PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Po krakosku

Sprytna gęś…

Janusz M. Paluch
Po krakosku Janusz M. Paluch

Po oklaskach.

Lat temu – hohoho!, w Śródmiejskim Ośrodku Kultury w Krakowie, odbywał się przegląd teatrów jednego aktora w ramach projektu Krakowski Teatr Faktu i Jego Goście. Kreatorką tego programu była krakowska artystka sceniczna Nina Repetowska. Przypomniały mi się tamte lata w drodze do Teatru KTO, na scenie którego odbyła się premiera autorskiego monodramu „Głupia gęś” zaprezentowanego przez Zofię Żwirblińską – również autorkę scenariusza, reżyserii i choreografii. Ta młoda i niezwykle utalentowana, tancerka, aktorka i performerka, absolwentka (2025 rok) Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego – Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu, świetnie zaprezentowała swe umiejętności artystyczne. Umiejętności już doceniane – można ją oglądać na scenie, choćby w Teatrze im. Tadeusza Różewicza w Gliwicach („Ludzie bezdomni” reż. Wojciech Klemm), w telewizji – w serialu „Nieobecni 2”. Uhonorowano ją wieloma nagrodami m.in. za rolę w spektaklu „Work on it!” na 42. Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi. Była też finalistką międzynarodowego konkursu „IÓN SOLO CONTEST II” w Portugalii. Nie czeka z założonymi rękami na propozycje. Sama tworzy swoją przestrzeń artystyczną. I na pewno „Głupią gęsią” – jakby mógł sugerować tytuł spektaklu – nie jest!

Performatywny monodram zaprezentowany przez Zofię Żwirblińską nie pozostawia widzom przestrzeni na nudę. Jest to bardzo osobisty spektakl, nad którego koncepcją pracowała kilka lat.

Spektakl buduje słowo, performatywne elementy baletu i obraz, do tworzenia którego wykorzystuje artystka muzykę i światło, ale i interaktywność z publicznością. Udowadnia aktorka, że może z nami – widzami – zrobić właściwie wszystko… Wybranemu widzowi szepcze słowo, które ma on powtórzyć. I cóż z tego, że to wulgaryzm rozbawiający widownię, tym bardziej chętnie gremialnie powtarzającą słowo na życzenie aktorki… Jak pacynka pociągnięta za sznurek! Jest też kusicielką – kusi pięknem swego ciała, które skrywane w pobudzającą wyobraźnię bieliznę, zatrzymane w ruchu jak alabastrowe rzeźby Venus, żyje, przyciąga wzrok… I nagle gaśnie, jak upływające – jednym szybciej innym wolniej – młodość i życie… 

Tkwię w podziwie dla ostatniej sceny, w której oblepiona w gęsim pierzu, z niemałym trudem zbiera się do lotu… Niektórych dziwiły słowa wieńczące spektakl – „Zmęczyłam się…”. Mnie otworzyły oczy na problem młodego pokolenia, które u progu swej zawodowej kariery jest do granic możliwości przebodźcowane, i właśnie już zmęczone…. To był tylko sygnał informujący, że po intensywnych studiach, u progu zawodowej drogi, młody człowiek może czuć zmęczenie… Mam nadzieję, że nie wypalenie zawodowe, bo to byłaby już tragedia pokoleniowa. Ta scena nie dotyczy jednak autorki i wykonawczyni monodramu! Choć jest w nim wiele osobistych wątków przytoczonych przez aktorkę, choćby lista jej osiągnięć począwszy od szkoły średniej! Jakby chciała pokazać nam, ale i sobie, że zawód aktora jest niezwykle wymagający, opierający się przecież na udawaniu, odgrywaniu fragmentu życia obcego człowieka, którego trzeba oswoić, schować w sobie… Nawiązuje w spektaklu do gwiazdy polskich i amerykańskich scen Heleny Modrzejewskiej, starając się odtworzyć jej rolę… Była to rola Adrianny, gwiazdy francuskiego teatru XVIII-wiecznego, która zostaje otruta przez rywalkę i umiera. Próba odtworzenia tej finałowej sceny przez młodą aktorkę jest niezwykła. Warto wspomnieć, że tą sceną Modrzejewska podbiła w 1868 roku Warszawę, a w 1877 roku zadebiutowała na scenie teatru w San Francisco otwierając sobie drogę do światowej kariery… Przywołanie Modrzejewskiej, i próba odtworzenia fragmentu jej roli to niezwykła odwaga młodej aktorki!

Jest to też spektakl o braku wiary w siebie, we własne siły, w odnoszone sukcesy, które przypisuje się przypadkowi. Takie podejście do życia, samej czy samego siebie, nazwano syndromem oszusta. Dla dotkniętych tym zjawiskiem są dwa wyjścia. Nauczyć się z tym żyć, tkwiąc w poczuciu przypadkowości swych osiągnięć, nie wierząc w siebie… Nie wiem, dokąd można dojść tą drogą… Wcześniej czy później ściana depresji stanie chyba na drodze życia. Można też otrząsnąć się i uwierzyć w siebie, w swe kompetencje, możliwości, umiejętności. I o tym opowiada „Głupia gęś”, która taką nie jest, bo wzbija się i szybuje ponad wszelkimi ograniczeniami. A może ten spektakl jest swoistym katharsis dla Zofii Żwirblińskiej, która strząsa z siebie niewiarę w swe możliwości artystyczne? To aż tak ważne nie jest, bo przecież start artystyczny Zofii Żwirblińskiej przez monogram „Głupia gęś” jest spektakularny.

Ilustracje: Janusz M. Paluch

Teatr KTO w Krakowie, „Głupia gęś”, reżyseria, choreografia, koncepcja, wykonanie – Zofia Żwirblińska, dramaturgia – Patrycja Kowańska, muzyka – Ola Rzepka, reżyseria oświetlenia – Michał Wawrzyniak. Premiera dofinansowana ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach Programu Przestrzenie Sztuki – Taniec, realizowanego przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca. Zrealizowano ze środków Miasta Gdańska w ramach Gdańskiego Stypendium Kulturalnego – Fundusz Twórczy. Projekt wspierany przez rezydencję Open Studio – działanie wspierające środowiska twórcze w ramach zadania „Teatr Komuna Warszawa – Społeczna Instytucja Kultury”, dofinansowanego ze środków Miasta Stołecznego Warszawy. Premiera: 29 sierpnia 2026 r.