Subiektywnie
Goethe z Netu
Teatr STU. seriale i świętowanie.
Na sąsiednich stronach sporo o jubileuszu Teatru STU i wystawianej z tej okazji sztuce Pan Twardowski. Faust krakowski na podstawie Fausta Johanna Wolfganga Goethego. Postanowiłem i ja sprawdzić, co (i czy w ogóle) Teatr STU i ta okoliczność mogą mieć wspólnego ze światem filmu i seriali. Naturalnie – aktorzy i reżyserzy teatru to twórcy także serialowi i filmowi. To oczywiste. Oczywistościami jednak, na łamach tego pisma, się nie zajmujemy.
Podłubałem głębiej i… znalazłem. Są informacje o filmach na podstawie dzieł Goethego, realizacjach biograficznych, a jeden odnośnik przekierowuje nawet do opisu twórczości Mozarta (w końcu twórca Fausta miał na drugie Wolfgang, a Mozart miał tak na pierwsze – tu nie ma co dyskutować!). Jednak pokonało mnie coś innego. Otóż okazało się, że Johann Wolfgang von Goethe ma swój profil w portalu filmowym Filmweb.
„Cóż w tym dziwnego?” zapytać możesz, drogi czytelniku. Otóż to, że profil ten skonstruowany jest identycznie jak profil w tym portalu mój czy redaktora naczelnego KRKiS Witolda Beresia. „Johann Wolfgang von Goethe, niemiecki autor materiałów do scenariusza” głosi pierwsza linijka profilu. Czyli nie scenarzysta, jak ja, nie aktor, jak redaktor Bereś (sic!). Że o słowie „pisarz” nie wspomnę. Nie. „Autor materiałów do scenariusza”. „Znany z Młody Werter, Faust, Król komputerów”. To drugie zdanie profilu, z wybijającym się Królem komputerów, który dziwi najbardziej po przyswojeniu kolejnej informacji: „urodzony w 1794”. Osiemnasty wiek może nie być przecież oczywisty w przypadku „twórcy materiałów do scenariuszy”. W dalszej części czytamy, że ów Goethe, twórca tych, wiadomo tam, materiałów, najczęściej współpracuje z… I tu wymieniono jak najbardziej współczesnych twórców realizujących swe dzieła na podstawie dzieł jego.
Fakt współpracy z kimkolwiek niemal 200 lat po śmierci może natchnąć optymizmem, jednak… całość robi na mnie wrażenie jak najbardziej przygnębiające. Jest bowiem symbolem wszechogarniającej świat skrótowości, która ma swe najszersze odzwierciedlenie właśnie w internecie.
Być może pamiętasz, czytelniku, gdy wstydem było czytanie streszczeń zamiast lektur szkolnych. Potem, pod koniec lat 90., zaczęły się streszczenia ukazywać w formie maleńkich książeczek i zostały przez młodzież zaakceptowane. Dziś młodzi ludzie wrzucają te bryki do AI. Po co? Otóż („widziałem własnoocznie”) po to, by sztuczna inteligencja im te streszczenia… streściła.
Słyszę także o pomysłach, by szkolną dziatwę uczyć już tylko tego, jak wyszukiwać wiedzę w necie za pomocą chatów itp. „Przecież tam wszystko jest” mówią popularyzatorzy takich idei. Niestety – jak najwięcej musi być też w głowie. Bez posiadanego zasobu informacji nie da się nijak zbudować własnego światopoglądu. No… chyba że właśnie o to chodzi?
Jeszcze gorzej, że szukając w ten sposób wiedzy, przyszłe pokolenie będzie miało Goethego za „twórcę materiałów do scenariuszy”. A Jan Matejko? Może to twórca elementu scenograficznego w serialu Alternatywy 4? W końcu towarzysz Winnicki miał jego Bitwę pod Grunwaldem.
Już dziś spotykam się ze skutkami takiego podejścia do świata. I to wcale nie u „najmłodszych”. Producentka pewnego serialu (lat trzydzieści kilka) w trakcie spotkania ze scenarzystami robi otóż (siedząc obok mnie, więc o pomyłce nie może być mowy!) notatkę na dolnym skraju kartki. Notatka brzmi: „TARTAK → WIKI”. Rozumiecie państwo? Musi sprawdzić, co to jest „tartak”! W Wikipedii! Producentka serialu! A wy to potem macie oglądać…
Producentka ta była za to specjalistką od numerologii. Dlaczego o tym piszę?
Goethe tworzył Fausta przez 60 lat. I właśnie 60 lat swego istnienia świętuje Teatr STU. W Wahadle Foucaulta czytamy co prawda, że „numerologia to dziedzina, w której – jakkolwiek liczyć – i tak wszystko się ze sobą zgodzi”. Ale jak tu nie wierzyć w symbolikę, skoro chcę Teatrowi STU życzyć lat STU?
I może jeszcze, żeby sztuk teatralnych nikt nigdy nie streszczał. Podobno już istnieje AI, robiąca tak zwane „short cut” z dowolnego filmu. Czas Apokalipsy potrafi trwać teraz 76 minut (z oryginalnych 147). Piszę „podobno”, bo boję się tam nawet zaglądać. Choć – co oczywiste – od zamykania oczu problem nie zniknie…
Zakończmy więc to wszystko po prostu gromkim: „STU lat – STU”!
Ilustracja: wikipedia
TEKST UKAZAŁ SIĘ W NUMERZE 1-2/2026, a NAJNOWSZE NUMERY NASZEGO MAGAZYNU ZNAJDZIESZ TUTAJ: