PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

Muzeum Narodowe: Szapocznikow

Janusz M. Paluch
Rekomendacje Janusz M. Paluch

W Muzeum Narodowym w Krakowie trwa – kameralna – wystawa Aliny Szapocznikow, która 16 maja 2026 roku skończyłaby sto lat. Zmarła we Francji w 1973 roku, w wieku 47 lat. Jako kilkunastoletnia dziewczyna przeszła przez piekło gett w Pabianicach i Łodzi, potem niemieckich obozów koncentracyjnych Auschwitz-Birkenau, Bergen-Belsen i Theresienstadt. Przetrwała Holocaust… W 1969 roku zdiagnozowano […]

W Muzeum Narodowym w Krakowie trwa – kameralna – wystawa Aliny Szapocznikow, która 16 maja 2026 roku skończyłaby sto lat. Zmarła we Francji w 1973 roku, w wieku 47 lat. Jako kilkunastoletnia dziewczyna przeszła przez piekło gett w Pabianicach i Łodzi, potem niemieckich obozów koncentracyjnych Auschwitz-Birkenau, Bergen-Belsen i Theresienstadt. Przetrwała Holocaust… W 1969 roku zdiagnozowano u niej chorobę nowotworową, co spowodowało przerwanie studiów artystycznych w Paryżu i powrót do Polski. Jej rzeźbiarskie prace zwracały uwagę krytyków sztuki. Artystka pokazywała w swych dziełach ciało ludzkie, zdeformowane, ale i rozerotyzowane. Bez wątpienia jej przeżycia wojenne, a później choroba i życie „na kredyt” musiały mieć wpływ na jej dzieła. Z jednej strony świadomość życia, młodości, piękna, miłości i erotyki, z drugiej trauma wojenna i choroba…

Zanim trafiam na wystawę Aliny Szapocznikow, po drodze, na stałej ekspozycji muzealnej trafiam na jej kilka dzieł… Rzeźba „Piotr” z 1972 roku, przedstawiająca syna artystki Piotra Stanisławskiego. Oglądam trzy figury – pierwsza powstała w glinie, druga to odlew gipsowy i trzecia wykonana z poliesteru. Nieopodal wstrząsająca kompozycja „Pogrzeb Aliny” z 1970 roku. To bardzo osobiste, autobiograficzne, dzieło zaliczane do serii „Nowotwory”. Opowiada o chorobie artystki, nieuchronnym przemijaniu, zbliżającej się śmierci i pogrzebie artystki wyobrażonym prze nią samą. W masie plastycznej ukazującej zdeformowane chorobą ciało dostrzeżemy fotografie rodziny rzeźbiarki, jakieś należące do niej drobne przedmioty oraz zanikający jej z czasem portret. Dlaczego te dzieła nie trafiły na jej wystawę „Szapocznikow. Osobista”? Wychodzą poza kameralność…

Na będącej celem mojej wizyty krakowskiej wystawie „Szapocznikow. Osobista” pokazano zaledwie dwadzieścia sześć dzieł, w tym znany „Zielnik”, nad którym pracowała wraz z synem – Piotrem Stanisławskim. Inne rzeźby, wręcz miniaturowe, jak „Odlewy ust” czy o charakterze kameralnym – jak „Buła” z 1965 roku, „Przechodnie” z 1962 roku, „Koński ogon / Głowa Meksykanki” z 1955 roku czy „Głowa z łyżką” z 1966 roku. Obok seria fotografii przedstawiająca artystkę z jej dziełami. Jej drugim mężem był Roman Cieślewicz – wybitny grafik, przytulony po wojnie przez Kraków Lwowianin, który jednak wybrał Warszawę, a potem Paryż, gdy Polska była mu ciasną. W swych dziełach uwięziła niemy krzyk, protest przeciw okrucieństwom życia, bo z jednej strony w czasie wojny utraciła rodzinę cudem uchodząc śmierci, a kiedy wydawało się, że zaczyna twardo stawać na nogi, śmierć spojrzała w jej piękne oczy i już do końca przez kilka lat dzień w dzień świadomie jej towarzyszyła… Kuratorka wystawy. Agata Małodobry – kuratorka wystawy, pisze w swej rekomendacji: „W centrum twórczości Aliny Szapocznikow pozostaje ciało, które jest przekaźnikiem zarówno dramatycznych historii, jak i zmysłowej przyjemności. Ciało – własne i ciało obce; twarz, z której jak w Zielniku można wyczytać całe spektrum emocji i głębię symboliki.” Od krytyków sztuki Muzeum Narodowe usłyszało, że tak znamienita artystka zasługuje na wielką wystawę, a nie taką w zakamarkach korytarza. Jej dzieła eksponowane są w stałej ekspozycji krakowskiej placówki, a ta kameralna ekspozycja upamiętniająca setne urodziny artystki, wyraziście podkreśla jej miejsce w kanonie dzieł sztuki polskiej, ale umożliwia też niezwykle bliskie obcowanie z jej dziełami. I chyba taki cel przyświecał twórcom tej ekspozycji.

Opuszczam wystawę z myślą o beznadziejnej kruchości życia. Szczęśliwcami, wybrańcami bogów są ci, którzy potrafili po sobie zostawić ślad! Idę więc przez muzealne sale jak przez artystyczne cmentarzysko, bo tych, których dzieła tu podziwiam – w znamienitej większości – już nie ma…

Wystawa „Szapocznikow. Osobista” czynna jest do 23 sierpnia 2026 r., warto, a nawet trzeba poddać się niełatwej jej magii.

Ilustracja: Janusz Paluch