PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Noty ze świata

PROZA ZAPOZNANA: Pomorze 1102–1129

Witold Bereś
Noty ze świata Witold Bereś

Lubuskie Wawrzyny cz.5

(historia nie musi boleć)

„Polacy otoczyli świecie regularnym oblężeniem, przygotowując przed kolejnymi powtórkami odpowiednie urządzenia i machiny oblężnicze. Tyle, że zaradni Pomorzanie wewnątrz grodu przystąpili również do przygotowywania sprzętu oblężniczego, w tym przypadku o zaletach obronnych, mającego odpierać zarówno szturmy, jak i niszczyć machiny przeciwnika.

Obie strony doznały znacznych strat, z tym, że wśród Polaków przejawiały się one przeważnie dużą liczbą poranionych, natomiast po stronie pomorskich obrońców padało dużo zabitych. Ostatni bój trwał niemal nieustannie, gdyż Krzywousty zrywał wojska do kolejnych szturmów. Ta niezwykła zaciętość pomnożą wynikała nie tylko z ich bez wątpienia godnej docenienia waleczności, ale również z przekonania, że wszyscy poniosą śmierć, jeśli Krzywousty ich pokona. Taką słabą okrył się polski władca na Pomorzu po jedenastu latach prowadzenia wypraw”.

Robert F. Barkowski, Pomorze 1102–1129. Podbój i chrystianizacja przez Bolesława III Krzywoustego, Bellona 2025

Historia średniowieczna bywa dla czytelnika trudnym terenem. Z jednej strony mamy książki pisane językiem uniwersyteckich seminariów, pełne przypisów i terminologii, która odstrasza każdego poza wąskim gronem specjalistów. Z drugiej – publikacje popularne, które upraszczają historię do kilku anegdot.

Robert F. Barkowski należy do tych autorów, którzy potrafią znaleźć rzadką równowagę między wiedzą a opowieścią.

Jego książka Pomorze 1102–1129. Podbój i chrystianizacja przez Bolesława III Krzywoustego jest tego bardzo dobrym przykładem. Autor, znany zarówno z prac historycznych o dziejach Słowian połabskich, jak i z powieści osadzonych w epoce Piastów, potrafi opowiadać o najdawniejszych dziejach Polski w sposób przejrzysty i zrozumiały, nie rezygnując przy tym z naukowej rzetelności.

Efekt jest taki, że czytelnik – nawet niezawodowy historyk – zaczyna widzieć wczesne średniowiecze nie jako zbiór dat, lecz jako żywą scenę polityki, wojen i dyplomacji.

Tematem książki jest jeden z najważniejszych epizodów w dziejach państwa Piastów: podbój Pomorza przez Bolesława III Krzywoustego. Proces ten trwał kilkadziesiąt lat i doprowadził do zasadniczej zmiany układu sił nad Bałtykiem.

Symbolicznym momentem zakończenia tej kampanii było zdobycie Szczecina w styczniu 1122 roku. Wraz z nim zakończył się pierwszy etap integracji Pomorza z państwem polskim. Drugi etap miał charakter religijny: chrystianizacja prowadzona przez biskupa bamberskiego Ottona przy wsparciu księcia Bolesława oraz arcybiskupstwa w Gnieźnie.

To właśnie wtedy Pomorze – zarówno gdańskie, jak i zachodnie – zostało trwale włączone w orbitę państwa Piastów.

Barkowski pokazuje jednak, że nie była to spokojna administracyjna operacja. Była to seria dramatycznych kampanii wojennych, pełnych zdrad, buntów i nagłych zwrotów akcji.

Jednym z takich epizodów jest wyprawa z 1113 roku, zakończona zdobyciem Świecia. Droga do tego grodu prowadziła wzdłuż Wisły od Wyszogrodu i okazała się trudniejsza, niż początkowo zakładano. Świecie było lepiej umocnione i bronione przez liczniejszą załogę. Walki były zacięte, a obrońcy długo stawiali opór.

W końcu jednak musieli uznać przewagę armii Krzywoustego. Poddali się pod warunkiem gwarancji bezpieczeństwa – mogli odejść wraz z dobytkiem. Gród został obsadzony polską załogą i włączony bezpośrednio do państwa Piastów.

Takich scen w książce Barkowskiego jest wiele. Autor nie przeciąża narracji nadmiarem szczegółów, ale potrafi nadać jej dynamikę. Bitwy, marsze wojsk, negocjacje z lokalnymi władcami – wszystko to tworzy obraz epoki, w której kształtowały się granice i tożsamość wczesnego państwa polskiego.

Co ważne, Barkowski przypomina również, jak skomplikowane były relacje polityczne nad Bałtykiem. Pomorze było wówczas przestrzenią styku wpływów: państwa Piastów, cesarstwa rzymsko-niemieckiego, świata skandynawskiego i lokalnych elit słowiańskich.

Dlatego kampanie Bolesława Krzywoustego miały znaczenie nie tylko militarne. Były także elementem wielkiej gry o kontrolę nad Bałtykiem.

Największą zaletą książki jest jednak jej styl. Barkowski pisze językiem prostym, klarownym, niemal reporterskim. Czytelnik ma wrażenie, że historia średniowiecza przestaje być odległą abstrakcją, a zaczyna przypominać dobrze opowiedzianą opowieść.

A to w historiografii wcale nie jest umiejętność powszechna.

Pomorze 1102–1129 to więc książka, która spełnia dwa zadania naraz: uczy i wciąga. Pokazuje, że początki państwa polskiego nie były tylko serią legendarnych epizodów, lecz dramatycznym procesem politycznym, którego skutki odczuwamy do dziś.

I przypomina, że historia – nawet ta sprzed dziewięciu stuleci – potrafi być pasjonującą opowieścią.