Po krakosku
Photoshopped. Photomonth kontra Instagram
W 2021 roku wykonano blisko 1,5 biliona zdjęć. Z mediów społecznościowych korzysta teraz prawie połowa świata, a kultura obrazów stała się integralną częścią naszej codzienności. W chaosie nadprodukcji szczególnego znaczenia nabierają fotografie, które prowokują do krytycznego myślenia.
Tożsamość przez powtarzalność
Niemiecki prozaik i eseista W.G. Sebald pisał: „Jeśli w czasach romantyzmu, kiedy to po raz pierwszy dał o sobie znać lęk przed aparatami, sobowtór był jeszcze upiornym zjawiskiem wyjątkowym, to teraz jest wszechobecny.”
Czy Sebald przewidział inwazję zuniformizowanych twarzy podsuwanych nam każdego dnia przez Instagrama?
Z opublikowanego w 2021 roku przez The Wall Street Journal artykułu dowiadujemy się, że twórcy Facebooka od lat wiedzieli, jaki wpływ na użytkowników mają media społecznościowe. Badania prowadzone przez firmę wykazały, że około 32% nastolatek czuje się gorzej ze swoim ciałem, porównuje się z innymi i obwinia platformę za wzrost poziomu lęku czy depresji.
Wraz z rozwojem filtrów upiększających w sieci pojawił się cyfrowo wykreowany ideał twarzy (ang. Instagram face), który łączy w sobie ujednolicone cechy różnych grup etnicznych. Idealna symetria, brak blizn, małe nosy, duże usta i mocno zarysowana linia żuchwy to nowy magnum opus chirurgów plastycznych.
Jak wynika z badania opublikowanego w 2025 roku w czasopiśmie Cureus, już 75% z nich przyjmuje pacjentów chcących upodobnić się do swojego selfie. Coraz częściej prowadzi to do dysmorfobii, czyli zaburzenia psychicznego polegającego na przekonaniu o nieestetycznym wyglądzie lub budowie ciała. Badanie przeprowadzone na grupie 740 nastolatków wykazało, że blisko u jednej trzeciej z nich występują te objawy.
Złapaliśmy za telefony i zrobiliśmy ze współczesnej fotografii środek do tworzenia świata rozpiętego między elitaryzmem przeciętności a influencerską makulaturą. Może właśnie dlatego coraz ciekawsze wydają się dziś te obrazy, które wymykają się logice scrollowania. Te, które zamiast upraszczać rzeczywistość do estetycznego komunikatu, zachęcają do analizy jej złożoności.
Tożsamość przez niejednoznaczność
We wspomnieniach Vladimira Nabokova zwrot unreal estate odnosi się do nierealnych włości, czyli przestrzeni, w której wytwarza się przesiedlona tożsamość. A zatem do wszystkiego, co nienamacalne, ale budujące indywidualny charakter. Właśnie to hasło stało się motywem przewodnim krakowskiego Photomonth, czyli Miesiąca Fotografii.
Dyrektor artystyczny festiwalu Witold Orski podkreśla, że to właśnie na tym wyobrażonym świecie, a także mechanizmach wytwarzania polskiej oraz niemieckiej tożsamości skupia się tegoroczna edycja.
– Używamy fotografii do rozmawiania o relacjach polsko-niemieckich, rozważania o Europie Środkowej i zastanawiania się nad tym, jak działają w niej mechanizmy wytwarzania tożsamości. Te zachodnio-wschodnie przepływy wydały nam się ciekawe – przyznaje.
W podziemiach Pałacu Potockich prezentowana jest jedna z trzech wystaw programu głównego, czyli Uwarstwienia/ Shifting Strata. Uwagę przyciągają zdjęcia krzyży stawianych przez uwolnionych po zniesieniu pańszczyzny chłopów albo puszczane z rzutnika fotografie reprezentantów ruchów neonazistowskich w Niemczech. Mężczyźni przedstawieni są bez twarzy – udokumentowani ekstremiści bez tożsamości.
Największą siłę rażenia ma jednak wideo Tobiasa Zielonego How To Make A Fire Without Smoke, które opowiada o ruchach na litewsko-białoruskiej granicy. Nakręcone nocą w zwolnionym tempie przy użyciu ekstremalnie wysokiego ISO, staje się kanwą do opowieści o pushbackach, militaryzacji i człowieczeństwie. Projekt opiera się na rozmowach z osobami, które doświadczyły granicy na własnej skórze, tj. żyjącymi na zesłaniu na Litwie uchodźcami z Białorusi.
Z offu słyszymy świadectwo jednego z nich:
„Pierwszego dnia października kilkakrotnie próbowałem przedostać się przez płot. Ale opadłem z sił i cofnąłem się z powrotem na terytorium Białorusi. Straż graniczna z Litwy podjechała jakimś Range Roverem. Poprosiłem o azyl polityczny. Chłopaki ze straży granicznej powiedzieli: „Tak, widzieliśmy cię. Bardzo się starałeś. Otworzymy dla ciebie drzwi, możesz wejść”. I wiem, że to dzięki mojemu białemu przywilejowi. Ponieważ jestem Białorusinem.”
Film jest nieidealny, a postać ledwie widoczna. Daleko tym obrazom do perfekcyjnie wygładzonej estetyki Instagrama. – Demokratyzacja fotografii uwolniła ją od kunsztu. Kiedyś było tak, że ładne zdjęcie było wieszane na wystawie, ale w tym momencie przy pomocy technik, które mamy w telefonach, każdy z nas może takie zrobić. Przez to fotografia uwolniła się od rygoru warsztatu i stała się bardziej narzędziem myślenia o świecie – komentuje Orski.
Rzeczywistość (nie)upiększona
Piękne rzeczy wprowadzają nas w dopaminowy haj. Nieważne, czy akurat oglądamy wyszukane dzieło sztuki, muskularnego mężczyznę, czy zachód słońca, w mózgu aktywuje się sekwencja procesów neurochemicznych, a organizm zalewa fala przyjemności.
To właśnie ten mechanizm estetycznego komfortu napędza dziś media społecznościowe, których użytkownicy szybko nauczyli się monetyzować przyjemność płynącą z patrzenia na piękno. Profil Kylie Jenner, jednej z najbardziej rozpoznawalnych gwiazd Instagrama, obserwuje blisko 400 milionów osób, a za jeden post sponsorowany ma inkasować nawet 7,5 miliona złotych.
W gruncie rzeczy instagramowe obrazy i prezentowane na Miesiącu Fotografii zdjęcia działają na podobnym poziomie podstawowej intencji – chcą zatrzymywać, angażować i wywoływać reakcję. Różni je jednak to, co dzieje się dalej. W pierwszym przypadku estetyka podporządkowana jest natychmiastowym doznaniom. Ma być gładko, czytelnie, przewidywalnie. Jednak w drugim prezentowana jest twórczość, która nie została wyphotoshopowana i dlatego wymyka się prostym kategoriom piękna.
Kiedy W.G. Sebald pisał o wszechobecnym sobowtórze, nie było jeszcze powielonych, niepokojąco znajomych twarzy. A jednak jego intuicja o zaniku wyjątkowości wydaje się dziś niezwykle trafna.
– Jeśli rozsiądziemy się w zachwycie nad urokiem obrazka, to bardzo łatwo możemy dać się zmanipulować. Ale jak dostajemy coś, co nie jest ani przyjemne, ani wygodne, to otwiera nam pole do myślenia. Największą wartością sztuki jest zachęcenie do krytycznego myślenia – podkreśla dyrektor artystyczny Photomonthu.
Ilustracja: Paulina Filipiec