PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Po krakosku

Wehikuł czasu

Magda Huzarska-Szumiec
Po krakosku Magda Huzarska-Szumiec

Nowa odsłona Galerii Sztuki Europejskiej porządkuje kolekcję Muzeum Narodowego w Krakowie i prowokuje do myślenia o jej uzupełnianiu. Może pomogą w tym darczyńcy, tacy jak ci na obrazach?

Kiedy wchodzimy do Galerii Sztuki Europejskiej, wita nas kilku panów w sile wieku. Patrzą z zainteresowaniem na zwiedzających, tak jak Feliks Jasieński sportretowany przez Olgę Boznańską czy Stanisław hr. Ursyn-Rusiecki uwieczniony przez Stanisława Zawadzkiego. Edward Goldstein, pozując Wlastimilowi Hofamanowi, wziął do ręki fajkę, a Mieczysław Gąsecki na prośbę Jacka Malczewskiego patrzy melancholijnie przez okno. Nie ma wśród nich ani jednej kobiety, ale to nie były czasy, w których przedstawicielki płci pięknej decydowałyby o wydawaniu pieniędzy. Robili to mężczyźni, tacy jak ci, których wizerunki oglądamy.

– To jedni z darczyńców Muzeum Narodowego w Krakowie, których chcieliśmy w ten sposób uhonorować. Sportretowani przez doskonałych malarzy, dają się poznać publiczności, która dzięki nim może oglądać dzieła sztuki europejskiej – mówi kurator wystawy  dr Katarzyna Płonka-Bałus.

Dzieje muzeum zaczęły się właśnie od daru. W 1879 roku Henryk Siemiradzki przekazał powstającej instytucji swój obraz Pochodnie Nerona. Został on skatalogowany jako eksponat nr 1 i zawisł w Sukiennicach. Z biegiem czasu pojawiali się kolejni mecenasi, którzy ofiarowywali placówce swoje zbiory. Wśród nich najbardziej znaczące były dary Feliksa Jasieńskiego, które dziś można oglądać w Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, a także Stanisława Ursyna hr. Rusieckiego czy rodziny Tarnowskich z Dzikowa. Zostały one uzupełnione eksponatami pochodzącymi z mienia określanego po wojnie jako „porzucone”, „pozostawione” lub „poniemieckie” oraz późniejszymi nabytkami. W ten sposób powstała kolekcja, dość przypadkowa, acz warta uwagi.

Twórcy wystawy prezentują ją w nietypowy sposób. W nastrojowo zaaranżowanych salach uruchamiają wehikuł czasu, który pozwala zwiedzać ją cofając się od dzieł z początku XX wieku do coraz starszych.

–  Przywykliśmy patrzeć na sztukę jako na proces, który zaczyna się w zamierzchłych czasach. A przecież sztuka jest wokół nas i można ją poznawać w aspekcie ahistorycznym. Dlatego ta wystawa nie jest przebiegającym chronologicznie wykładem  historii sztuki, tylko prezentacją obrazów i rzeźb przeznaczonych dla ludzi, którzy przychodzą z własną wiedzą i emocjami – tłumaczy Katarzyna Płonka-Bałus.

Dzięki temu już na początku możemy zobaczyć płótna wchodzące tu ze sobą w dialog. Tak jak tchnąca nowoczesnością Martwa natura z gazetą Maurice de Vlamincka z 1927 roku z Martwą naturą z owocami i serem Giacomo Cerutiego z 2 poł. XVIII wieku. Całość została tak zaaranżowana, by centrum ekspozycji stanowiło jedno z najważniejszych dzieł w krakowskiej kolekcji, czyli Adoracja Dzieciątka ze świętymi Lorenza Lotta. Warto też zatrzymać się przy obrazach Paola Veneziana, Lavinii Fontany, Pietera Brueghela mł., Lucasa Cranacha mł., Luki Giordana, Mattii Pretiego, Elisabeth Vigée-Le Brun czy rzeźbach Antonia Canovy czy Gustava Vigelanda.

– To nie jest jednak wystawa nastawiona na pokazywanie arcydzieł. Poza Lottem nie wyróżniamy ich jakoś specjalnie. Widz powinien sam zdecydować, co jest dla niego piękne i co go tak naprawdę interesuje. Jeżeli komuś spodoba się Walka koguta z kotem Jacomo Victorsa, nie będzie zastanawiał się, jaka alegoria się za tym kryje, tylko zapatrzy się na zjeżoną sierść i dziki wzrok zwierząt – dodaje Katarzyna Płonka-Bałus.

Ja zapatrzyłam się dłużej na hiszpańskie Madonny z Dzieciątkiem – polichromowane figury wyrzeźbione w drewnie w XII i XIII wieku. To najstarsze dzieła w krakowskiej kolekcji, które stanowią zwieńczenie ekspozycji. Czułam na sobie ich spojrzenie, gdy przemierzałam drogę do wyjścia, mijając już teraz chronologicznie ułożone eksponaty, od czasów najdawniejszych do współczesności. Refleksja, jaką we mnie wywołały, sprowadzała się do przekonania, że obecna prezentacja Galerii Sztuki Europejskiej jest świetnym punktem wyjścia do uporządkowania krakowskich zbiorów i zastanowienia się, jak zbudować z nich bardziej spójną kolekcję. Myślę o tym, patrząc ponownie na portrety darczyńców, którzy pewnie przyznali by mi rację.

Ilustracje: dzięki uprzejmości Muzeum.