PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Noty ze świata

W stronę światła

Magdalena Marszałkowska
Noty ze świata Magdalena Marszałkowska

Kawa po wiedeńsku w nowym numerze!

Przyklejam nos do szyby pędzącego samochodu i zastanawiam się, czy jestem jeszcze w Austrii, czy już w Czechach. Odkąd w Europie nie ma kontroli granicznych, czasem trudno stwierdzić, gdzie się jest. Zresztą, czy to ważne? Pola słoneczników, które widzę za oknem, mają raczej w nosie, w którym państwie się znajdują.

Auto prowadzi Aneta. Nie znamy się, ale połączyła nas koleżanka koleżanki i wyjazd do Polski w tym samym terminie. Ona zaproponowała mi podwózkę, ja jej zrzutkę na paliwo. Ona stanowczo odmówiła przyjęcia pieniędzy, bo w kupie raźniej, droga szybciej mija i w ogóle będzie super pogadać sobie o życiu. Ja się uparłam i siłą wcisnęłam jej pieniądze. Nie oszukujmy się, kombinacja zwrotów: „koniecznie jedź ze mną”, „nie chcę pieniędzy” i „fajnie będzie pogadać o życiu” nie zwiastuje ani tego, że będzie fajnie, ani tego, że droga szybciej zleci.

Jadę więc z Anetą do Polski. Słońce świeci, niebo jest błękitne, a trawa zielona. Pola słoneczników są tak intensywnie żółte, jakby ktoś nałożył na nie filtry z Instagrama. Aneta prowadzi dynamicznie, ale pewnie. Taka sama jest też w konwersacji. W aucie dociska gaz do dechy, w konwersacji dociska mnie. Moja rola zawęża się do bycia publicznością. Lubię teatr, więc nie mam nic przeciwko. Szkoda tylko, że sztuka jest mało wciągająca.

Aneta zabawia mnie swoim monologiem. Czegóż tu nie ma: złośliwe koleżanki z pracy, z tą grubą Baśką na czele. Chamski laryngolog, który wypisał złe skierowanie. Córka, która nie wyściubia nosa z telefonu. Durni urzędnicy, politycy i pani na poczcie.

Przypomina mi się krótki filmik instruujący, jak oddychać w sytuacjach lękowych. A może chodziło o medytację i oczyszczanie aury? Nie pamiętam, ale żałuję, że wtedy nie wzięłam tego na poważnie. Teraz by się przydało. Mądry Polak po szkodzie.

Aneta kontynuuje opowieść o swoim świecie. Głupi emeryci nagminnie kładą w autobusach torby na siedzeniu, młodzież jest teraz leniwa i egoistyczna. Mąż, wiadomo, jak to mąż. Głupi jest po prostu. Debil. Aneta dziwi się szczerze, że im ona go więcej opieprza, tym on mniej jej słucha. Rozumiem chłopa, więc przytakuję w milczeniu.

Aneta dociska pedał gazu i czerwienieje na twarzy. Nie wiem, czy to efekt podniecenia prędkością, czy złości na cały świat. Trochę stresuję się kolorem twarzy Anety i strzałką na prędkościomierzu. Jak to było? Cztery szybkie wdechy, pauza, cztery szybkie wydechy, pauza? Chyba tak to szło.

Skupiam się na powietrzu w moich płucach. Aneta nadal oprowadza mnie po zakamarkach swoich przemyśleń. Moda jest okropna, ludzie są beznadziejni, muzyka przestała być muzyką, nie to, co za naszych czasów. Wtedy wszystko było lepsze. Odpowiadam, że wiadomo, że tak. Za naszych czasów wszystko było lepsze. Cztery szybkie wdechy, pauza, cztery szybkie wydechy, pauza. Po co wszczynać dyskusje światopoglądowe z obcą mi Anetą? W końcu to ona trzyma kierownicę pojazdu, w którym siedzę.

Słońce powoli zachodzi. Mijamy kolejne pola słoneczników. Wszystkie kwiaty jak jeden mąż zwrócone są w lewo, łapią ostatnie promienie zachodzącego słońca. Taki dojrzały kwiat słonecznika waży prawie kilogram! Dociera do mnie, jaką olbrzymią pracę wykonują te rośliny, by cały czas odwracać się od mroku i patrzeć w kierunku światła. Przecież mogłyby po prostu stać i narzekać, że robi się ciemno. Imponuje mi ich determinacja w poszukiwaniu słońca.

Aneta mówi, że nie rozumie świata i „tego wszystkiego”. Nie wiem, co konkretnie ma na myśli, ale zgadzam się. Dziś też niczego nie rozumiem. Dziś bliżej mi do słonecznika i jego sposobu życia. Aneta coś mówi, ale odwracam głowę i patrzę w stronę słońca.