Spotkanie
Grzegorz Piątkowski: „Dziś Lema zaskoczyłaby ludzka głupota”
Czy przyszłość wciąż należy do nas? Na to pytanie odpowiedzi poszukają uczestnicy Kongresu Futurologicznego (Pałac Potockich, 11-13.09). O Lemie, możliwych scenariuszach i sztucznej inteligencji.
Paulina Filipiec: Przyszłość dla wielu jest przerażająca, niepewna i zbyt teoretyczna. Dlaczego chcecie o niej rozmawiać?
Grzegorz Piątkowski, organizator Kongresu Futurologicznego, członek Rady Nadzorczej Polskiej Fundacji Fantastyki Naukowej: Niezależnie od tego, czy jest straszna, czy patrzymy na nią z nadzieją, trzeba o niej mówić. Powinniśmy omawiać różne jej wersje i przygotować się na każdą z nich. Dodatkowo jesteśmy w okresie największego przełomu technologicznego, jakiego ludzkość doświadczyła. To osobliwość, czyli moment, w którym AI zyskuje świadomość, osiąga taką moc zrozumienia rzeczywistości i działania, że nasze przewidywania mogą zawieść.
Ciekawie pisze o tym Lem w Golemie XIV. Tam komputer, który uzyskał takie możliwości, zamiast zająć się opracowaniem strategii dotyczących walki czy zapobiegania atomowej zagładzie ludzkości, zajął się filozofią, bo stwierdził, że to nieporównywalnie ciekawsze zajęcie. Zebranie ludzi, którzy mają coś do powiedzenia na temat przyszłości, jest więc naturalne i potrzebne.
Właśnie do Lema wracacie w czasie Kongresu Futurologicznego.
Kiedy zachodnie służby oceniały jego twórczość, uznały, że za Lemem musi stać cała masa pisarzy. Nie mieściło im się w głowie, że jedna osoba jest w stanie stworzyć tak rozległy i spójny obraz przyszłości. Taki poziom zdolności przewidywania możliwych scenariuszy oraz budowania drzewa prawdopodobieństwa prezentował.
Przyszłość będzie wynikiem naszych decyzji czy konsekwencją procesów, nad którymi tracimy kontrolę?
Gdybyśmy stworzyli drzewko prawdopodobieństwa, moglibyśmy odnaleźć najbardziej możliwą wersję. Ale takie, które namalowalibyśmy trzysta lat temu, różniłoby się znacząco od tego stworzonego teraz. Na poziomie indywidualnym pełnej kontroli nie mieliśmy nigdy. Jesteśmy u progu technofeudalizmu, czyli systemu społecznego, w którym tylko wąska elita z dostępem do centrów danych – będąca jeszcze mniejszym odsetkiem społeczeństwa niż za czasów realnego feudalizmu – posiada znacznie głębsze narzędzia kontroli społecznej. Również nieuświadomionej.
My sami, scrollując godzinami telefony, tracimy panowanie nad własnym życiem.

Rozmowy o przyszłości mogą nam pomóc ją kontrolować?
Oczywiście. Po pierwsze trzeba uświadomić sobie mechanizmy, które kierują nami dziś i będą wpływać na nas w przyszłości. Poznanie obecnego stanu rzeczywistości jest punktem wyjścia do tworzenia tego drzewka prawdopodobieństwa. Jeśli weźmiemy aktywną odpowiedzialność za przyszłość, dużo będzie od nas zależeć. Jeśli nic nie zrobimy, później nie będziemy mieć decyzyjności.
Czym jest aktywne działanie?
Zaczynając od jednostki należy zadać sobie pytanie: czy naszym jedynym zasobem jako człowieka jest telefon, czy może jednak mamy coś w głowie? Polecam to drugie. A wychodząc od tematu wyszkolenia językowego sztucznej inteligencji oraz używania modeli, powinniśmy zastanowić się, czy Kraków jest gotowy na optymalizację i czy powstają w nim laboratoria sztucznej inteligencji.
Jaka jest według Pana najbardziej prawdopodobna wersja przyszłości?
Jesteśmy przed wykładniczym wzrostem dwóch podstawowych technologii. Pierwszą jest sztuczna inteligencja. To, co mamy dzisiaj, jest jedynie zapowiedzią tego, co nastąpi za jakiś czas. A druga to biotechnologia – pierwsza faza autokreacji ludzkiego organizmu, jego zmian. Zarówno leczenia, jak i modyfikacji. Mamy kilka możliwych scenariuszy przyszłości. Od takiej cyberpunkowej, przez solarpunkową, po technofeudalizm. Dużo będzie zależało od tego, w jakim miejscu się znajdziemy, bo jeśli będziemy w Afganistanie, to za dwadzieścia lat nic się nie zmieni. A jeśli w Stanach czy Japonii, prawie na pewno staniemy się podmiotami przyszłości.
Przyszłość to bezpieczniejszy świat czy zagrożenie?
To pytanie zadał sobie Łukasz Marek Fiema – pomysłodawca Kongresu Futurologicznego.
Ja wierzę w przyszłość jasną. Wierzę, że naszą cywilizację można poprowadzić w pozytywny sposób, ale musimy aktywnie działać. Nie można pozostawić tego entropii. Zmienną, która jest istotna to nasze zaangażowanie. Zawsze przecież jest szansa i zagrożenie. Jeśli czeka nas bezwarunkowy dochód gwarantowany, UBI, to zaistnieje gigantyczne zróżnicowanie pod kątem tego, co się komu chce. Dzisiaj wymagamy wysiłku. Im bardziej będziemy od niego odchodzić, tym ważniejsze stanie się pytanie: co zrobić, żeby chciało nam się chcieć? A dalej: czego powinniśmy chcieć?
Technologia nas rozleniwiła?
Technologia wynika z lenistwa. Nie chciało nam się podejść do telewizora, więc wynaleźliśmy pilota.
Ale napędza ją także nasza żądza panowania nad światem. Jednocześnie technologia przyczyniła się do ogromnego ograniczenia cierpienia. Jeśli spojrzymy na ostatnie sto lat, zobaczymy radykalny spadek liczby osób głodujących czy żyjących poniżej granicy ubóstwa. Wiele rzeczy, które dziś uważamy za oczywiste, jeszcze dwieście lat temu było praktycznie nieosiągalnych. Weźmy choćby lodówkę. Za dwieście złotych możemy dzisiaj polecieć z Polski do Rzymu, a kilkaset lat temu było to dostępne dla promila społeczeństwa. Nawet nasz wywiad online okazałby się niemożliwy jeszcze kilka dekad temu.
A minusy?
Oczywiście są. Chociażby uzależnienie od telefonu czy drastyczne zmniejszenie zakresu uwagi. Bardzo zagrożone są tu dzieci, bo ich mózgi od małego są przyzwyczajane do nowości. Ciągle coś nowego, ciągłe przewijanie. Za tym idą mechanizmy dopaminowe, a nasz mózg nie jest dopasowany do takiej liczby nowych wiadomości na godzinę. Dawniej ludzie znali sto, może dwieście osób. Dziś widzimy ich na Instagramie setki tysięcy. Kiedyś liczba twarzy, którą widział przeciętny człowiek w ciągu jednego dnia, była minimalna. Dzisiaj na aplikacji randkowej możemy zobaczyć więcej osób, niż ludzie widzieli kiedyś w ciągu całego życia.
A co by Lema we współczesności zdziwiło?
Stopień głupoty ludzkiej.
Cywilizacja polega na tym, że my tę naszą zbiorczą głupotę staramy się przemieniać w wiedzę aplikowalną. Głupota ma przecież dwa aspekty: jeden to niewiedza, a drugi to niezdolność jej zastosowania. Historycy świetnie wiedzą, jakie błędy popełniliśmy w przeszłości, ale nie mają żadnych zdolności, żeby nie doprowadzić do tego, byśmy popełnili je ponownie. Umiejętność uczenia się na błędach jest ważna, ale jeszcze ważniejsze jest przewidzenie błędów i właśnie o tym na Kongresie Futurologicznym będziemy rozmawiać.
Ilustracja: Autorstwa Jeremiah Z. Cockroach – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=181166667
