Rekomendacje
Jak spieniężyć miłość?
Harry Potter, Diuna i inni, czyli miłość z elfimi uszami
W świecie bookstagrama – czyli socialmediowego świata książkowego – początek roku 2025 upłynął pod znakiem premiery trzeciego tomu sagi Empireum Rebecci Yaros. „Onyx Storm” szturmował księgarnie i świat online. Świat fantazji ma się znakomicie!
Ten tekst piszę dla Państwa w granatowej bluzie Ravenclaw, obok piórnika z napisem Wingardium Leviosa i plecaka 9 i 3⁄4. Notuję w zeszycie „Nie bez powodu nazywam Cię Violence” (Fourth Wing), siedząc zaraz obok plakatów Władcy Pierścieni oraz Diuny. Tak. Ukochane światy materializują się w XXI wieku pięknie. Świat fantasy, choć dosłownie to przecież świat fantazji, biznesowe realia zna wyjątkowo dobrze. W literaturze, w której worldbuilding, czyli stworzenie świata spójnych wartości, logicznej geografii, historii, obyczajowości, jest równie ważne jak sama fabuła, rozszerzanie owego uniwersum o kolejne elementy jest koniecznością. Tego wymaga gatunek i czytelnicy, a to z kolei stwarza rozmaite szanse dla rynku. Książka to nie tylko opowieść, to także wszechpotężny fandom, który ma swoje wymagania. Dobrze nakarmiony odpłaca lojalnością i sowitymi zyskami dla właścicieli marki.
Popularna książka to przecież doświadczenie kulturowe – to ekscytujące oczekiwanie na przedsprzedaż kolejnego tomu, wydania kolekcjonerskie z barwionymi brzegami, kolejki w bibliotekach. To także niekończące się posty i rolki, tworzone przez czytelników mikrofilmiki przy użyciu AI z wybranych scen z książek, to dyskusje na spotkaniach autorskich, po wielokroć odtwarzane potem w sieci, to spekulacje odnośnie przeszłości bohaterów i potencjalnych rozwiązań fabularnych w kolejnych częściach (lub rosnące w siłę fanfiction – jak chociażby Manacled o losach Draco Malfoya i Hermiony Granger w realiach jak z Opowieści podręcznej).
Ośmiornica kultury literackiej pozostaje jednak spójna ze zjawiskiem powszechnej i szerokiej konsumpcji treści – młodzi czytelnicy nie tylko „czytają” – książek się słucha, czyta na kilku urządzeniach na zmianę, konsumuje się też komiksy, rysunki, tworzy memy. Czytelnicy zanurzają się w hybrydowy świat narracji za pomocą więcej niż jednego kanału komunikacji. Wreszcie – częścią współczesnej kultury literackiej stała się też nieustająca i zazwyczaj skazana na porażkę ucieczka przed spoilerami. Podlewanie tego ognia udanym merchem, czyli serią kolekcjonerskich gadżetów, wydaje się więc biznesową koniecznością. Noszenie koszulki z ulubionym cytatem z książki lub innym elementem świata przedstawionego zwiększa zaangażowanie i poczucie przynależności. Do tego dodajmy pachnącą świeczkę sojową z imieniem bohatera, kubeczki, kocyki, czapki z daszkiem, a z bardziej autorskich rzeczy… wzory do samodzielnego wydziergania ubrań na podobieństwo tych filmowych czy książkowych (swetry pani Weasley) – i mamy świat sprzedaży i konsumpcji idealnej.
Nie wszyscy i nie zawsze jednak idą tym tropem. Świat Tolkiena rozgoszczony jest w wyobraźni czytelników od kilku dziesięcioleci. Zmonetyzowane perfekcyjnie Śródziemie w adaptacji Petera Jacksona doczekało się nie tylko koszulek, zeszytów czy kubeczków, ale i specjalnej, czasowej instalacji na lotnisku w Wellington w postaci gigantycznego Golluma podwieszonego pod sufitem. Osobną sprawą jest możliwość odwiedzenia dawnych filmowych lokacji Hobbitonu, czyli domków hobbitów z obu trylogii – Władca Pierścieni i Hobbit. Za soundtrack z Drużyny Pierścienia na winylu płaci się dziś w sieci minimum 1000 euro. Od wielu innych fan worldów świat Tolkiena odróżnia jednak postawa zarządzającego – Tolkien Estate należy bowiem do jednego z najbardziej surowych graczy na rynku fantasy i bezlitośnie eliminuje oddolną samowolkę wykorzystującą np. elementy graficzne uniwersum Śródziemia. W świecie tolkienistów znane są więc przypadki realizowania np. niezależnych tłumaczeń całego Silmarillionu (!) wydawanych po cichu, zaledwie dla kilkudziesięciu odbiorców, lub autorskich gier planszowych, których nikt nawet nie zaprezentuje online z obawy przed szturmem prawników TE. Tak, zdanie „Ash nazg durbatulûk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulûk agh burzum-ishi krimpatul”, czyli „Jeden, by wszystkimi rządzić. Jeden, by wszystkie odnaleźć. Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać” – zapisane pięknymi runami Czarnej Mowy też może być zastrzeżone.
Ogadżetowanie czytelników to jednak przecież nic nowego. Gigant rynku dziecięcej (choć nie tylko) opowieści – Disney – robi to skutecznie od lat. Lalki w kształcie ulubionych bohaterów, kolorowanki, ubrania czy – pamiętane z lat 90. – karteczki są powszechnie znane. Największym ucieleśnieniem tej wyobraźni są parki rozrywki Disney World, z których pierwszy otworzono w 1971 roku. To właśnie tam dzieci mogą przytulić się do wielkiej Myszki Mickey czy uścisnąć rękę Goofy’ego. Tam można przejechać się pszczelim wagonikiem z Kubusiem Puchatkiem albo innymi pojazdami rodem z Zuzi i Hultaja albo Dumbo. Wbrew pozorom wyobraźnia lubi dosłowność.
Nie mogło też być inaczej z Harrym Potterem. Przygody małego czarodzieja, choć początkowo przecież konsekwentnie przez wydawców odrzucane, zarządzają zbiorową wyobraźnią od ponad dwóch dekad. Zaczęło się już w 1997 roku, kiedy premiera Harry Potter i kamień filozoficzny, czyli pierwsza część cyklu, zaczęła szturmować listy bestsellerów. Do 2023 roku dane mówiły o ponad 600 milionach sprzedanych egzemplarzy. Harry Potter to dziś gigantyczne uniwersum przeliczane na wartość ponad 25 bilionów dolarów (październik ’23). Na całość franczyzy składają się przede wszystkim książki i filmy, ale i wspomniany już merchandising (od ubrań, przez różdżki, po czekoladowe żaby i fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta), gry i parki rozrywki oraz wystawy.
I tak od 11 kwietnia (dokładnie w 25. rocznicę publikacji w Polsce pierwszych dwóch tomów) do połowy sierpnia w Alvernia Planet, czyli słynnych kopułkach, będzie można odwiedzić wystawę poświęconą Harry’emu Potterowi. Wystawa ma być swoistą podróżą przez świat przygód małych czarodziejów. Będą artefakty, sceny z filmów, rekwizyty i inne elementy (angażujące różne zmysły), które mają sprawić, że goście poczują się jak w Hogwarcie. Dla uczestników przewidziano też zadania, choć mam nadzieję, że nie jest to Turniej Trójmagiczny. Może zwykła, spokojna gra w szachy?
W całym tym szaleństwie, nadprodukcji dóbr i konsumpcji kremowego piwa, warto pamiętać, że Harry Potter to coś więcej niż znakomita powieść fantasy. Więcej niż dobra i mądra literatura o utracie, o dorastaniu i dorośleniu. To jest po prostu bardzo dobra literatura. Świetni bohaterowie, piękny świat przedstawiony, wyjątkowa fabuła. Wciąż nosząca znamiona dzieła prawdziwie oryginalnego. Kto nie wierzy, niechaj zerknie do twórczości innej ultrapopularnej pisarki fantasy – Sary J. Maas. Maas bowiem eklektycznie czerpie zewsząd – z Tolkiena, Rowling, Bishop i Le Guin – Maas powiela i przetwarza. J. K. Rowling udało się stworzyć świat świeży i inspirujący, który po ćwierćwieczu nadal rośnie w siłę. I nic nie zapowiada zmiany.
A tak w ogóle… z którego jesteś domu? Tylko pamiętaj, nie wolno opowiadać kłamstw.
Tekst ukazał się w numerze 3-4 2025, a najnowsze numery naszego magazynu znajdziesz tutaj.