Po krakosku
Narodowy Teatr Stary, czyli jak nie zostałem ojcem Hamleta…
Po oklaskach!
Wiedziałem, że tak będzie! Hamlet w tytule i postaci, a Szekspira niewiele. No cóż, widzowie są już do tego przyzwyczajeni… Nie pierwszy to i nie ostatni raz „nadużywa” się dzieł dawnych mistrzów. Widać taki mamy klimat…
Sala teatru wypełniona do ostatniego miejsca, przerzedzi się po pierwszej części. Nie rozumiem dlaczego? Tym bardziej, że był to, po bodaj pięcioletniej nieobecności teatralnej, bardzo oczekiwany powrót Pawła Demirskiego, autora scenariusza prezentowanego spektaklu „Mam coś w głębi nie do przedstawienia. Hamlet” w reżyserii Remigiusza Brzyka. Rzecz dzieje się w scenicznej przestrzeni zaprojektowanej przez Marikę Wojciechowską, również autorkę kostiumów, stylistycznie nawiązujących do epoki Szekspira i… dresiarskiego stylu współczesnego osiedla. Nie ukrywam, że nie był dla mnie łatwy odbiór tego spektaklu. Jest to niezwykle osobiste spojrzenie na przeszłość Polski oczami Pawła Demirskiego, spojrzenie na zawiedzione – w jego opinii – pokolenie dorastających w epoce transformacji, opowieść o ich rozczarowaniach. Dla mnie, wychowanego i startującego w dorosłe życie w niełatwych realiach Polski sprzed 1989 roku, ukazane pretensje i rozczarowania są niepojęte. Wszystkie szanse i możliwości, jakie otrzymali Polacy w ostatnich 30. latach mogły tylko uskrzydlać. Oczywiście zawsze znajdą się malkontenci, nieudacznicy i politykierzy… Nieobecność ojca w domu, zagonionego, zapracowanego, który nie potrafi dać synowi wzorca, bo nie miał na to czasu – to przecież norma, z którą i współcześnie boryka się wiele rodzin. Z drugiej strony wykorzystanie magicznego uniwersalizmu teatru, przeniesienie osobistych problemów do tego laboratorium, jest zabiegiem odważnym. Spektakl ten to jak spotkanie terapeutyczne. Czy wyjdziesz ze spektaklu lepszy, szczęśliwszy, z większym zrozumieniem skomplikowanego świata – zależy od Ciebie!
CZY MASZ JUŻ NOWY NUMER? KUP TERAZ:
Oczywiście spektakl adresowany jest do wszystkich, uważam jednak, że powinni go w pierwszej kolejności obejrzeć ci, którzy uważają się dotknięci przez współczesność, przeżywający zawód współczesnymi czasami, oglądający się w stronę już wszechobecnych radykalizmów, skąd spodziewają się pomocnej twardej ręki. Zwodzi ich syreni śpiew populistów, tracą zmysł samozachowawczy, dryfując bezwiednie swą szalupą po iluzorycznie wzburzonym morzu otaczającej rzeczywistości. Będzie za późno, gdy zostaną wyrzuceni z ich szalup przez pozornych ratowników, albo stworzą z nich potworów, swoisty młot na czarownice – jakkolwiek by ich nazywać… Czuje się to w wypowiedziach Hamleta i jemu podobnych, w cynicznym uśmiechu (niezwykła rola Kamila Pudlika, który na scenie przeżywa dla nas trzy dekady!), ale też pojawiającej się niemal na każdym kroku roszczeniowości… Padają pytania, dlaczego ci starzy wciąż rządzą, dlaczego oni wciąż nadają rytm i kierunek rzeczywistości, młodzi niecierpliwią się – kiedy starzy wreszcie odejdą? To niezadowolenie słyszy się też w wypowiedziach kasty rządzącej. Poloniusz (interesująca rola Radka Krzyżowskiego) umiał wykorzystać moment spekulacyjności czasów, jakie go dopadły. Jedni się wzbogacają, drudzy egzystują, już nie mając nadziei na swoje pięć minut, a jedynie odgrażając się i narzekając… Bliscy Klaudiusza siedzą na czarnej wulkanicznej plaży z drinkami, pod parasolami… To ich naturalne miejsce, tam czują się najlepiej… Stamtąd nie dostrzegają narastającego gniewu i buntu…
Dla mnie kwintesencją spektaklu jest obraz, kiedy na specyficznym wózku, czy może platformie, na scenę wwożony jest Stary Aktor. W wyświechtanym czerwonym kostiumie błazna, który w ręku dzierży laskę… To schorowany, mający kłopoty z poruszaniem się i mową, wciąż żyjący teatrem, Krzysztof Globisz. Stara się wypowiedzieć jakże znamienną kwestię, która – choć dobrze usłyszą – nie dotrze do wszystkich, bo jedni nie zrozumieją, a inni nie dosłyszą… „Jesteś parodią samego siebie!” – rzuca w twarz Klaudiuszowi. Warto ten spektakl zobaczyć choćby dla tej sceny! Dla Krzysztofa Globisza! Sceny trudnej i ostrej, adresowanej do mnie, do ciebie, ze sceny Narodowego Starego Teatru. „Spójrz w to zwierciadło prawdy” – słyszę własną myśl… – „To jeszcze nie koniec, jeszcze masz szansę”… Szczególnie wy, młodzi. Świat wciąż na was czeka!
Była „sławojka” na scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego w spektaklu „Pan Tadeusz” w reżyserii Wojtka Klemma, pojawiła się muszla klozetowa w spektaklu Brzyka na scenie Narodowego Starego Teatru… A na niej Klaudiusz (Roman Gancarczyk), władczy, bogaty, a może nowobogacki, zwycięski, pełen pogardy, który ma być kwintesencją tych, którym się udało… Siedzi na muszli klozetowej ze spuszczonym spodniami, pełen pogardy, otoczony służalczością… Może i niesmaczna scena, ale jakże wymowna w naszej polskiej rzeczywistości politycznej… Przypomina się szekspirowski „Koriolan”, który wyniesiony do władzy przez lud zaczął nim pogardzać. W efekcie musiał się salwować ucieczką do nieprzyjaciół… Te ucieczki celem uniknięcia konsekwencji – jakie to nieobce…
Charakterystyczna rola beznamiętnej Ofelii, świetnie śpiewająca donośnym i wyrazistym głosem Paulina Kondrak. Szkoda trochę, że realizatorzy spektaklu nie zadbali o tłumaczenie śpiewanych w języku angielskim i hiszpańskim utworów, skoro cały spektakl jest tłumaczony na bocznych ekranach. Stworzona przez nią postać, to głębia smutku, depresji, momentami porusza się po scenie jak awatar po wyimaginowanej krainie niebytu, awatar nie posiadający własnej osobowości… A przecież jest wrażliwa, delikatna, niszczona przez otaczającą ją rzeczywistość, może po studiach, po tak popularnym zarządzaniu, zepchnięta do jakiegoś supermarketu, skąd nie ma już wyjścia… Gdzie pozostają tylko łzy – ten czarny makijaż spływających łez jest porażający.
Najbardziej widoczni są koledzy Hamleta z podwórka, popijający piwo na schodach, a może na betonowym boisku, gdzie stworzyli „lożę szyderców”, obserwatorów mijających im przy kolejnych butelkach lat. Pewnie jak Hamlet, wychowywani przez matki pod nieobecność ojca, albo pod nadzorem jego mocnej ręki pozostawiającej siniaki… Z tą czułością matki Hamleta też chyba różnie bywało… Gdy obserwujemy Gertrudę (w tej roli Małgorzata Gałkowska), wydaje się chłodna i wyrafinowana, zdominowana przez Klaudiusza. Kobiecą czułość okazuje w scenie, gdy rozbiera syna….Nie ma wśród kolegów Hamleta dziewczyn. A pojawiająca się Ofelia onieśmiela. Sama, niby chciałaby wesprzeć się na męskim ramieniu, ale nie ma w niej czułości, namiętności, stawia jakieś warunki… Taka miłość nie ma szans! Scena z karuzelą, jakże współczesną, metal i plastik, napędzaną siłą szukających zabawy, wraz z zawrotami głowy chcących wyrzucić z siebie smutki i problemy… Karuzela pełni rolę swoistego wehikułu czasu, co kolejny obrót miniony rok i wspomnienie. A mamy ich przecież mnóstwo! Daję się wciągnąć w tę zabawę… W myślach pojawiają się jakieś miłe obrazy dedykowane poszczególnym datom, na scenie pada tylko rok i cisza, czasem rok i jakieś nieistotne wydarzenie. Niektóre lata są pominięte… Pustka. Zadziwiająca pustka. Ale to przecież nie moje, a pokolenia scenicznych Hamletów, kalendarium… Trzy dekady. Czy pandemii też nie przeżyli we właściwy traumatyczny, teatralny sposób?
Dziwny ten świat, obca mi rzeczywistość, przedstawione przez Pawła Demirskiego. Większość mężczyzn, poza Hamletem i jego towarzyszami występujących w dresach, chodzą w krótkich spodenkach, jak niedorośli chłopcy, których emocjonalny rozwój zatrzymał się. Tylko Duch Ojca Hamleta, gdzieś tam przewijający się na scenie w staromodnym garniturze, dziś zdaje sobie sprawę z tego, że niezwykle trudno było stać się wzorcem dla dorastającego chłopca, bedąc nieobecnym w jego życiu…
Polska transformacja, i od czasów Hamleta niewiele się zmieniło? Duch Ojciec bezradny, bo nikt już się go nie boi. Naiwny i zepchnięty na margines Hamlet ginie nawet bez trucizny, Klaudiusz władczy i sprytny, bezwzględny i bogaty, manipulując otoczeniem, czyni go poddanym sobie… Jak neokolonizator!
Radykalny spektakl, z jednej strony diagnozujący, z drugiej – ukazujący według autora zawiedzione nadzieje pokolenia, które trafiło na przemiany ostatnich dziesięcioleci. Hamlet poszukuje nieobecnego w jego życiu ojca, ma pretensje o tę nieobecność do niego, jak i do całego świata, bojest bez pracy, zagubiony, czuje się przegrany… To znamienne, że w obliczu porażki, złej decyzji, nie szukamy winy w sobie, a w złym i zawistnym otoczeniu. Patrzymy na scenę, po której miota się przegrane pokolenie Hamletów, dostojnie porusza się upasione sukcesem pokolenie Klaudiuszy. Żyją w odrębnych światach, których nawet Gertuda (Małgorzata Gałkowska), tęskniąca za Hamletem – paczworkowe dziecko – nie jest w stanie połączyć… To dramatyczne, wciąż pogłębiające się, ukazanie naszej rzeczywistości jest krzykiem rozpaczy kolejnego pokolenia wchodzącego w dorosłe życie. Pokolenia obarczonego traumami odrzucenia, łudzonego świetlaną przyszłością, a zderzającego się ze światem – coraz bardziej – bez perspektyw. Światem zmieniającym się w oczach i – pomimo stref Schengen – zacieśniającym. Nawet „sen o Ameryce” legł w gruzach!
Wyszedłem z teatru nie bez depresji. Nie ostudził płonącej z beznadziei głowy wiosenny wieczór, bo było tego dnia przyzwoicie ciepło… Na mój akces ojcostwa dla Hamleta, który tuż przed antraktem podał numer telefonu, pod którym można było zgłaszać swe kandydatury na ojcostwo, odpowiedzi nie dostałem. Pozostała terapia, bo przecież przez Demirskiego nie będę rzucał się pod pociąg. Trzeba przeżyć! No cóż, terapia, terapeutka, błogostan – polecam!

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie: Paweł Demirski „Mam coś w głębi nie do przedstawienia. HAMLET”, reżyseria – Remigiusz Brzyk, scenografia i kostiumy – Marika Wojciechowska, choreografia – Anna Obszańska, muzyka – Jacek Grudzień, współpraca muzyczna – Justyna Skoczek, reżyseria światła – Jacqueline Sobiszewski, operator filmowy – Jakub Katarzyński, asystent reżysera i inspicjent – Zbigniew S. Kaleta. Wykonawcy: Kamil Pudlik, Paulina Kondrak, Radosław Krzyżowski, Małgorzata Gałkowska, Roman Gancarczyk, Filip Perkowski, Bogdan Brzyski, Krzysztof Globisz, Michał Badeński, Przemysław Przestrzelski, Zbigniew W. Kaleta, Ryszard. Premiera 23 maja 2026 roku.
Ilustracja: J. Paluch