Słowo
Zaduszki: Kazimierz Kuczman z Wawelu
Pięć lat temu, 29 stycznia 2021 roku, w Krakowie zmarł prof. Kazimierz Kuczman – historyk sztuki. Dla mnie była to niezwykła postać, choćby z tego względu, że mieszkał na Wawelu.
Pracować i mieszkać na Wawelu, czy można sobie coś takiego wymarzyć? Mnie też udało się przez chwilę pracować na wawelskim wzgórzu. Każdego dnia wspinać się czapkując Kościuszce, sprawdzając czy kość mamuta ma się dobrze na bramą Katedry Wawelskiej, w końcu przechodzić przez wawelski dziedziniec i nurzać się wśród starodruków, w przerwie wystawiając twarz do czasem zaglądającego na dziedziniec słońca… A Kazio miał to każdego dnia przez kilkadziesiąt lat! Nie musiał nawet opuszczać wzgórza wawelskiego. Z Kazimierzem poznał mnie ks. prof. Wilhelm Gaj-Piotrowski, który przez lata był rezydentem w klasztorze OO. Reformatów przy ul. Reformackiej. Znali się, bowiem ks. Gaj-Piotrowski, pochodzący z Charzewic pod Rozwadowem, był regionalistą przez całe życie zbierającym materiały do dziejów Rozwadowa i okolic. Całe miesiące przesiadywał więc w Państwowym Archiwum na Wawelu, gdzie przeglądał legendarne Teki Scheneidra.
Kazimierz Kuczman pochodził z Rzeczycy Okrągłej – nieopodal Rozwadowa – ukończył Liceum Ogólnokształcące w Stalowej Woli i kto wie, czy nie był pierwszym lub jednym z pierwszych historyków sztuki pochodzącym z naszego regionu. Piszę naszego regionu, bo i ja wywodzę się z Rozwadowa, ukończyłem to samo stalowowolskie liceum. Stąd też znalazłem się w tym dostojnym gronie.

Kazia poznałem jeszcze w czasie, gdy mieszkał przy – wówczas – ul. Świerczewskiego, dzisiaj Studenckiej. Odwiedzałem go zazwyczaj przy okazji zajęć z historii starożytnej – wykłady prowadzone przez prof. Aleksandra Krawczuka i ćwiczenia prowadzone przez – wówczas jego ucznia magistra – prof. Edwarda Dąbrowę. Spotkania, w jakich uczestniczyłem, zazwyczaj dominował swymi opowieściami o odkryciach dotyczących naszego regionu ksiądz profesor. Kazimierz był zawsze małomówny. Poza tym w tamtych czasach nie bardzo orientował się, ani interesował historią Regionu Rozwadowskiego. W końcu na Wawelu obcował z prawdziwą sztuką, artyzmem obrazów, legendarnych arrasów, mebli czy w końcu Głów Wawelskich. Wtedy nie maił pojęcia, że przy okazji konserwacji Sali Poselskiej i zdjęciu ze stropu głów wawelskich będzie je naukowo opracowywał, w końcu, że zostanie autorem książki, która na stałe zespoli go z głowami wawelskim. Mam tu na myśli tom XI Biblioteki Wawelskiej „Renesansowe Głowy Wawelskie” opublikowany w 2004 roku. Wystawa umożliwiająca spojrzenie w oczy głowom wawelskim, potem wydanie wspomnianej książki – nota bene uhonorowanej Nagrodą Krakowska Książka Miesiąca – było dużym wydarzeniem w życiu kulturalnym Krakowa. Dzięki znajomości z Kazimierzem – nie przyznam się, że głaskałem piękne nieruchome od wieków głowy – miałem okazję spojrzeć na nie bezpośrednio, bez zabezpieczającej je szybami przez odwiedzającymi widzami wystawę. Wrażliwość na sztukę u Kazimierza nie była przypadkowa. Jeszcze nie znaliśmy się, a ja wiedziałem o rzeźbiarzu z Rzeczycy Okrągłej, który postawił pomnik Adama Mickiewicza. To dzieło ojca Kazimierza – Józefa Kuczmana (1911-1993) który znany był w okolicy jako autor kamiennych rzeźb nagrobkowych, dzisiaj już zabytkowych, jakie można spotkać na okolicznych cmentarzach. Ciekawe, czy już zrobiono inwentaryzację jego rzeźb. Jedna z sióstr Kazimierza jest też znaną w regionie malarką, m. in. kopistką cudami słynących obrazów Madonn. Kazimierz Kuczman, jako historyk sztuki, dostąpił zaszczytu nie tylko uczestnictwa w stypendialnym projekcie prof. Karoliny Lanckorońskiej, ale i niezwykłej z jej strony sympatii. Opowiadał bowiem wielokrotnie, że bywał zapraszany przez nią na spotkania, których uczestniczyła tylko jej sekretarzyni. Między innymi dlatego znalazł się w gronie osób zajmujących się inwentaryzacją i przygotowaniem do przekazania i przyjęcia Kolekcji Karoliny Lanckorońskiej na Wawelu. Trzeba zaznaczyć, iż przyjęcie tego daru było wydarzeniem, które szerokim echem odbiło się wówczas w całej Polsce, a Wawel stał się właścicielem jednego z najważniejszych i największych zbiorów malarstwa włoskiego w Polsce. Pokłosiem tych prac, związanych także z przygotowywanymi wystawami była książka, wydana wspólnie z Marią Skubiszewską w 2008 roku – „Obrazy z kolekcji Lanckorońskich z wieków XIV-XVI w zbiorach Zamku Królewskiego na Wawelu”.

Kazimierz zadbał też o to, bym był zapraszany na wernisaże wszystkich wystaw na Wawelu i poznał wszystkie najciekawsze, niedostępne powszechnie dla odwiedzających, zakamarki Wawelu. Inną płaszczyzną naszego spotkania były Kresy. Współredagowałem kwartalik „Cracovia Leopolis”, którego redaktorem naczelnym był Andrzej Chlipalski, a Kazimierz Kuczman był uczestnikiem projektu mającego na celu przeprowadzenie inwentaryzacji zabytków sakralnych na Kresach. Stało się to możliwe dopiero po powstaniu Ukrainy. Efektem tych trudnych badań jest trzynaście tomów „Materiałów do dziejów sztuki sakralnej na ziemiach wschodnich dawnej Rzeczypospolitej. Kościoły i klasztory rzymskokatolickie dawnego województwa ruskiego” jakie wydane zostały przez Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie pod naukową redakcją prof. Jana K. Ostrowskiego w latach 1993-1999.
Kazimierz Kuczman lubił podróżować. Często opowiadał mi o słynnych wyprawach krakowskich historyków sztuki po Europie. To były czasy, kiedy Europa i jej zabytki oraz zbiory nagle stały się dla nas dostępne! Często w tracie studiów dzieła znane z marnych czarno-białych reprodukcji, stanęły nagle w oryginale na wyciągnięcie ręki! Współczesne pokolenia tego nie tylko ni e pamiętają, ale i nie są w stanie zrozumieć… Kiedyś organizowaliśmy kameralny wyjazd do Rumunii, gdzie w okolicach Suczawy zwiedzaliśmy piękne malowane cerkwie. Kazimierz dał się wtedy namówić na ten wyjazd. Dopisała pogoda i niezwykły program przygotowany przez Aleksandra Dymka. Po latach z Kazimierzem spotykaliśmy się w Stalowej Woli, gdzie na stałe osiadł ks. prof. Wilhelm Gaj-Piotrowski. Gdy powstało Regionalne Muzeum w Stalowej Woli, którego zbiory oparły się o przekazaną kolekcję przez księdza kolekcję, Kazimierz Kuczman – jako wybitny historyk sztuki – został zaproszony do Rady Programowej tej ważnej w regionie instytucji. Warto wspomnieć, że przez lata oprócz Pałacu Lubomirskich powstało Muzeum Alfonsa Karpińskiego (w dawnym budynku rozwadowskiego sądu) oraz Muzeum Centralnego Okręgu Przemysłowego, którego owocem jest przecież Stalowa Wola. Często też (choć tu wiele więcej mogłaby opowiedzieć pani Anna Garbacz – przez lata prowadząca Archiwum i Bibliotekę Muzeum), gdy była dobra pogoda wraz z księdzem i Kazimierzem jechaliśmy oglądać cuda regionu. Taką wyprawą był wyjazd do Ulanowa, gdzie zwiedzaliśmy drewniany kościół, drewnianą kaplicę cmentarną, na Rynku podziwialiśmy balkon, na którym miał przyjmować defiladę swych wojsk ks. Józef Poniatowski. Potem dotarł do Rozwadowa… Odwiedziliśmy też żydowski cmentarz zarośnięty lasem, bardzo wtedy zaśmiecony.
1 listopada, tradycyjnie, odwiedziłem grób Kazimierza Kuczmana na cmentarzu w Woli Rzeczyckiej. Zapaliłem znicz pamięci od siebie, ale też z myślą o tych, którzy nie są w stanie dotrzeć tu w ten dzień z Krakowa, a na pewno pamiętają i z sentymentem wspominają Kazimierza Kuczmana z Wawelu…
