PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

Teatr Ludowy: „Pan Wołodyjowski”

Janusz M. Paluch
Rekomendacje Janusz M. Paluch

Nic to!

Pochwaliłem się córce, że wybieram się do Teatru Ludowego na premierę spektaklu „Pan Wołodyjowski”. „Ojej!” – Usłyszałem. – „To się wynudzisz”… Trochę jej wizja mnie przeraziła, wszak spektakl miał trwać bez mała trzy godziny!

Reżyserii spektaklu podjęli się młodzi twórcy teatralni Stanisław Chludziński (ur. w 2000 r.) i Bartosz Cwaliński (ur. w 1996 r.). Warto wspomnieć, że ten reżyserski duet w 2025 roku otrzymał nagrodę dramaturgiczną na 31. Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej za spektakl „Miło cię było zobaczyć” zrealizowany w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego. Czy to świeże i nowatorskie spojrzenie na powieść „Pan Wołodyjowski”, przez pryzmat sceny teatralnej, przyciągnie do teatru młode pokolenia, raczej dystansujące się do literackiej twórczości Henryka Sienkiewicza? W spektaklu jest niezwykła moc, a więc i nadzieja…

Przedstawienie zaczyna się już w foyer teatru. Nieoczekiwanie wśród widzów, pojawił się mnich – jako żywo kameduła! – o wyjątkowo kobiecych rysach. Przeor przygotowywał widzów, wszak wstępują do klasztoru… Świetnie sprawdziła się w tej roli Marta Bizoń, później występująca także jako Makowiecka, Ksiądz Kamiński i Mieszczanin. A w klasztorze, w pachnącej kadzidłem scenerii, w skąpym świetle, skupiony w modlitwie leży krzyżem zakonnik. To Brat Jerzy, w świeckim świecie… Pan Wołodyjowski. Leczy swe rany na duszy. Przygotowuje się do przyjęcia ślubów wieczystych. Śmierć odebrała mu narzeczoną… W roli Wołodyjowskiego wystąpił, jak zwykle znakomity, Piotr Franasowicz, który tym razem zaskoczył sprawnością w szermierce.

Tymczasem do bram klasztoru dobija się imć Pan Onufry Zagłoba. Jego zadaniem jest przekonanie Wołodyjowskiego, by zrzucił habit zakonnika i sięgnął po szablę, bo Rzeczpospolita w niebezpieczeństwie!

Z postacią Zagłoby świetnie poradził sobie Piotr Piecha. Kreowany przez niego bohater wcale nie jest człowiekiem tchórzliwym ani zabawnym, nie zagląda przy byle okazji do kielicha. Nie zauważyłem bielma na jego lewym oku, ani blizny na głowie, mającej być pamiątką po pojedynku na szable z Michałem Wołodyjowskim! Jest raczej człowiekiem zmęczonym. Gdzieś zgubiła się jego rubaszność. Nie przechwala się, jego sentencje raczej skłaniają do refleksji. A przecież Henryk Sienkiewicz wprowadził do „Ogniem i mieczem” Zagłobę, „aby całość obrazu nie była zbyt posępna, tymczasem wyrósł mi na jedną z głównych postaci i przewędrował przez trzynaście tomów”!

Dla widzów Zagłoba staje się swoistym katalizatorem dramatycznych wydarzeń toczących się na scenie. A tych nie brakuje przecież w powieści Henryka Sienkiewicza. Od miłosnych scen, zakończonych niemal śmiercią Ketlinga (świetny w tej roli Antoni Włosowicz), który odbiera Wołodyjowskiemu pannę Krzysię Drohojowską (Weronika Kowalska), po wątek Mellechowicza vel Azji Tuchajbejowicza. Tej trudnej roli sprostał doskonale Robert Ratuszny, a jego song wykonany w scenie wbijania na pal mroził krew. Azja chciał pozyskać dla Rzeczpospolitej oddziały kozackie, byle Polska dała mu tytuł hetmana koronnego. Marzenia ściętej głowy! Zgubiły go chęć zemsty i niefortunna miłość do oblubienicy Michała Wołodyjowskiego – panny Barbary Jeziorkowskiej. W tej roli wystąpiła Michalina Dworzaczek, zalotna i bitna Baśka! Jak ona posługiwała się szablą, strach pomyśleć, gdyby trzeba stanąć z bronią przeciw niej!

O porwaniu jej i panny Ewy Nowowiejskiej (Weronika Kowalska) dowiadujemy się we foyer,  podczas antraktu! Oddanie w jasyr Ewy Nowowiejskiej, kończy się srogą zemstą jej brata Adama (Paweł Kumięga).

Ileż razy Tuchajbejowicz zmuszany był do przepraszania i dziękowania – jakże to znajomo brzmi – za pomoc, ocalenie mu życia! Został bowiem znaleziony przez Nowowiejskiego w stepie, uratowany i wychowany jak własny syn.

Duże wrażenie zrobiły na mnie niesamowite pokazy fechtunku – pojedynek Wołodyjowskiego i Ketlinga, czy niezwykłe ćwiczenia z upartą Basią, gdy ich przeciwnikiem był Mały Rycerz. Obserwujemy, jak pod wpływem Basi mięknie harde serce żołnierza, który o sobie mówi, że jest rzeźnikiem. O miłości powiadał, że „kochanie to niedola ciężka, bo przez nie człek wolny niewolnikiem się staje”… Obserwujemy też w końcu dramatyczną obronę Kamieńca Podolskiego, krwawe bitwy na murach twierdzy, podczas których głowy napierających Turków – czyli główki czerwonej kapusty, której tego dnia zabrakło w Nowej Hucie – padały gęsto… Nasi trzymali się w twierdzy mocno, ale definitywnie nie byli w stanie obronić się. Poddać się nie honor… Nic to – te słowa każe Basi powtarzać Pan Wołodyjowski, gdy już go nie będzie… Nic to, że nigdy nie doczekał się syna, czy choćby kilkunastu spokojnych miesięcy spędzonych w cieple rodzinnego domu… Nic to…

Ta opowieść, wywodząca się z burzliwego XVII wieku, kiedy Rzeczpospolita targana była wojnami, staje się w dzisiejszej dobie niezwykle aktualna. Na scenie pojawia się dobrodusznie bezwzględny Hetman Jan Sobieski herbu Janina (Jan Nosal, który zagrał też postać Henryka Sienkiewicza i Widmo), upraszając Pana Wołodyjowskiego, by poszedł na wojnę. W pewnym momencie zwraca się do ubawionej widowni, aby się tak nie cieszyła, bo panów oficerów imiennie się zaprasza, a reszta zostanie po prostu wezwana do wojska… I rzeczywiście, na sali zapada cisza. Nie można pominąć dwóch charakterystycznych postaci, jeńców tatarskich – Tochtamysza (Maciej Namysło, także w roli Brata Sebastiana, Tatarskiego Jeńca i Mieszczanina) i Timura. Błąkali się po stepie, rozmawiając w języku tatarskim o problemach tolerancji w Polsce, gdzie najchętniej znaleźliby miejsce do życia… Tak jak współcześni nielegalni imigranci, którzy przeszli z Białorusi, szukając dla siebie i swych rodzin miejsca w obcej kulturowo Europie. Tatarzy zostali pojmani i skazani na śmierć, a wyrok wykonywała, szablą ścinając im głowy, Basia… Ręka jej nie drgnęła. Robiła to w taki sam sposób, jak muzułmanie mordują współcześnie pojmanych do niewoli „niewiernych” zakładników…

Uniwersalna, dość skromna, ale funkcjonalna, scenografia (Aleksandra Grabowska), która znakomicie posłużyła zarówno za mury klasztorne, potem mury twierdzy, stając się też współczesnym schronem, w którym chowają się przed bombami mieszkańcy miasta… Szlacheckie kontusze nagle zmieniają się w ubiór ochronny, brudne, zakrwawione podkoszulki, ślady po kulach. Jakby już nie żyli, jakby byli żywymi trupami… A na podłodze aktorzy piszą kredą słowa: „Gloria Victis” – „Chwała Zwyciężonym”… Niezwykle wstrząsająca ostatnia scena, kiedy wszyscy trafiają do czarnych worków, nie daje nam nadziei, sugeruje, że właściwie na wszystko jest za późno, że wojna to tylko kwestia czasu, a my znowu staniemy się przedmurzem – tylko czego i kogo?…

Siłą spektaklu jest muzyka nadająca mocy temu co dzieje się na scenie, a przede wszystkim songi – autorstwa Michała Chludzińskiego – wykonywane przez aktorów z niezwykłą interpretacyjną mocą. Twórcy pokazali, jak bardzo można odczytywać współcześnie – wydawałoby się anachroniczne dzieło Henryka Sienkiewicza. Sięganie do historii jest zawsze uzasadnione, pokazuje nam, że wciąż popełniamy podobne błędy, że nie potrafimy z przeszłości wyciągać właściwych wniosków. A może tak jesteśmy zaprogramowani? Może jesteśmy tylko marionetkami w teatrze Kosmosu? I wszystko jest już za nas zaplanowane?

Spektakl jest też potwierdzeniem – po kilku ostatnich przedsięwzięciach artystycznych – niezwykłości, profesjonalności i siły zespołu artystycznego Teatru Ludowego. Szanowni Aktorzy, gdy usłyszycie jakieś bezzasadne uwagi kierowane do Was, weźcie tylko głęboki oddech… Nic to – powtórzcie za Panem Michałem.

Teatr Ludowy w Krakowie, Teatralny Instytut Młodych  Scena Kameralna: Henryk Sienkiewicz „Pan Wołodyjowski”, reżyseria i dramaturgia – Stanisław Chludziński, Bartosz Cwaliński, adaptacja – Bartosz Cwaliński, scenografia i kostiumy – Aleksandra Grabowska, muzyka – Szymon Górka, Michał Limboski, choreografia – Martyna Dyląg, reżyseria światła – Monika Stolarska, teksty piosenek – Michał Chludziński, fechtunek sceniczny – Maksymilian Hojka, inspicjentka i asystentka reżyserów – Alicja Starzyk, asystent reżyserki światła – Michał Piosek, tłumaczenie na język krymsko-tatarski – Zeram Piechnikova-Zejtullajeva. Obsada: Marta Bizoń, Michalina Dworzaczek, Weronika Kowalska, Piotr Franasowicz, Paweł Kumięga, Maciej Namysło, Jan Nosal, Piotr Piecha, Robert Ratuszny, Antoni Włosowicz. Premiera 11 kwietnia 2026 r.

Ilustracje: Dzięki uprzejmości Teatru, fot. Jeremi Astaszow