PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Noty ze świata

Wrocław: Pociągiem w kosmos!

Janusz M. Paluch
Noty ze świata Janusz M. Paluch

Muzeum Współczesne Wrocław

We Wrocławiu wciąż odkrywam nowe, jakże zaskakujące i ekscytujące, miejsca. „Pociąg do nieba”, to nieprawdopodobna instalacja, czy może rzeźba Andrzeja Jarockiego, lokomotywy umieszczonej na torach pionowo, ruszającej w kosmos! Korzystając z podpowiedzi redakcyjnej koleżanki – Anny Petelenz, wybrałem się do MWW przy Placu Strzegomskim. Sama nazwa jest intrygująca, ale po rozwinięciu już zwyczajniejsza – Muzeum Współczesne Wrocław. Pomysły na MWW były wspaniałe. W 2008 roku rozpisano międzynarodowy konkurs, który rozstrzygnięto nawet, wskazując zwycięzców – Nizio International  Design/ Pracownia Projektowa Damian Cyprian Kotwicki. Ale jak to bywa u nas – także w Krakowie – zamiast nowoczesnego przestronnego gmachu, zapadła decyzja, by na muzeum przeznaczyć poniemiecki schron przeciwlotniczy wznoszący się na wysokość 6-7 pięter, to jest 25 m wysokości. Dziwne dla mnie jest to, że budynek – w końcu schron – nie ma ani jednego poziomu podziemnego! Z zabudowy Placu Strzegomskiego poniemieckiego Wrocławia właściwie nic nie pozostało – tylko fotografie pokazujące dwuwieżowy kościół i gęsto zabudowane ulice wokół. MWW jako samorządową instytucję otwarto we wrześniu 2011 roku. Przestrzeń ekspozycyjna po adaptacji wynosi 4500 m2. Sam budynek wzniesiono według projektu Richarda Konwiarza, na planie okręgu o średnicy 31 m  jako schron przeciwlotniczy, który miał pomieścić do 2000 osób. W 1945 roku został umieszczony Festung Lazaret II – szpital forteczny, w którym przebywało ok. tysiąca rannych.

Uczestniczę w wernisażu wystawy „Sztuka. Energia. Zrównoważony rozwój” Marco Angeliniego, która dość interesująco zaaranżowana jest w tej surowej przestrzeni bunkra. Dodatkową atrakcją spotkania jest taras na dachu okrąglaka, gdzie – niestety już po zachodzie słońca – pijemy wino oglądając widoki nowego i nowoczesnego Wrocławia. A ja wciąż mam w oczach widmo okolic Placu Strzegomskiego zniszczonego przez wojnę. Podobno ten schron był ostatnim broniącym się miejscem Festung Breslau… 

Marco Angelini jest znanym w Polsce artystą. Urodził się w Rzymie w 1971 roku, ale drugim jego miastem jest Warszawa. Jego indywidualną wystawę można było obejrzeć w minionym roku w Galerii Ślendzińskich w Białymstoku, ale i w Warszawie. Kurator wystawy Jan Kozaczuk pisząc o twórczości Angeliego, twierdzi, że jego „wystawa (…) jest refleksją nad gwałtownymi przemianami cywilizacyjnymi, rozwojem technologii i relacją człowieka z otaczającym światem. (…) Angelini analizuje rzeczywistość, przetwarzając jej elementy w wizualne archiwa zbudowane z obrazów, obiektów i materiałów z odzysku. W pracach, w których wykorzystuje zużyte żarówki i elementy paneli fotowoltaicznych, nadaje technologicznym artefaktom nowe znaczenia, podejmując temat energii, transformacji i odpowiedzialności za środowisko.” Wędruję po wystawie oglądając jego prace raczej z podziwem – dla pomysłowości i wyobraźni, niż z zachwytem. Żywe barwy dzieł, oświetlane i podświetlone, nadają zużytym i martwym przecież przedmiotom nowe znaczenia. Obrazy, przestrzenne dzieła i w końcu projekcje wideo, ukazują też możliwości artystyczne twórcy. Jego prace mają wyraźny związek z wykształceniem artysty – socjologa specjalizującego się w psychologii pracy… Miejsce, w którym zaprezentowano wystawę, jest szczególne. Z jednej strony niepokojące, bo to schron przeciwlotniczy, co ma we współczesne rzeczywistości istotne znaczenie. Z drugiej strony tulejowaty kształt może też kojarzyć się z pojazdem kosmicznym przemierzającym bezkres kosmosu, w którym przecież tkwimy, zaśmiecając naszą planetę coraz bardziej niebezpiecznymi odpadami… Przecież nawet dzisiejsze żarówki, to już nie tylko szkło i metal. Czy zużyte elementy współczesnych źródeł pozyskiwania czystej energii są dla nas bezpieczne? Czy radość i szczęście z odkrywania nowych możliwości i przestrzeni technologicznych nie zmieni się szybko w szok i przerażenie? Takie pytania pojawiają się po obejrzeniu wystawy. Oczywiście w twórczości Angiellego takich odpowiedzi nie znajdziemy, ale jesteśmy świadkami i uczestnikami spotkania, pokazującymi, że współczesna sztuka dostrzega zagrożenia płynące ze współczesnych technologii dla człowieka, planety. I ostrzega przed nimi…

Wrocław w fioletowej poświacie ogarniającego go zmierzchu jest piękny… Siedzę na leżaku trochę przemarznięty i patrzę na porażającą lokomotywę pędzącą ku niebiosom. Z tej perspektywy dzieło Andrzeja Jarockiego wygląda zupełnie inaczej…

Ilustracje: Janusz Paluch