PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Po krakosku

Zapomniany bohater

Mieczysław Czuma
Po krakosku Mieczysław Czuma

Muszę się upomnieć o kogoś, kto zasłużył na nasz podziw i szacunek, a dla
którego zabrakło do tej pory miejsca w naszej zbiorowej pamięci. To bohater, któremu Kraków zawdzięcza namaszczenie na uprzywilejowane miejsce
wśród wszystkich polskich metropolii, a także wejście na salony światowe.

To wszystko działo się w latach 70. zeszłego stulecia. W tamtych czasach miasto dotknęła prawdziwa katastrofa ekologiczna. Powietrze było zatrute, na ziemię spadały setki tysięcy ton zanieczyszczeń przemysłowych. Tlenki siarki, azotu, fluoru, związki chromu. Chorowali ludzie, chorowały kamienie, i nie tylko. Odpadały tynki, rozsypywały się wapienne portale, kruszały rzeźbione w piaskowcu posągi, mętniały szkła zabytkowych witraży, złote nitki arrasów pokrywały się sinym nalotem. To, co było z marmuru, kwaśne deszcze zamieniały w gips.

I w tych najczarniejszych godzinach miasto nagle postawione zostało na najwyższym z możliwych piedestałów. Kraków wpisany został na ogłoszoną przez UNESCO (8 września 1978) pierwszą listę światowego dziedzictwa kulturowego. Znalazł się tam obok prawdziwie zjawiskowych światowych fenomenów. Ten fakt stał się zaczynem do powołania Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa (18 grudnia 1978).

To były niezwykłe chwile. Dostaliśmy wiatru w żagle także dlatego, że dawna stolica Polski na wszystkich kontynentach odmieniana była przez wszystkie przypadki w związku z sensacją, jaka wydarzyła się na Watykanie. 16 października 1978 biskup Krakowa został biskupem Rzymu – Karola Wojtyłę wybrano papieżem.

Ale wcześniej było wpisanie miasta na pierwszą listę światowego dziedzictwa. A to nie stało się za sprawą żadnych z uporem pielęgnowanych mniemań o naszej wyjątkowości. Ten majstersztyk był dziełem pewnego konkretnego człowieka. Doktor habilitowany inżynier architekt Krzysztof Pawłowski był wtedy wicedyrektorem Zarządu Muzeów i Ochrony Zabytków w Ministerstwie Kultury i Sztuki. Z tej racji reprezentował Polskę w Międzynarodowej Radzie Ochrony Zabytków (ICOMOS), a także w Komitecie Dziedzictwa Światowego UNESCO. Komponowanie listy należało właśnie do tych dwóch organizacji. W pierwszej Pawłowski był wiceprezydentem, w drugiej wiceprzewodniczącym, a jednocześnie sprawozdawcą generalnym. Skorzystał ze swoich uprawnień i zrobił to, co trzeba. Dokładnie: wprowadził na listę krakowskie Śródmieście z Kazimierzem i ze Stradomiem, a także Kopalnię Soli w Wieliczce.

Zacytował nam wtedy sentencję, która stała się przepustką do tego dokumentu: „Historyczny zespół urbanistyczno-architektoniczny Krakowa, ukształtowany w ciągu blisko tysiącletniej, nieprzerwanej historii, stanowi jeden z czołowych kompleksów artystyczno-kulturowych w tej części Europy, zachowany w oryginalnej postaci, w którym w harmonijny sposób nawarstwiły się kolejne epoki w swym doskonałym kształcie”. Ta definicja ma odległe historyczne korzenie. Naszkicowany w czasie lokacji miasta, w roku 1257, rysunek placów i ulic przetrwał nienaruszony do dziś. Jest paradoksem, że cały ten pierwotny układ ocaliła na końcu sławetna galicyjska bieda. Przez cały wiek XIX zamożne europejskie metropolie wzorem Paryża modernizowały się na wyścigi. Wyburzano całe zabytkowe kwartały, na pozyskanych terenach wytyczano szerokie przelotowe arterie, sytuowano monumentalne place, wznoszono centra handlowe. Nas nie było stać na takie inwestycje.

Mój bohater jest najprawdziwszym ojcem chrzestnym marki obecnego Krakowa. W czasach realnego socjalizmu, kiedy na co dzień serwowane były urzędowe nakazy do bezgranicznego kultu dla wszystkiego co radzieckie, Pawłowski sprawił, że to właśnie Kraków ogłoszony został matecznikiem polskiej tożsamości. A umieszczenie przez niego Krakowa na liście kulturowego dziedzictwa otwarło przed miastem drogę do rozpoznawalności i to w skali makro, bo na arenie globalnej.

Ilustracja: Zygmunt Put, wikipedia

Tekst ukazał się w numerze 2/2024, a najnowsze numery naszego magazynu kupisz TUTAJ: