Rekomendacje
Artemis II: W drodze na Księżyc
Tak daleko od Ziemi, konkretnie 406 778 kilometrów, nigdy wcześniej nikt się nie oddalił. Nikt nie widział też tego, co oni – czteroosobowa załoga statku Orion. Dzięki misji Artemis II zaglądający nam podczas pełni w okna Księżyc zobaczymy od drugiej strony. A jeśli wszystko się powiedzie, za kilka lat człowiek znów na nim stanie.
Misja Artemis II, w efekcie której człowiek ma „przetrzeć szlaki”, by niebawem ponownie stanąć na Księżycu, wystartowała w nocy z 1 na 2 kwietnia 2026 roku. I choć data mogła sugerować, że to Prima Aprilis, cały świat (a przynajmniej ta jego część, która oglądała start) może potwierdzić, że statek Orion wyniesiony przez rakietę Space Launch System rzeczywiście pofrunął w kosmos. Czyli kiedy ja siedzę bezpiecznie w domu i piszę te słowa (zbulwersowana zimową aurą za oknem, bo przecież miało być już ciepło, a tu mróz i spowodowane nim przeziębienie), po bezkresnej galaktyce porusza się kapsuła z ludźmi na pokładzie. Skoro mają ze sobą Nutellę (ja zdecydowanie zabrałabym napój Chai Mate i wegańskie żelki Katjes), nic im się nie stanie, ale świadomość, że są tak daleko brzmi przerażająco. I zarazem – fascynująco!
40 minut bez łączności z Ziemią
Jako przywiązana do statystyk biegaczka, uwielbiam liczby. Przyjrzyjmy się zatem tym, które mówią o misji Artemis II. Załoga Oriona oddaliła się od Ziemi o 406 778 km, czyli o 6 606 km więcej niż podczas poprzedniej wyprawy – Apollo 13 w 1970 roku. Oznacza to, że na nowy rekord ludzkość czekała 56 lat. Inna ciekawostka – z 6 na 7 kwietnia załoga była pozbawiona łączności z Ziemią aż na 40 minut. W tak odważną misję wyruszyło czworo astronautów:
- Reid Wiseman, weteran NASA i komandor Marynarki Wojennej USA, który w 2014 roku spędził 165 dni na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej,
- Christina Koch, kobieta, do której należy rekord świata w kategorii najdłuższego kosmicznego lotu kobiety (astronautka spędziła w kosmosie 328 dni),
- Victor Glover, doświadczony pilot Marynarki Wojennej, pierwszy Afroamerykanin, który wziął udział w długoterminowej misji na ISS oraz pierwsza czarnoskóra osoba zaproszona do udziału w locie na Księżyc,
- Jeremy Hansen, emerytowany pilot myśliwców Królewskich Kanadyjskich Sił Powietrznych, od 2009 roku współpracownik NASA, gdzie pracuje jako łącznik między Ziemią a ISS.
Dobór załogi komentuje Maciej Myśliwiec ze Space Agency, ekspert medialny sektora kosmicznego:
– Obecna na pokładzie grupa jest większa niż w programie Apollo i wyraźnie bardziej zróżnicowana. W składzie znajduje się pierwszy Kanadyjczyk w locie poza niską orbitę okołoziemską, w misji uczestniczy także kobieta. To pokazuje zmianę podejścia do eksploracji kosmosu, która przestaje być domeną wąskiej grupy i staje się projektem bardziej reprezentatywnym. Skład uwzględnia zarówno kompetencje techniczne, jak i zdolność do pracy zespołowej w warunkach wysokiego ryzyka. Program Artemis od początku zakłada międzynarodowy charakter, dlatego w kolejnych misjach planowany jest udział astronautów europejskich.
Statek kosmiczny tak szybko nie zawróci
Wyczyn czworga astronautów komentował na żywo na antenie TVN24 dr Sławosz Uznański-Wiśniewski, który w czerwcu 2025 roku, jako drugi Polak w historii, wyruszył w kosmos. Mówił między innymi o najbardziej ryzykownych momentach lotu. – Najniebezpieczniejszy jest start, kiedy astronauci są podczepieni do ogromnej rakiety z ogromną energią, ale też moment, kiedy kapsuła odczepia się od rakiety i dryfuje w przestrzeni kosmicznej. Wszystkie systemy i urządzenia muszą być wcześniej szczegółowo przetestowane, by podczas misji działały odpowiednio i były w stanie utrzymać astronautów przy życiu.
Nie tylko sprzęt i technologia musiały być perfekcyjnie przygotowane do misji. Gotowość na lot dotyczyła przede wszystkim astronautów. – Szkolenie trwa wiele lat i jest dostosowane do charakteru eksploracji przestrzeni kosmicznej. Obejmuje zarządzanie systemami statku, procedury awaryjne oraz pracę zespołową w długotrwałym, izolowanym środowisku. Duży nacisk kładzie się na autonomię załogi i zdolność działania w sytuacjach nieprzewidzianych – mówi Maciej Myśliwiec. Bo podczas lotu w stronę Księżyca wsparcie Ziemi może być ograniczone, a komunikacja opóźniona. Jeśli coś się dzieje, nie ma możliwości natychmiastowego zawrócenia statku.
Dr Jędrzej Kowalewski, prezes zarządu Scanway S.A, szef firmy Scanway, będącej głównym eksporterem technologii kosmicznych w Polsce, komentuje: – Mimo połączenia z bazą, astronauci są samotni. Jeśli na pokładzie coś się wydarzy, przykładowo – astronauta złamie nogę – załoga jest zdana tylko na siebie, nie ma możliwości ewakuacji. Lotu, który tak jak w przypadku statku Orion, jest oparty na dynamice Newtona, czyli po mocnym, wykorzystującym silniki starcie na orbicie okołoziemskiej, porusza się swobodną trajektorią, nie da się skrócić. Załoga musiałaby uruchomić silniki, wyhamować prędkość orbitalną. Dlatego wsiadając na pokład statku astronauci muszą liczyć się z tym, że spotkanie z lekarzem może odbyć się dopiero po zakończonym locie.
Astronauci pod “kołderką ochronną” Ziemi
Jakie są warunki w pojeździe kosmicznym? – Porównywalne z tym, czego astronauci doświadczają na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Jedną bardzo ważną różnicą jest promieniowanie – załoga statku jest znacznie bardziej podatna na kaprysy pogody kosmicznej, która w 99 proc. zależy od tego, co dzieje się na Słońcu. Pogody słonecznej nie da się przewidzieć z dużym wyprzedzeniem – mogą pojawić się na przykład duże podmuchy wiatru słonecznego, tzw. burza słoneczna. Jeśli astronautów zaskoczy takie zjawisko, mają kilkanaście godzin na to, by odizolować statek od radiacji. Na niskiej orbicie okołoziemskiej astronauci są pod “kołderką ochronną” Ziemi, która pozwala na zminimalizowanie wpływu wiatru słonecznego i promieniowania kosmicznego na człowieka. W rejonach wysokiej orbity człowiek jest już poza płaszczem ochronnym ziemskiej magnetosfery, dlatego statki trzeba projektować w taki sposób, by maksymalnie zmniejszyć wpływ radiacji – wyjaśnia dr Jędrzej Kowalewski. Załoga statku Orion będzie przebywała w tej strefie kilka dni (dotychczas doświadczyło tego tylko kilka osób na świecie). Jej członkowie w ramach badań mierzą poziom wspomnianego promieniowania. Ważna ciekawostka: – Nad systemem pomiaru promieniowania pracowały dwie polskie naukowczynie – Anna Fogtman i Aleksandra Rutczyńska. Zaprojektowane przez nie czujniki są na pokładzie misji – podkreśla ekspert.
Sfotografować drugą twarz Księżyca
Znaczenie naukowe misji Artemis II podkreślał w TVN24 dr Sławosz Uznański-Wiśniewski. – Załoga zabrała ze sobą wiele eksperymentów naukowych, m.in. astronauci będą mogli zobaczyć zaćmienie Słońca bezpośrednio zza Księżyca. Po raz pierwszy od lat będziemy badać ponownie promieniowanie kosmiczne w obecności człowieka. Misja odbywa się też między innymi po to, by zobaczyć Księżyc z drugiej strony i sfotografować go w bardzo wysokiej jakości. Przez to, że Księżyc obraca się wokół Ziemi i własnej osi z tą samą częstotliwością, zawsze widzimy tylko jedną jego część. Drugiej, podziurawionej impaktami meteorytów z ogromnymi kraterami meteorytowymi, dotychczas nie widzieliśmy. W tych kraterach znajduje się woda – program Artemis zakłada, że będą to przyszłe miejsca lądowania. Bo misja to bardzo zaawansowany program technologiczny z budową bazy księżycowej z autonomicznością energetyczną, telekomunikacyjną i obserwacyjną.
O tym, co kryje druga twarz Księżyca, mówi też dr Jędrzej Kowalewski. – Nasz satelita jest dobrze przeskanowany przez odpowiednie urządzenia, jednak ludzki zmysł wzroku jest w stanie wypatrzyć więcej niż najlepiej zaprojektowana sonda. Astronauci chcieli zaobserwować na Księżycu m.in. basen zastygniętej lawy, tzw. Orientale Basin, jeden z najbardziej spektakularnych kraterów uderzeniowych i jedno z najmłodszych i najlepiej zachowanych w całym Układzie Słonecznym miejsc, w którym zdarzyła się kiedyś kosmiczna katastrofa. Obserwacja tego obszaru może nam dużo powiedzieć zarówno o przeszłości Księżyca, czyli na przykład w jaki sposób się uformował, jak i o naszej planecie – zapewnia naukowiec. Podkreśla, że członkowie misji Artemis II byli pierwszymi ludźmi w historii, którzy na własne oczy zobaczyli to miejsce. – Nawet astronauci misji Apollo 13 nie mieli takiej możliwości, ponieważ patrzyli na Księżyc ze znacznie niższych orbit.
Załoga statku Orion poinformowała również, że wypatrzyła kilka błysków od uderzeń meteorytów o powierzchnię Księżyca. – Przed misją nie było pewności, że takie zjawisko będzie w ogóle obserwowalne przez oko ludzkie. Załoga donosi o czterech, a nawet pięciu uderzeniach meteorytów w Księżyc, zatem walor naukowy misji jest absolutnie bezprecedensowy – podkreśla prezes Scanway S.A.
Loty na Księżyc i na Marsa?
Misja Artemis II wyruszyła właśnie dla tych, wprawiających nas w osłupienie informacji i ujęć, ale nie tylko. O główne założenia ekspedycji zapytałam Macieja Myśliwca. – Artemis II to pierwszy od czasu programu Apollo załogowy lot ludzi poza niską orbitę okołoziemską. I pierwszy raz od ponad pięciu dekad, kiedy ludzie oddalają się tak daleko od Ziemi i wchodzą w środowisko, w którym nie ma prostych procedur awaryjnych ani możliwości szybkiego powrotu. Ta misja ma znaczenie systemowe. Sprawdzane są jednocześnie wszystkie elementy, które wcześniej testowano osobno lub w ograniczonym zakresie. Podtrzymywanie życia przez wiele dni poza LEO, komunikacja z opóźnieniem, nawigacja w przestrzeni cislunarnej oraz zdolność załogi do pracy w warunkach większej autonomii. To etap, który decyduje o tym, czy kolejne misje będą mogły bezpiecznie przejść do lądowania – komentuje ekspert. Podkreśla, że Artemis II otwiera kolejny rozdział. – Po misji przyjdzie czas na lądowania, a następnie budowę infrastruktury na powierzchni Księżyca. Mówimy o bazach, systemach energetycznych, magazynowaniu i produkcji paliwa oraz wykorzystaniu wody z regolitu. Księżyc ma stać się miejscem operacyjnym, a nie celem jednorazowej misji. W dalszej perspektywie to właśnie tam będą testowane technologie i przygotowywane operacje potrzebne do lotów na Marsa.
Zbudować bazę księżycową
O randze misji mówi też dr Jędrzej Kowalewski. – Amerykanie powiedzieli jasno, że program Artemis nie jest po to, by postawić flagę na Księżycu – transport na Srebrny Glob tam i z powrotem jest pierwszym krokiem do budowania tam stałej obecności człowieka. Może nie są to jeszcze wydarzenia aż tak spektakularne jak na przełomie lat 60-tych i 70-tych, kiedy astronauci chodzili po Księżycu i pobierali tam próbki do badań, ale z perspektywy obecnych czasów, wyprawa ma olbrzymie znaczenie. Dziś funkcjonuje zupełnie inny poziom świadomości ryzyka – wiedząc, jak ryzykujemy, udało się stworzyć pojazd kosmiczny, rakietę i cały ekosystem, dzięki któremu możemy spokojnie, bez narażania życia astronautów, poruszać się w strefie księżycowej. To prawdziwy przełom. Kolejnym krokiem musi być rozwój lądowników oraz infrastruktury przyszłej bazy księżycowej. Przy takim systemowym podejściu szanse na stałą obecność człowieka na Księżycu są dziś naprawdę duże.
Kiedyś rywalizacja, dziś współpraca międzynarodowa
Teraz odrobina historii – ostatnimi ludźmi, którzy stanęli na Księżycu byli astronauci misji Apollo 17. “To mały krok dla człowieka, a wielki dla ludzkości” – powiedział 21 lipca 1969 roku na powierzchni Księżyca amerykański astronauta Neil Armstrong. Na kolejny krok wspomniana ludzkość czekała aż 57 lat. Dlaczego tak długo, skoro technologie są dobrze rozwinięte, a naukowcy mają już nie tylko wiedzę, ale i dostęp do profesjonalnego sprzętu? – W tamtym czasie eksploracja Księżyca była bezpośrednio związana z rywalizacją polityczną. Program Apollo miał jasno określony cel i po jego osiągnięciu stracił uzasadnienie finansowe. W kolejnych dekadach nastąpiło przesunięcie w stronę działań na niskiej orbicie okołoziemskiej. Stacje kosmiczne, rozwój technologii satelitarnych i misje bezzałogowe dawały więcej efektów przy niższych kosztach i mniejszym ryzyku. To był naturalny kierunek rozwoju sektora kosmicznego przez ostatnie 40-50 lat – komentuje Maciej Myśliwiec. Dodaje, że dziś wracamy na Księżyc w zupełnie innym kontekście. – Nie chodzi o demonstrację możliwości, tylko o budowę trwałej obecności. Zmienił się też układ sił. To nie jest już wyścig dwóch państw. W eksplorację zaangażowane są Stany Zjednoczone, Europa, Kanada, Japonia, a równolegle swoje programy rozwijają Chiny i Indie. Współpraca międzynarodowa stała się koniecznością, zarówno z powodów finansowych, jak i technologicznych.
Skoro to eksploracja Księżyca wielu państw, w tym miejscu wypada zapytać, kto płaci za misję Artemis II i jaki jest jej koszt. – Za główną część finansowania odpowiada NASA. Jednocześnie, jak już wspomniałem, program ma charakter międzynarodowy. European Space Agency dostarcza European Service Module do statku Orion, odpowiadający za napęd, zasilanie i funkcjonowanie systemów. Podział ról jest jasno określony, ale będzie się rozwijał. Stany Zjednoczone odpowiadają za system nośny i kapsułę, Europa za elementy serwisowe, a kolejne komponenty, takie jak lądowniki czy infrastruktura powierzchniowa, powstają przy udziale wielu państw i firm. Skala programu powoduje, że współpraca nie jest opcją, tylko warunkiem jego realizacji – wymienia ekspert.
Lot za milion dolarów
Szacunkowy koszt pojedynczego lotu to kilka miliardów dolarów. – Wynika to przede wszystkim z kosztu systemu nośnego Space Launch System, który jest systemem jednorazowym. Każdy start wymaga produkcji nowych komponentów, przygotowania infrastruktury i zaangażowania dużych zespołów operacyjnych. Jednocześnie pozwala osiągnąć parametry niezbędne do wyniesienia załogowego statku Orion na trajektorię księżycową – wyjaśnia Maciej Myśliwiec. Podkreśla, że rakieta SLP stanowi podstawę programu Artemis. – Bez tego systemu nie ma możliwości realizacji obecnej architektury misji załogowych w kierunku Księżyca. To rozwiązanie bardziej konserwatywne technologicznie niż nowe systemy wielokrotnego użytku, ale zapewniające stabilność i kontrolę nad całym procesem.
O misji Artemis mówi – i słusznie – cały świat. Wiadomość o tym, że rok temu, w kwietniu 2025, w ramach misji NS-31 w kosmos poleciała piosenkarka Katy Perry i inne kobiety została raczej przemilczana. Dlaczego? Kobiety w kosmosie – czyż to nie nadaje się na nagłówki gazet i do głównych wydań programów informacyjnych? – Lot New Shepard NS-31 z udziałem Katy Perry był misją suborbitalną o krótkim i w dużej mierze automatycznym profilu. Obejmował wyniesienie kapsuły na granicę kosmosu i powrót na Ziemię. Artemis II to wielodniowa operacja w głębokiej przestrzeni kosmicznej, obejmująca złożone systemy i wymagająca pełnej kontroli nad przebiegiem misji przez załogę i zespoły naziemne. Różnica w skali, czasie trwania i złożoności tych misji powoduje, że są one postrzegane w zupełnie inny sposób – podsumowuje Maciej Myśliwiec.
Neil Armstrong wylądował? Rosja, Chiny i Japonia nie mają wątpliwości
Na koniec o tych, którzy nie wierzą w obecność ludzi na Księżycu na przełomie lat 60-tych i 70-tych. Bo technologia nie była aż tak zaawansowana, bo propaganda miała się świetnie i wszystko można było sfingować, bo “nie dało się tam polecieć”. Dr Jędrzej Kowalewski komentuje: – Nie jest niczym złym poddawanie w wątpliwość tego, co pokazują nam media. Zwłaszcza dziś, w dobie sztucznej inteligencji i fake newsów. Ale przełom lat 60-tych i 70-tych był okresem silnej rywalizacji między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim. ZSRR nigdy nie zakwestionował lądowania Neila Armstronga na Księżycu, a przecież Rosjanie mieli wtedy znakomicie rozwiniętą sieć podsłuchów, zdolność przechwytywania rozmów, swoje satelity na powierzchni Księżyca, a nawet własny lądownik, który był zagrożeniem dla Amerykanów i mógł storpedować ich misję. Również inne państwa potwierdziły obecność Amerykanów na Księżycu. Indyjskie, chińskie i japońskie misje orbitalne zarejestrowały miejsca lądowań programu Apollo. Aby uznać je za fałszywe, należałoby przyjąć istnienie globalnego spisku obejmującego wiele niezależnych agencji kosmicznych.
Ekspert zwraca też uwagę na technologię zapisu obrazu. – Znając realia rejestrowania obrazu na przełomie lat 60. i 70., można uznać, że trudniejsze byłoby sfabrykowanie wiarygodnych materiałów filmowych niż sama realizacja misji księżycowej. Podsumowuje: – Ciężko mi słuchać teorii spiskowych – argumenty spiskowców pokazują ich niewiedzę.
Ilustracje: Załoga Artemis II, Josh Valcarcel, wikipedia