiswiat.pl/ba-ga-te-la/). Nie da się ukryć, że zespół artystyczny tego teatru ma w kwestiach wokalnych wiele do powiedzenia (czy raczej zaśpiewania), dlatego rok 2025 zakończył się premierą kolejnej odsłony takiego śpiewanego spektaklu – Kochajmy skowronki talent show w reżyserii Krzysztofa Materny, którego można jako reżysera cenić lub nie cenić, bez wątpienia jednak ma wrażliwe ucho na dobrą muzykę. Forma talent show może nie do końca jest udana (ciekawszym rozwiązaniem byłoby np. uaktywnienie widzów jako jurorów), ale wysłuchanie piosenek autorstwa Jacka Cygana, Agnieszki Osieckiej czy Jana Kantego Pawluśkiewicza w wykonaniach aktorów zdolnych nawet do zaśpiewania arii operowych znacząco podnosi we krwi poziom estetycznej radości, tym bardziej, że piosenkom towarzyszy muzyka na żywo zagrana przez Dawida Suleja Rudnickiego z zespołem.
Bagatela ma w swoim repertuarze jeszcze jeden śpiewany spektakl poświęcony piosence poetyckiej i poezji śpiewanej: Piosenki odnowa, również wyreżyserowany przez Maternę. To recital Kamili Klimczak – artystki o niesamowitym głosie, związanej m.in. z Piwnicą pod Baranami – bardzo nastrojowy, momentami wzruszający nawet tych, którzy się z reguły nie wzruszają. W recitalu swoje miejsce mają też piosenki żydowskie, których wartością dodaną jest fakt, że Kamila Klimczak śpiewała w zespole „ostatniego klezmera Galicji” Leopolda Kozłowskiego (także po hebrajsku i w jidysz).
Wszystkie te trzy spektakle muzyczne w Bagateli mają niemal zawsze komplet widzów na widowni. To dowód, że piosenka poetycka wciąż jest potrzebna, że sens i przekaz w muzyce jest tak samo ważny jak dobre brzmienie. Było kiedyś takie powiedzenie, że „pisanie może zmienić myślenie, a myślenie może zmienić społeczeństwo”. Dzisiaj ten ciężar odpowiedzialności za myślenie należałoby raczej przerzucić na słuchanie, bo sprzedaż słuchawek i subskrypcja Spotify ma się tak dobrze, jak nigdy wcześniej. Jeśli więc zmieniać myślenie społeczeństwa poprzez piosenki, to należy zacząć od poezji.
Fot: Jeremi Astaszow (Bagatela)