Subiektywnie
Wieczne buntowniczki
Bunt kobiet bynajmniej nie jest żadną nowością i znakiem obecnego jedynie czasu. Kobiety przeciw opresyjnej władzy buntowały się w Polsce od dawna.
Ograniczmy się do ledwie ostatniego półwiecza. Zacznijmy od 1968 roku – bo to częste ostatnio skojarzenie po atakach funkcjonariuszy władzy na antyrządową – i feministyczną w duchu – wymowę wystawionych przez Maję Kleczewską Dziadów Adama Mickiewicza w Teatrze im. J. Słowackiego. Otóż 30 stycznia 1968 roku na czele nielicznej w sumie demonstracji przeciwko zdjęciu z afisza stołecznego Teatru Narodowego tychże Dziadów w wersji Kazimierza Dejmka szła studentka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej Małgorzata Dziewulska. A późniejsze, wybuchłe na początku marca tegoż roku protesty studenckie prowadziły między innymi Irena Lasota i Barbara Toruńczyk.
Potem, już w latach 70., kobiety stanowiły siłę demokratycznej opozycji. Dość wspomnieć uwielbiane w tym środowisku, a więc i wpływowe członkinie Komitetu Obrony Robotników Anielę Steinsbergową i Halinę Mikołajską. Ale też zaangażowaną w prace Biura Interwencji KOR Zofię Romaszewską czy redagujące nielegalnego „Robotnika” Helenę Łuczywo, Ludwikę Wujec i Irenę Wóycicką. Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża to z kolei przecież Anna Walentynowicz, Alina Pieńkowska, Joanna Duda-Gwiazda czy Ewa Ostrowska. Podczas strajków sierpniowych do grona kobiet symboli rodzącego się ruchu „Solidarności” dołączyła nie przez przypadek, lecz dzięki swej determinacji Henryka Krzywonos. Kobiety stały się zresztą ważną jego składową – także w najtrudniejszym czasie podziemia. Najlepszym dowodem były tworzone specjalnie dla nich obozy internowania oraz drakońskie czasem wyroki (wszak najwyższy wyrok stanu wojennego dotknął Ewę Kubasiewicz ze Szkoły Morskiej w Gdyni – w lutym 1982 za rozpowszechnianie ulotki nawołującej do czynnego oporu przeciwko juncie gen. Jaruzelskiego została skazana przez Sąd Marynarki Wojennej na 10 lat więzienia). A kobiecą w dużej mierze redakcję miało najważniejsze w latach 1982–1989 pozacenzuralne pismo, czyli „Tygodnik Mazowsze”.
Podobnie było w Krakowie. Jeszcze przed Sierpniem ’80 tutejszą opozycję demokratyczną tworzyły w dużej mierze odważne, mądre (i przy tym jedna w drugą urocze) dziewczyny ze Studenckiego Komitetu Solidarności: Lilka Batko, Róża Woźniakowska, Ewa Kulik, Anki: Krajewska i Szwed, czy Elżbiety: Krawczyk i Majewska.
Potem, w latach 80., kobiety współtworzyły sieć struktur związkowego podziemia. I dotykały je ze strony policji politycznej takie same represje jak mężczyzn: zatrzymania, próby zastraszania, wyzwiska, czasem pobicia.
Dla ówczesnej inteligencji symbolem wagi oporu intelektualnego było zaś cały czas głośne opowiadanie Hanny Malewskiej Sir Tomasz Moore odmawia.
Buntowniczki tamtych czasów najczęściej nie zgłaszały – jak to bywa obecnie – czysto „kobiecych” postulatów. Ich żądania wpisywały się zwykle w podstawowe idee opozycji: więcej swobód i wolności (zwłaszcza o charakterze politycznym), więcej demokracji i możliwości stanowienia o swoim losie, więcej szacunku dla godności i praw człowieka (lecz znowu: głównie w sferze polityki, kultury czy rozmaitych form samorządu). Jeśli już, to pojawiał się wątek praw socjalnych tyczących poziomu życia i bytu rodziny (symbolem tak zwane marsze głodowe z licznym udziałem kobiet jesienią 1981 roku).
Równocześnie, choć przecież formalnie kobiety stanowiły liczebną połowę ruchu „Solidarności”, a ich aktywność była w oczywisty sposób nie do przecenienia, to miał on cały czas, aż do narodzin wolnej Polski w 1989 roku, mocno patriarchalny charakter. Widać to chociażby w składzie związkowych władz wszystkich szczebli czy w proporcjach Komitetu Obywatelskiego (tak zwanej strony społecznej) podczas rozmów Okrągłego Stołu.
Dopiero po latach historycy (a raczej historyczki) zwrócili uwagę na tę dysproporcję – i na fakt, że kobiety z rzadka tylko pojawiają się, a jeśli już, to i tak na drugim planie, w legendzie jednego z najważniejszych współcześnie ruchów społecznego oporu, jakim był przecież zryw wolnościowy w Polsce. Może właśnie to nieuwzględnienie roli kobiet w historiografii poświęconej rodzimej walce z opresyjną władzą powoduje, że dzisiejszy ich bunt traktowany jest jako zdumiewający fenomen.
Ilustracja: Hanna Malewska, wikipedia
Tekst ukazał się w numerze 2/2022, a najnowsze numery naszego magazynu znajdziesz TUTAJ: