Rekomendacje
Liczą się piękne spotkania!
Wieczór, 19 października 2026 roku, w Muzeum Żydowskim Galicja na pewno zapisany zostanie w dzienniku Anny Petelenz jako jedna z piękniejszych chwil z wolna mijającego roku. A może stanie się jedną ze scen jej kolejnej książki?
W wypełnionej do ostatniego miejsca Sali odbyła się premiera powieści Anny Petelenz „Liczą się tylko poranki” wydanej przez Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS. Gości powitał Witold Bereś – redaktor naczelny Magazynu „Kraków i Świat”, a z autorką o książce rozmawiali Katarzyna Fortuna z Radia Kraków, Katarzyna Kachel z Gazety Krakowskiej i prof. Krzysztof Zajas – pisarz i literaturoznawca. Dotychczas Anna Petelenz dała się poznać jako autorka reportaży i eseistka, autorka interesujących książek – między innymi „Potrzebni, niepotrzebni” i „Wiedeń naszkicowany” oraz jako zastępczyni redaktora naczelnego Magazynu „Kraków i Świat”.
Książka jest na wskroś krakowska. Od pierwszej chwili jej akcja toczy się w naszym mieście. Odnoszę wrażenie, że opisane przestrzenie istnieją już tylko w pamięci bohaterek. Może to przedwczesne stwierdzenie po kilkunastu stronach lektury? Ważnym jej punktem odniesienia w powieści jest kiosk. Zwykły osiedlowy kiosk, wokół którego przez lata toczyło się życie w najbliższej przestrzeni. Symbol stałości, a może stagnacji? Miejsce spotkań, rozmów, poszukiwania wsparcia czy pomocy u wiedzącej wszystko kioskarki (bywali też kioskarze…)? Choć przecież kioski już zniknęły z naszej przestrzeni. Drugim ważnym punktem odniesienia w powieści staje się stary kamper, którym udajemy się wraz z autorką w tajemniczą podróż w kierunku Wiednia, w równie dziwną przestrzeń społeczną, bo przecież nie o krajoznawstwo w książce chodzi. Kamper to z kolei symbol ruchu, dający nadzieję na zmiany, przygody, poznawczość… Katarzyna Fortuna zwróciła uwagę, że książka jest o narastającym buncie, nieposłuszeństwie kobiet – bohaterek książki – występujących na jej kartach. Natomiast mężczyźni – na co zwrócił uwagę Krzysztof Zajas – pojawiają się jedynie w tle, traktowani przedmiotowo, a jedynym ich pozytywnym przedstawicielem jest Tadzio. Autorka przyznała też, że jest to powieść o kobietach w różnym wieku, które coś uwiera i same nie wiedzą co to jest, jak się tego pozbyć, i jak z tym żyć, ale starają się coś z tym problemem zrobić. Natomiast Katarzyna Kachel zauważyła jak istotną rolę odgrywa narracja przedmiotów występujących w powieści. Są uczestnikami wydarzeń w życiu bohaterek. Czasem służą kilku pokoleniom. Zatem może są też obserwatorami? Ilość nawarstwiających się wątków i postaci, ale i niezwykłych emocji, zawartych w książce Anny Petelenz będzie chyba zaskakująca. Już wiem, że nie będzie to łatwa lektura!
Eliza Kącka, w swej recenzji o książce Anny Petelenz, napisała: „Gdy czyta się tę książkę, ma się wrażenie, że kobiecość jest jak dryfowanie pod wodą – z rzadkim wynurzeniem nad powierzchnię zdarzeń, z kilkoma ledwie ekscesami-wyskokami po haust powietrza. Czy tak formatuje się kobiety, czy też one same nieuchronnie skazują się na ów dryf pod taflą społeczną – to jedno z pytań tych współbieżnych historii.”
Spotkanie urozmaicała fortepianowa muzyka Adama Niedzielina, który ilustrował to co się działo na scenie swymi kompozycjami. Fragmenty książki czytała Beata Schimscheiner. Aż chciałoby się słuchać tej książki jako audiobooka w jej interesującej interpretacji. W dedykacji do książki, którą już po powrocie do domu zacząłem czytać, autorka życzy mi „samych pięknych poranków”! Ze swej strony raz jeszcze gratuluję pięknego wieczoru autorskiego i prozatorskiego debiutu!
