PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

Wirówka europejska,czyli taniec z Kafką

Maria Malatyńska
Rekomendacje Maria Malatyńska

Gdyby trzeba było odnaleźć jakiś znak wspólny obecnych wydarzeń artystycznych, to tym znakiem byłby, od długiego już czasu – portret. Jesteśmy świadkami jakiegoś ciągłego łaknienia portretu.

W filmie Agnieszki Holland o Franzu Kafce jest scena prawdziwie wstrząsająca: oto wchodzimy wraz z grupą ludzi do sali, gdzie mieści się gigantyczna szafa biblioteczna szczelnie upchana książkami. Właśnie: upchana, bo książki nie stoją na półkach, ale leżą wciśnięte jedna na drugiej, przytłoczone następnymi tomami i jeszcze następnymi, a od naszej strony patrząc, widać jeszcze i to, że jedne są grubsze, inne cieńsze, domyślamy się, że mają kolorowe okładki, bo niewielkie brzeżki rozgraniczające grubości książek są barwne. Ale pewnie trudno ruszyć choć jedną z nich, tak ciasno wypełniają przestrzeń półek. Pozostaje wrażenie jakiejś upiornej mozaiki, jakiejś wielkości ponad miarę, czegoś… nieogarnionego normalnym porządkiem.

A obok, na niewielkim stoliku leży osobno kilka książek.

Zarówno szafa-gigant, jak i stolik – to ekspozycja z muzeum Franza Kafki w Pradze, a przewodniczka wyjaśnia spokojnie i jakby mimochodem: na półkach mieści się wszystko to, co napisano o Franzu Kafce. A obok, na stoliku – leży to, co on napisał. Proporcja jest jak jeden do siedemnastu milionów.

To beznamiętne zestawienie jest szokujące. Trudno o lepszy dowód, że chodzi o autora, który był i jest niekończącą się inspiracją. Bo jakże to? Aż tyle się o nim pisze? Wciąż jest tak żywy? Odkrywczy? Potrzebny? Tych kilka książek promienieje nieskończoną aktualnością przez sto lat? I przecież nie chodzi o symboliczne „sto lat”, ale o prawdziwy upływ czasu, bo właśnie w zeszłym roku minął równo wiek od śmierci ich autora. Czyż to nie jest najlepsza rekomendacja dla artysty, którego portret kreśli najnowszy film Agnieszki Holland?

Ale czemu jest aż tak…? Czemu to wciąż jest tak ważne i świeże?

Może to specyfika oglądanej z bliska postaci, a może zasługa czasów, ale kolejne, nowe–stare opowieści o Kafce wcale nie pomagają znaleźć tej poszukiwanej odpowiedzi. Nie będę oczywiście analizować i porównywać, każdy z nas ma szansę, by przeżyć prywatnie swój zachwyt lub zdumienie, jeśli uda mu się „wyciągnąć z półek” choć jedną książkę. Wszak niezwykłością kontaktu z tym pisarzem wciąż bywa coś ze świata wielkich emocji i wielkich poszukiwań.

Patrzę na słynny, niegdyś najpełniejszy, dla nas legendarny, bo przekazywany tylko w opowieściach, a teraz wydany w Polsce po raz pierwszy, przez Wydawnictwo Marginesy, portret Kafki pióra znakomitego, nieżyjącego już, czesko-niemiecko-amerykańskiego pisarza Ernsta Pavla. Drobiazgowy, wszechstronny, bo analizujący i epokę, i człowieka na jej tle, i krąg kolegów oraz życiowe kompleksy bohatera, jest ten portret równocześnie lub może… mimochodem – wielkim hołdem złożonym Maxowi Brodowi, wieloletniemu przyjacielowi Kafki, pisarzowi i poecie, który, jak przekazała nam legenda literacka – potrafił zrezygnować z własnej twórczości, by ocalić, a nawet… ukształtować twórczość Kafki. Ocalił jego rękopisy, które Kafka nakazał spalić. Ale równocześnie sam je zredagował, uzupełnił, podał opinii publicznej określony, zapamiętany przez siebie wygląd tych pomysłów i fabuł pisarza. A więc, tym samym, budując kształt tych utworów, ukształtował odbiór gotowych dzieł. W najlepszej wierze. W najserdeczniejszym oddaniu prawdy o genialności Kafki. A ponieważ, na dodatek, był Max Brod również autorem pierwszej na świecie biografii pisarza, więc to właśnie temu przyjacielowi zawdzięczamy samo istnienie Kafki w publicznej świadomości. Jako pisarza, jako legendy. To są więc zasługi nie do pominięcia. Gdy więc Ernst Pavel drobiazgowo analizuje fakty, pomysły, gdy zderza ze sobą delikatny, nadwrażliwy charakter i temperament pisarza z historycznymi wydarzeniami tamtych lat, to przecież gdzieś w tle musi pamiętać, że „tamte” zasługi pierwszego biografa istnieją. Na szczęście nie jest to dla niego paraliżujące. Ale stara się z powodzeniem zapewnić czytelnikom to, czego pierwszy biograf nie mógł mieć: dystans i perspektywę.

W ostatnich miesiącach amerykański pisarz zyskał na naszym rynku konkurenta, bo oto ukazały się dwa tomiszcza, każde po 600 stron, z wielkiego trzytomowego studium na temat Kafki pióra niemieckiego badacza Reinera Stacha (Wydawnictwo PIW). To jest już wprawdzie badanie Kafki z XXI wieku, ale jest wrażenie, jakby znowu zaczynało się wszystko od początku, tak bardzo rzecz jest drobiazgowo poprowadzona. Na równie gigantyczny trzeci tom jeszcze czekamy. Jest w tłumaczeniu. Ukaże się na naszym rynku pewnie lada moment. Choć Rainer Stach to szczególny przykład. Ponad siedemdziesięcioletni w tej chwili pisarz i profesor od początku swojego dorosłego życia bada tylko Franza Kafkę. Niegdyś nawet wydał wielką księgę pod znaczącym tytułem Franz Kafka dzień po dniu. Był zresztą w Krakowie, w zeszłym roku na Festiwalu Conrada, sam o wszystkim opowiadał. I trudno było wtedy nie zobaczyć z bliska, że Kafka stał się na pewno zjawiskiem wciąż umykającym jednoznaczności.

A więc wciąż może być przedmiotem kolejnych badań i fascynacji. Profesor Grzegorz Musiał, nowy tłumacz tekstów Kafki, zwrócił już niegdyś uwagę na to, że po śmierci Maxa Broda, owego pierwszego biografa i przyjaciela pisarza, a więc po 1968 roku, pojawiła się wśród badaczy pokusa, aby spojrzeć na teksty Franza Kafki nie poprzez ich redakcyjne opracowanie podane przez biografa, ale przez wyciągnięcie fabuł z zachowanych, najczęściej niedokończonych rękopisów samego pisarza. Daje to zupełnie nową perspektywę, a tekstom – całkiem nową świeżość i wygląd. Profesor Musiał, tłumacząc trzy opowiadania Kafki, Osąd, Przemiana i Kolonia karna, tak właśnie postąpił. Możemy chyba zatem oczekiwać, że pojawić się mogą całkiem nowe odczytania Kafki. Czy znowu zapełnią nową „wielką szafę”?

Ilustracja: Rękopis „Listu do ojca” F. Kafki, wikipedia

TO TYLKO FRAGMENT ZNAKOMITEGO TEKSTU – CAŁY PRZECZYTASZ W NUMERZE 1-2/2026, KTÓRY KUPISZ TUTAJ: