PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Subiektywnie

Walka kobiet nigdy się nie kończy

Maciej Piotr Prus
Subiektywnie Maciej Piotr Prus

Bo z dziewczynami nigdy nie wie, oj, nie wie się. Czy dobrze jest, czy może jest, może jest już źle… – śpiewał dawnymi czasy Jerzy Połomski.

Chyba jednak z dziewczynami jest dobrze. Tak sobie myślałem siedząc na różnych panelach podczas kolejnego Kongresu Kobiet (1). A dużo tych paneli było i dużo uczestniczek przyjechało. Rozmawiały o kondycji świata, przemocy, roli jaką kobiety mogą spełniać w polityce, w społeczeństwie, o patriarchacie, równości, demokracji. Wszystko kulturalnie, z dużym poczuciem misji i odpowiedzialności.

Z reguły na wszelkich zjazdach, konferencjach i sympozjach jest pozytywnie, wszyscy się do niebie uśmiechają, szczególnie kiedy na szyi nosi się zawieszkę potwierdzającą przynależność. Bardzo przy wejściu pilnowano, żeby każdy kto wchodził taki identyfikator z napisem XVIII Kongres Kobiet i funkcją jaką tu ma spełniać posiadał. Ja miałem kartonik z napisem: media. Ci bez zawieszki nie byli mile wiedziani. Nie czułem się bardziej wyalienowany niż zwykle i należałem, przez tę zawieszkę, do społeczności kobiet. No, taki zdrajca byłem, co  przeszedł na stronę wroga. A przeszedłem już dawno temu, a tak naprawdę, to nigdzie nie przechodziłem, bo zawsze tam byłem, nie zdając sobie z tego nawet sprawy, nie wiedząc nic o polach niezgody i ucisku.

Dorastałem, można powiedzieć, że bawiłem się w tej samej piaskownicy, na tym samym podwórku, z feminizmem. Wspieranie tego ruchu  było dla mnie czymś oczywistym, ale jednak trochę jak pomoc mieszkańcom Gazy, albo Indianom z puszczy amazońskiej. Jak najbardziej słuszne, odczuwalne na poziomie moralnym, ale nie dotykającej mnie w moim realnym, doświadczalnym życiu. Mama, również jak ojciec, pracowała od rana do wieczora. Podobnie zarabiali. Decyzje podejmowali wspólnie, przemocy z żadnej ze stron nie było. Potem były nauczycielki, wykładowczynie w szkołach. Jeżeli gdzieś pracowałem, to bardzo często miałem szefową i nie czułem , że w jakikolwiek sposób dotyczyła mnie wojna płci.  

W latach siedemdziesiątych czytałem Ericę Jung i niosłem transparent: Równość dla kobiet. Tak samo jak inne transparenty z hasłami: Make love not war, No future, Babylon must fall czy HWDP .

W latach dziewięćdziesiątych ktoś uświadomił mi, że to jednak dzieje się naprawdę, że kobiety zarabiają mniej tylko ze względu na płeć, że przemoc jest czymś realnym, że czas już ściągnąć ciemne okulary i wyjść ze swojej bańki. I zobaczyłem, że dzieje się rewolucja. A rewolucje z reguły są krwawe i rzadko biorą jeńców. Obserwowałem, jak powstawała Feminoteka, uczestniczyłem w performensach zbuntowanych artystek i widziałem legiony młodych kobiet – pełnych gotowości, wkurwionych i chętnych do walki. I słusznie, bo nie można się godzić na to, że kobieta nie może pracować jako kierowca ciężarówki, nie może być żołnierką (do roku 1996 wykaz prac, który nie może wykonywać miał 90 pozycji), ani  że mężczyźni w pracy traktują ją jak gadżet erotyczny, że zarabia o jedną trzecią mniej niż facet na tym samym stanowisku.

Energia, siła kobiet wybuchła i ruszyła lawinę, która pociągała wszystko za sobą. Ogromniała, stawała się coraz mocniejsza i nic już jej nie mogło zatrzymać. Tworzy się zorganizowany ruch, który ma swoje ideolożki, swoje przywódczynie i swoje matki chrzestne. Kobiety pojawiają się na listach wyborczych, zostają radnymi, burmistrzami, jeszcze nie przejmują władzy, ale już wstawiły nogę w uchylone drzwi polityki.

Prawicowe rządy tylko podsycają ogień próbując wprowadzić ograniczenia. Tu aborcja, tam prawa osób nieheteroseksualnych i mobilizacja drugiej strony rośnie. Jak zawsze w każdym ruchu są jastrzębie, osoby działające radykalnie i wywarzone centrum. Ekstremistki często występują w mediach, są bezkompromisowe i wzbudzają strach.

Zostaje utrudniony sposób komunikacji pomiędzy mężczyznami i kobietami. Kod, który powstawał przez setki lat ulega zaburzeniu. Feministki muszą go zburzyć , bo budowany był na podziale płci, przypisaniu ról i przemocy. Trzeba stworzyć nowy kod, nowy klucz. I robią to na różnych poziomach. Zmieniają się również zachowania podczas okresu godowego. A nie wszyscy są tego świadomi.

Na poziomie językowym skutki zmian są widoczne od razu. Wkraczają feminatywy – żeńskie końcówki, ideologicznie słuszne, ale tak często kaleczące tkankę językową i ucho słuchacza. Nawet te istniejące jak na przykład: profesorka, zostaje zmieniona na: profesora (to jest mianownik). Ale wszystko jest dopuszczalne. Czas rewolucji nie bawi się w subtelności.

Kobiety wyszły na ulicę i zmieniły władzę. Poczuły sprawczość i prawdziwą solidarność. Już nigdy nie będziesz szła sama.    

A mężczyzn nikt do tego nie przygotował. Nagle wytrąceni ze swoich ról poczuli się bezradni. Przynajmniej ci, dla których patriarchat był czymś tak naturalnym jak krowie mleko. A tu jeszcze afera „Me too”, a to kolejny poseł, który pobił żonę. Mogli nagle zwątpić w swoją seksualność, tudzież człowieczeństwo. Niektórzy czują się zagrożeni, próbują się organizować, założyć związek łowiecki, rybacki, mężczyźniany krąg. Reguły zostały zmienione i to mężczyźni mają teraz przyjąć nowy sposób gry. Dużo niedopowiedzeń, dużo nieporozumień przez to powstało. Na szczęście prawo natury nakazuje żyć i się rozmnażać. Jest gwarancją symbiozy pomiędzy kobietami i mężczyznami. Dzieci mogą tylko potwierdzić.

Lata mijają i najbardziej walczące na barykadach ekstremistki łagodnieją, ich miecz tępieje. Już nie uderzą mężczyznę w twarz za podtrzymanie drzwi (zdarzyło się), nie pocałują w dłoń podczas powitania. Wiele rzeczy normalnieje. Kobiety służą w wojsku i prowadzą tiry, głosują w sejmie i wyznaczają prawo. Ta walka wymagała czasu i zdecydowania. Czasami były ofiary, ale wszyscy staliśmy się bardziej czujni. Ale czy się skończyła?

Nie, ta walka, podobnie jak praca kobiet nigdy się nie kończy. Przechodzi na inny poziom. Taki Kongres najlepiej to uświadamia. To już nie jest zjazd dowódców z linii frontu, to raczej spotkania naukowe. Kobiety dumnie stąpają po zdobytej ziemi, nie mówią już tak dużo o własnej niedoli, raczej radzą co zrobić, żeby ten świat był lepszy. Czują się sumieniem rzeczywistości. Czasami jest to ryzykowne.  

Dobrze było być przez te kilka godzin na takim uniwersytecie.

 „Czy świat zwariował”, „Geopolityka i równość”, „Kwoty w biznesie: jak wprowadzić w życie?”, „W głębi manosfery – jak algorytmy szczują mężczyzn na kobiety”,  „Jak grać by wygrać przyszłość?”, „Cyfrowa cofka. Wolność słowa wobec dezinformacji. Jak się bronić?”, „Krzywda mężczyzn czy nowa opowieść patriarchatu?”. Dużo tego było, prawie sto spotkań. Wiele się działo. Widać było, że ludzie są zadowoleni, mają poczucie sensu i jestem wśród nich. Było zresztą kilku mężczyzn, niektórzy nosili identyfikatory z napisem: uczestniczka. Wychodząc zapytałem w recepcji, czy, czy są identyfikatory z napisem: uczestnik. Nie było.

  •  XVIII Kongres Kobiet odbył się 5 i 6 września w Krakowie.

Ilustracja: Autorstwa Franek Vetulani – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=24067716