PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Po krakosku

Teatr Bagatela: Uzależnienie nie odpuści

Janusz M. Paluch
Po krakosku Janusz M. Paluch

Po oklaskach

Wróciłem z Teatru Bagatela rozbity. Długo nie potrafiłem sobie znaleźć miejsca po obejrzeniu spektaklu Duncana Macmillana „Ludzie, miejsca  i rzeczy” w reżyserii Anny Rokity. Brytyjski dramaturg i scenarzysta w swej twórczości zajmuje się problemami dotykającymi współczesnego człowieka – uzależnienia, kryzysy psychiczne, dylematy moralne z jakimi musi się człowiek zmierzyć w rozchwianym świecie. Anna Rokita, aktorka filmowa i teatralna, związana z Teatrem Bagatela od początków kariery artystycznej, tym spektaklem zadebiutowała jako reżyserka. O tym, że był to debiut udany, świadczyła reakcja publiczności, która jak oniemiała siedziała wciśnięta w fotele przez dwie części przedstawienia, a na koniec obdarzyła twórców spektaklu, głównie aktorów, bo ukazali swój niezwykły kunszt sceniczny, niekończącymi się oklaskami.      

A przecież nie był to spektakl łatwy, miły i wesoły, jakie zazwyczaj oglądamy na scenie tego teatru. Dramat mocny i niezwykle poruszający, śmiem twierdzić, że dla widzów o mocnych nerwach i dużej wytrzymałości psychicznej. Patrząc na spektakl, przypomniało mi się, jak w początkach lat 70-tych XX w. poszedłem do krakowskiego kina „Sztuka” na film „Narkomani” w reżyserii Jerry’ego Schatzberga. Po kilkunastu minutach musiałem wyjść, bo nie byłem w stanie tego filmu oglądać. Myślę, że to skojarzenie nie było bezzasadne.

Główną bohaterką jest Emma, aktorka – uzależniona od narkotyków, ale i od alkoholu, która wprawdzie dostrzega swoje uzależnienie (doskonała rola Izabeli Kubrak), ale traktuje ten problem powierzchownie. Zakłada, że kilkunastodniowy pobyt w szpitalu, odtrucie organizmu, załatwi problem i pozwoli jej na powrót do normalności… Towarzyszący jej bunt kieruje w niewłaściwą stronę. Nie dopuszcza myśli o swej bezsilności. Początkowo odrzuca uczestnictwo w grupie terapeutycznej. Z jednej strony współczujemy jej, z drugiej – jej postępowanie budzi sprzeciw, bo świat wokół niej musi iść pod jej dyktando. Czujemy bezsilność obserwując jej dramatyczne zmagania z nałogiem. Jesteśmy też świadkami tragedii towarzyszących członkom grupy terapeutycznej. Wciśnięci w fotel patrzymy na scenę nieopanowanego szału w jaki wpada Paul (w tej roli Dariusz Starczewski). Szeroko otwierają się oczy, gdy słuchamy historii Marka (Paweł Schichtenberg), Meredith (Alina Kamińska), Laury (Kaja Walden), T (Filip Prokopowicz) czy Jodi (Kamila Klimczak). Zwątpienie pojawia się, gdy znika niezwykły pielęgniarz Foster, postać fantastycznie wykreowana przez Marcina Kobierskiego. Coście sobie zafundowali?! – myślę ogarnięty przerażeniem po pierwszej części spektaklu… Nie tak miało być, nie tak miało przecież wasze życie wyglądać… – myślę. Oni wciąż wracają do tego ośrodka, jak do domu, poszukując pomocy, bo z nałogu nigdy się „nie wychodzi”. Uzależnienie nie odpuści. Wystarczą bowiem ludzie, miejsca i rzeczy kojarzące się i przypominające o dawnym życiu. Zawodzą miłość i jakakolwiek religia, jeśli podda się silna wola skażonego nałogiem człowieka. Przecież to szaleństwo towarzyszące narkotykom, czy alkoholowi zawsze jest pociągające. Tyle, że dla skażonego nałogiem taka „niewinna” próba powrotu kończy się zazwyczaj dramatem. Kiedyś byłem świadkiem, jak pozwalano pijanemu człowiekowi nadal spożywać alkohol… Gdy się oburzałem, że wciąż mu dolewają,  ktoś powiedział, że on musi „osiągnąć dno”. Potem kilka dni trzeźwiał, aż w końcu stał się normalnym, doskonale funkcjonującym człowiekiem, na dodatek nie pijącym… Do czasu oczywiście…

Po spektaklu uświadomiłem sobie, że z problemem nałogu, wszak to tak powszechne w Polsce zjawisko, zetknął się prawdopodobnie każdy z nas. Nałóg dotyka nie tylko chorych. W ciszy cierpiały – i cierpią – rodziny uzależnionych. Chcąc ratować swych ukochanych i bliskich, skazane są na wieloletnią katorgę i wyrzeczenia. Biedni rodzice Emmy, tak naprawdę Racheli… Przeżywam to co obserwuję na scenie, wspieram ich myślami, solidaryzuję się, buntuję i współczuję. Nie dziwię się, gdy dostrzegam, że w końcu obojętnieją, wypaleni emocjonalnie ale i uczuciowo, bo nie wierzą, że kolejne jej wytrzeźwienie będzie skuteczne. Zawodzą miłość, cierpliwość, ciepło domowe i opiekuńczość? Rodzice głównej bohaterki (Magdalena Walach w roli matki, lekarki i terapeutki i Juliusz Krzysztof Warunek jako ojciec), którzy w międzyczasie utracili syna, już dawno zwątpili, że córka wróci do normalności. Nie potrafią już okazywać uczuć, nie bardzo chcą, by po kolejnym powrocie ze szpitala, zamieszkała z nimi. Zakończenie spektaklu jednych zaskoczy, innych zbulwersuje.

Uwagę zwraca funkcjonalna scenografia (Barbara Ferlak), która dość łatwo przekształcana jest w zależności od potrzeb trwającej akcji w gabinet lekarski czy terapeutyczny, ale też salę zakładu psychiatrycznego czy przytulnego mieszkania w domu rodziców głównej bohaterki. Atmosferę spektaklu budują też światła i muzyka. Stworzony w ten sposób świat sceniczny jest niezwykle przekonujący. Emocjonalna, pełna napięcia, cisza panująca na widowni była bardzo wymowna. Aktorzy swą grą trafiają do serc widzów. Długo noszę ciężar problemów pokazanych przez aktorów. Na szczęście to był tylko teatr,,,

Teatr Bagatela w Krakowie: Duncan Macmillan „Ludzie, miejsca  i rzeczy”, tłumaczenie – Małgorzata Wrzesińska, reżyseria – Anna Rokita, scenografia – Barbara Ferlak, kostiumy – Izabela Kubrak, muzyka – Ignacy Matuszewski, wizualizacje – Jagna Firek, zdjęcia filmowe – Michał Materna, choreografia i ruch sceniczny – Katarzyna Anna Małachowska, reżyseria świateł –  Tomasz Wentland, asystent reżysera/ inspicjent – Magdalena Gródek, asystent scenografa – Magdalena Łakoma. Odsada: Izabela Kubrak, Magdalena Walach, Juliusz Krzysztof Warunek, Marcin Kobierski, Dariusz Starczewski, Patryk Szwichtenberg, Alina Kamińska, Kamila Klimczak, Filip Prokopowicz oraz Kaja Walden. Premiera 19 września 2026 roku.

Ilustracja główna: Autorstwa Zygmunt Put – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=135991261