Rekomendacje
Ś – Święta Bożego Narodzenia
Obwarzankiem w Pańską Skórkę.
Święta już za pasem. Wkrótce na klatkach schodowych w każdej szanującej się polskiej kamienicy rozejdzie się nokautująca nozdrza woń gotowanej kapusty i smażonego karpia. Rynek w Krakowie zaroi się od zagranicznych turystów, którzy jak co roku na Jarmarku Bożonarodzeniowym będą słono przepłacać za talerzyk pierogów, plasterek makowca czy kubek grzańca. Krakowskie gospodynie tłumnie ruszą na Stary i Nowy Kleparz, Plac Imbramowski i Na Stawach lub do Hali Targowej po fasolę Piękny Jaś, bez której krakowski świąteczny barszcz byłby tylko barszczem.
W krakowskich domach zawisną świąteczne „światy” – misternie poskładane kule wykonane z zabarwionego ciasta opłatkowego – a także zrobione z tego samego materiału gwiazdy oraz pająki ze słomy i bibuły. Nad wigilijnymi stołami zadyndają podłaźniczki, czyli czubki choin ozdobione kolorowym papierem, świeczkami, piernikami, orzechami i tym, co tam gospodarzom wyobraźnia podpowie. Prezenty, zgodnie ze zwyczajem, przyniesie Aniołek, a nie wyrośnięty krasnal w idiotycznej czapie i z nosem czerwonym jak u podgórskiego żula.
Przede wszystkim jednak Kraków stanie się światową stolicą szopek, które od średniowiecza do XVIII wieku miały charakter żywego przedstawienia, ale kiedy liczba związanych z nimi incydentów zaczęła przekraczać nawet zimowe rekordy wypadków na zakopiance, ówczesne władze zezwoliły jedynie na wystawianie ich w wersji statycznej. Mimo wszystko tej szlachetnej krakowskiej tradycji nie przerwały ani wojny, ani Austriacy, ani nawet komuna.
W tym samym czasie, mniej więcej 250 kilometrów na północ (i trochę na wschód), w Mieście Stołecznym Warszawa turyści odwiedzający w święta swoje warszawskie rodziny będą się smętnie plątać po Placu Zamkowym i Rynku Nowego Miasta, między rachityczną choinką a kilkoma lichymi stoiskami z bombkami i kiełbasą. Warszawianie postawią w swoich mieszkaniach tradycyjne snopki zboża, które jeszcze w XIX wieku były tamtejszymi odpowiednikami choinek, a pod świąteczne obrusy zamiast sianka włożą paragony i zaległe faktury za prąd. W zastępstwie świątecznych stroików na stołach zaświecą powerbanki, a ostatni spóźnialscy rzucą się do Złotych Tarasów po ciepłe skarpety i zestawy kosmetyków z brokatem na prezent.
A kiedy już wszystko zostanie odhaczone – pierogi z mikrofalówki zjedzone, kolędy z YouTube’a wysłuchane, prezenty rozdane, zdjęcia z choinką wrzucone na Instagram, a wiecznie zrzędząca ciotka z Legionowa odwieziona do SKM-ki – będzie można wreszcie udać się na Pasterkę przed ekran telewizora i włączyć Netflixa. Bo w Warszawie święta najlepiej przeżywa się z pilotem w ręku i piernikiem z cukierni Grzybki. A jeśli ktoś koniecznie zapragnie poczuć prawdziwego ducha Bożego Narodzenia, to wybierze się na Stare Miasto, na ulicę Miodową, gdzie u kapucynów od czasów tużpowojennych straszy ruchoma szopka z figurkami papieża, pasterzy i patriotów, ruszającymi się jak po trzech espresso.
I tylko z warszawskiej Pragi da się słyszeć głos praskiego lumpa, który leżąc niczym betlejemskie dzieciątko w rowie przy Dworcu Wschodnim, zanuci cichutko starą przedwojenną praską kolędę:
„Ja siedząc na budzie, z wielkiego strachu
Zleciałem na ziemię z samego dachu:
Którzy byli tam Anieli,
Zaraz się ze mnie naśmieli,
Do rozpuku.
Dźwigalić mnie z ziemi owi Anieli,
Aż mi skołatali koźlę w kobieli:
Wstań, nieboże, Bóg pomoże,
Wstań, Michale. Ale, ale,
Bok mnie boli.”