Po krakosku
Teatr nowy Proxima: Nasza Mama Sinéad nie chce zejść ze sceny…
Po oklaskach.
Jeszcze dzisiaj – a minęło już kilka tygodni od premiery – czuję gęsią skórkę na samą myśl o spektaklu Katarzyny Chlebny „Nasza Mama Sinéad”. Autorka scenariusza jest też reżyserką i odtwórczynią głównej – tytułowej – roli. Muszę wyznać, że oprócz pięknych i ujmujących piosenek słuchanych przeze mnie z przyjemnością, niewiele wiedziałem o – wydawało mi się ekscentrycznej – piosenkarce. Strzyżenie głowy do gołej skóry, podarcie portretu papieża, zmiana wyznania religijnego – czego dla publicity, marketingu podnoszącego oglądalność i sprzedaż płyt nie robią artyści?! Tak myślałem. Nie szukałem prawdziwych powodów tego, co się z nią tak naprawdę działo. Nie dostrzegałem dramatu dziewczyny, kobiety i matki… Matki, borykającej się ze swą kruchą psychiką, która w pewnym momencie życia utraciła dziecko – 17-letniego syna, na imię miał Shane.
Ktoś powiedział, że spektakl miał kilka finałów, że wydawałoby się, że to już koniec, ręce składają się do oklasków, a tu jeszcze kolejna odsłona! Można odnieść wrażenie, że autorka spektaklu nie jest zdecydowana jak zakończyć przedstawienie, a może nie potrafi się artystyczne rozstać z tymi wyśpiewanymi przez nią finałami? To tylko wrażenie, może zniecierpliwionych widzów, chcących już pędzić dalej, bo dziś nawet tak bolesny przekaz spektaklu tylko nielicznych skłania do zatrzymania się i chwili refleksji… Nie, to nie tak… Po prostu „Nasza Mama Sinéad” nie chce zejść ze sceny, jakby docierało do jej ducha, że mogła zrobić coś więcej, że jeszcze nie całkiem się naśpiewała… Każdy z finałów ma swoją wymowę, odpowiedni wydźwięk… To są kolejne łzy, jakie roni za swymi dziećmi, zjawami, które tylko ona dostrzega i rozmawia z nimi, za pośrednictwem Katarzyny Chlebny…
KUP I CZYTAJ LETNI NUMER:
To bardzo smutny spektakl. Porażający. Głęboki. Czy może nas przed czymś przestrzec? Przed nieprzewidywalnym życiem? Raczej nie… Jej niełatwe dzieciństwo, maltretowanie i poniżanie przez matkę doprowadza do tragedii, której owoce artystka zbiera przez całe życie. Pochodziła z niby normalnej rodziny – ojciec inżynier i prawnik, matka krawcowa. Rozstali się, gdy miała 8 lat. Irlandzki sąd prawa do dzieci przyznał ojcu. Za udział w kradzieżach nastoletnia Sinéad trafiła do zakładu poprawczego prowadzonego przez siostry magdalenki, które – jak dowiadujemy się po latach – gdy można było już mówić i pisać o „tych” sprawach – „zasłynęły” ze znęcania się nad podopiecznymi. Co więcej, na terenach zakładów przez nie prowadzonych odkryto masowe mogiły bezimiennych dzieci. O te dzieci nie miał się kto upomnieć. Zrobiła to właśnie Sinéad, której wokalny talent spostrzegła jedna z sióstr zakonnych i spowodowała, by dziewczynę zauważono. Wspaniała kariera artystyczna, sukcesy. Wszystko na nic, bo trauma nieszczęśliwości otaczającej ją przez wiek dojrzewania tkwiła w niej do końca…
Dramatyczna akcja spektaklu, który obrazuje przecież całe życie artystki, jej traumatyczne wyobrażenia, przebitki obrazów z decydujących chwil jej życia w domu, w zakładzie opiekuńczym, podczas koncertów czy telewizyjnych wywiadów, dzieje się na niewielkiej przecież scenie. Nie boję się użyć określenia – arcymistrzowstwo scenograficzne Łukasza Błażejewskiego, do tego doskonała oprawa świetlna widowiska – Wojciech Kiwacz, to ważne elementy składające się na sukcesu tego spektaklu (choć nie tylko tego!). Wraz z aktorami tworzą niezwykłe, plastyczne obrazy, które w „stopklatce” stałyby się też jakże wymowne! Mam nadzieję, że oprócz dokumentacji filmowej i dźwiękowej, na scenę dopuszczani są fotograficy utrwalający „po starodawnemu” spektakle Teatru Nowego Proxima…
Sinéad stała się głosem niewinnych dzieci, które po śmierci wrzucane były do starej nieczynnej studni… To one nawiedzają Sinéad w snach, opowiadają jej o swoich losach. Traktują jak Matkę, której ciepła i serca raczej nigdy nie zaznały. Tak jak bohaterka opowieści przez lata była poniżana przez matkę, bita i maltretowana pod podobizną wiszącego na ścianie papieża… Kiedy matka zginęła w wypadku samochodowym, jedyną pamiątką jaką zrozpaczona Sinéad zabiera z domu jest właśnie ten portret papieża. Ten sam, który po latach na oczach widzów drze na kawałki, skazując się tym rozpaczliwym czynem na powszechny ostracyzm, nawet jej fanów muzycznych. Dla nikogo nie ma znaczenia, dlaczego zdesperowana kobieta niszczy jedyną pamiątkę z rodzinnego domu. Jej cichy dramatyczny krzyk w imieniu własnym i tysięcy dzieci, które żyły ze złamaną psychiką, nie był słyszalny… Ważniejsze było to, że ośmieliła się podrzeć…
Dramatem ludzi świadomych skażenia brakiem miłości jest ich miłość do własnych dzieci. Tak bardzo chcą być innymi, niż ich rodzice, tak bardzo pragną dawać swym dzieciom wszystko czego sami nie zaznali, że w końcu postępują tak samo jak ich rodzice… Sinéad nie ma czasu dla swych dzieci, bo wciąż koncerty, wyjazdy, stany depresyjne i lękowe… Ona żyje w dwóch światach. Ten realny coraz bardziej uzależnia się od świata zwid, upiorów zadręczonych dzieci wychodzących ze studni zakładu opiekuńczego, lgnących do niej. Jej syn, który przejmuje jej traumę, nie wytrzymuje ciśnienia otaczającego go świata i zmierza ku drzwiom prowadzącym donikąd (świetna rola Syna w wykonaniu Jakuba Kowalskiego). Czy taką samą drogę wybiera Sinéad, czy jej organizm nie wytrzymał emocjonalnych wzlotów i upadków, poddając się?
Spektakl doskonale wyśpiewany, z muzyką tworzącą nastrój niesamowitości, od euforii po horrorystyczną grozę wyłaniających się z nicości upiorów (opracowanie muzyczne – jak zwykle niezastąpiony Paweł Harańczyk), z którymi w końcu nawet wrażliwi widzowie się oswoją, roniąc za nich łzę (świetnie z niełatwymi rolami wcale nie drugoplanowymi poradzili sobie studenci Wydziału Aktorskiego Uniwersytetu Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Krakowie). Błysk złości w oczach widzów rozświetla scenę, gdy pojawia się Zakonnica, ale i Matka (doskonała wokalnie i aktorsko Marta Bizoń), a mdłej dezaprobaty kiedy na scenę wkraczał Chłopak Idealny. Sinéad wpatrzona była w niego „maślanymi” oczami, widząc idealnego kandydata na ojca dzieci, a przynajmniej „przyjaciela na prawie całe życie albo chociaż na kilka dni”. W końcu zaskakująca postać Papieża – najpierw w postaci wiszącego na ścianie żywego obrazu mimicznie reagującego na poczynania Matki i Sinéad, a potem materializujący się jako świetny wokalista i perkusista (doskonały w tej roli Łukasz Szczepanowski). Są też postaci śliskiego Producenta, Prezentera z TV oraz Doktora Samodobro z Telewizji leczącego wszystkie rany na duszy (świetny w tej roli Dominik Nowak) oczywiście, wywołujące u widzów ironiczny uśmieszek… A przecież wielu z nas jest od takich postaci uzależnionych! No cóż – brak świadomości usprawiedliwia?…
Cechą charakterystyczną spektakli Katarzyny Chlebny jest bunt i niezgoda na poczynania instytucji Kościoła. Buntuje się przeciw złu wyrządzanemu przez ludzi instytucjonalnie związanych z Kościołem, przeciw „zamiataniu pod dywan” ich niegodziwości, szczególnie tych, których ofiarami są dzieci. Dzieci, które stając się dorosłymi, wciąż nie potrafią sobie poradzić z traumą, czasem mającą wpływ na podejmowanie dramatycznych decyzji. Opowiadając historię Sinéad, Katarzyna Chlebny niczego nie owija w bawełnę ukazując okrucieństwo sióstr magdalenek, czy powtarzając gest podarcia portretu Papieża. Wprawdzie nie mówi expresis verbis, o którego papieża chodzi (czyli trochę pod dywanem zostawia?…), ale my wiemy w jakich latach żyła Sinéad… Czy to w przedstawieniu oburza? Nie. Na pewno może zaskoczyć i mocno wcisnąć widza w fotel. Niektórzy pewnie ze zdumieniem otwierają oczy na ukazaną w spektaklu hipokryzję instytucjonalnego Kościoła. Ktoś powinien o tym mówić, skoro skutecznie nie zadziałały, we właściwym czasie, media, to musi się te „szumowiny” – z przysłowiowego rosołu – wylać, choćby w teatrze, który często bywa skutecznym wentylem bezpieczeństwa społecznego.
***
Od lat obserwuję działalność zarówno Piotra Siekluckiego i jego zespołu artystycznego związanego z Teatrem Nowym Proxima, do którego należy też Katarzyna Chlebny. Podziwiam tę artystyczną pasję i zawziętość, by teatr działał wbrew wszystkiemu i wszystkim politycznym szkodnikom rzucającym – jakże często – kłody pod artystyczne poczynania ludziom sztuki. Podobno teraz teatrowi jest nieco lżej, dzięki mecenatowi Miasta Krakowa w ramach programu „Społeczne instytucje kultury”, choć na przestrzeni lat różnie z tą hojnością bywało… A jak będzie w 2027 roku? Dobrze się dzieje, że Teatr Nowy Proxima coraz bardziej wtapia się w kamienicę przy ul. Krakowskiej 41, gdzie wspinamy się na wysokie trzecie piętro, by wraz z aktorami uczestniczyć w celebracji sztuki teatralnej, że w kamienicy przy ul. Krakowskiej 13 na pierwszym piętrze powstała przestrzeń Domu Nieśmiertelności (choć czasem pojawia się niepokojąca myśl: jak oni temu podołają?). Cieszę się jednak, że teatr się rozrasta, bo jest nadzieja, że nie zostawią Krakowa, nie porzucą tak ciężko wypracowanej przestrzeni w kulturze miasta, wiernej publiczności wypełniającej do ostatniego miejsca salę teatralną. Dyrektor Sieklucki, jako niezwykle sprawny menedżer, dokonuje cudów, by zapłacić czynsz, media, o kosztach związanych z realizacją przedstawień nie wspominając, pieniędzmi, które Teatr musi zarobić, pozyskać od sponsorów, mecenasów sztuki. To nie jest przecież łatwe, wszak przez lata nie wypracowano w Polsce systemu ulg podatkowych zachęcających do sponsorowania kultury. Czy w mieście szczycącym się mianem Miasta Kultury ale i Literatury UNESCO, tak sprawdzony teatr, działający nieprzerwanie przez dwadzieścia lat, od 2006 roku, powinien trwać w ciągłym finansowym stresie, nie mając pewności że kolejny rok przyniesie finansowe wsparcie samorządu?
Ilustracje: J. Paluch


Teatr Nowy Proxima w Krakowie: „Nasza mama Sinéad”, scenariusz i reżyseria – Katarzyna Chlebny, scenografia i kostiumy – Łukasz Błażejewski, ruch sceniczny – Karol Miękina, kierownictwo muzyczne – Paweł Harańczyk, reżyseria światła – Wojciech Kiwacz, wizualizacje – Ewa Kałat, dźwięk – Bogdan Czyszczan, asystentka reżysera – Maria Jakubowska, asystenci scenografa – Artur Świetny, Emilia Sarga, charakteryzacja – Julia Kubacka. Obsada: Katarzyna Chlebny, Marta Bizoń, Dominik Nowak, Łukasz Szczepanowski, Jakub Kowalski, Igor Widomski, Barbara Frencer, Laura Szewczyk, Daniil Strilchyk, Brygida Ponikiewska, Premiera 30 maja 2026 roku.
CZYTAJ DALEJ TEGO AUTORA: