Słowo
NIKE po raz trzydziesty
Tak, to już taki cholerny jubileusz przed nami. Tak, to już taki czas, że choć się pamięta (ja pamiętam!) emocje pierwszej edycji, można już pisać maleńką historię polskiej kultury. Bo bez dwóch zdań Nagroda Nike stworzona przez Gazetę Wyborczą to dzisiaj ogromny kawałek polskiej kultury.
I niech mi nikt nie psioczy, że to kawałek kultury stronniczy. Stronnicza jest każda decyzja w każdym jury, jeśli zależy od indywidualnych gustów. Natomiast ja jestem pewien, że tutaj nigdy nie zależała, nie zależy i nie będzie zależeć od nacisków politycznych czy światopoglądowych wykluczeń.
Tu się po prostu wybiera znakomite tytuły znakomitych autorów.
A ja siedzę wśród mądrych jurorów Nike (kurcze, ile można się uczyć nawet w drugiej połowie życia od ludzi ciekawych i mądrzejszych!) już po raz trzeci.
CZY MASZ JUŻ NOWY NUMER? KUP TERAZ:
I za każdym razem jest to przygoda równie fascynująca, co… pokorna.
Dopiero siedząc po tej stronie stołu naprawdę widzi się skalę zjawiska. Setki książek. Dziesiątki znakomitych autorów. Mnóstwo tekstów, które w innym roku mogłyby znaleźć się w finale. Dlatego z coraz większym uśmiechem wspominam samego siebie sprzed lat, gdy jako autor potrafiłem marudzić, że jakaś książka została pominięta [na przykład moja – i wrr, i cha-cha : ) ] . Dziś wiem, jak trudne bywają te wybory.
Ogłoszona właśnie dwudziestka tytułów to nie lista zwycięzców i przegranych. To raczej dowód na niezwykłą siłę współczesnej polskiej literatury. Za każdą z tych książek stoi talent, praca, pasja i odwaga opowiadania świata po swojemu.
Dlatego po raz kolejny chciałbym powiedzieć coś, o czym zbyt rzadko pamiętamy. Polska kultura literacka ma się całkiem nieźle. Potrzebuje jednak promocji, zainteresowania i wsparcia. Potrzebuje nagród, debat, recenzji i obecności w mediach. Potrzebuje – do cholery, Panie Premierze! – polityków, którzy myślą dalej niż nadchodzące wybory. Zwłaszcza media publiczne powinny wreszcie zrozumieć, że kultura nie jest tylko atrakcyjnym kwiatkiem do życia społecznego. Nie – to ona właśnie buduje tę niewidzialną siłę wspólnoty, bez której trudno myśleć o przyszłości.
(Tu kamyczek do TVP i do moich przyjaciół: Marku Zającu, Tomku Sygucie – pamiętacie jeszcze o swoich marzeniach o misyjności?).
A my? W magazynie „Kraków i Świat” będziemy nadal robić swoje. Będziemy czytać, polecać, dyskutować i spierać się o książki. I z pewnością jeszcze nieraz wrócimy do Nike.
A jeśli przetrwamy – bo my też płyniemy tą tratwą chybotliwą – będziemy ze wszystkich sił wspierać kulturę spoza mainstreamu, lekko prowincjonalną, ale zawsze – prawdziwą i oryginalną.
Bo jeśli gdzieś można zobaczyć kondycję polskiej kultury, to również tutaj.